Czym jest chemia? (SYSTEMATYKA NAUK)

Problemy nauk ścisłych - dyskusje, teorie, kontakty
Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Czym jest chemia? (SYSTEMATYKA NAUK)

Post#1 » 15 sie 2005, pn, 15:28

Gdyby przyjrzeć się naukom ścisłym, to można by dojść do wniosku, że chemia to właściwie dział fizyki.
Jest to uzasadnione jak najbardziej w świetle naszej wiedzy, że wszystkie reakcje chemiczne mają swe podłoże w oddziaływaniach elektrostatycznych czy kwantowych.
Tak więc chemia jest swoistą "praktyczną fizyką", swego rodzaju rzemiosłem...
Ostatnio zmieniony 02 wrz 2007, ndz, 19:44 przez alchemik, łącznie zmieniany 1 raz.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#2 » 22 sie 2005, pn, 07:18

fizyka to tez rzemioslo, podobno nauka jest tylko matematyka

zingeron
Posty: 3

Post#3 » 22 sie 2005, pn, 09:49

Gdyby przyjrzeć się biologii, to można by stwierdzić, że to tylko gałąź chemii, bo istnienie żywych organizmów opiera się na reakcjach chemicznych wewnątrz ustroju...
Czy takie podejście ma sens?
Chemik i fizyk rozpatrują materię z zupełnie innej perspektywy.
I jeszcze pytanie? Czym jest fizyka? Zbiorem bardziej lub mniej udanych modeli wyjaśniających funkcjonowanie Wszechświata? I czy fizyka w takim ujęciu nie staje się też rzemiosłem?
zingeron

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Biologia

Post#4 » 22 sie 2005, pn, 10:49

Jeśli chodzi o biologię to z pewnością jest to dział chemii, tyle, że do pełnego (chemicznego) zrozumienia biologii brak nam jeszcze wystarczająco dużej wiedzy chemicznej.
Z kolei by połączyć całkowicie chemię z fizyką brak nam wystarczającej wiedzy fizycznej, by całkowicie z góry przewidywać wszystkie reakcje za pomocą odpowiednich teorii fizyki.
Dopóki nie ma mostów między naukami fenomenologicznymi, systematuzującymi a tymi, które są rzeczywiście kreatywne, dopóty będą właśnie istnieć te pierwsze, których byt zakończy się z chwilą, gdy ludzkość posiądzie odpowiednią wiedzę.

Co do fizyki, to jest to nauka w mniejszym stopniu opanowana przez rzemiosło. Tutaj ważne są tylko teorie (idee), gdyż one budują konkretną wiedzę.
Fizyk szczególnie teoretyk, nie bierze dwóch gwiazd, by zobaczyć co wyjdzie, gdy się zderzą. On to oblicza i przewiduje teoretycznie. A gdy teoria nie zgadza się z teorią to buduje poprawiony model wszechświata.
Chemicy, którzy dokonują syntez brną przez las reguł, które nie do końca doczekały się jednolitego modelu. Chemikowi wystarczy wiedza, że taki typ związku reauje z innym i w rezultacie powstaje to co chce. A jak zdarzy się wyjątek, to poprostu dopisuje się go do reguły.

Gdyby się tak mocno zastanowić, to można by delikatnie zasugerować, że fizyka to właściwie dział matematyki, którą niektórzy traktują tylko jak narzędzie fizyka, ale ja traktuję ją jako naukę o wszystkim...
Właściwie fizyka to taka matematyka, w której oprócz typowych modułów algebraicznych dodano właściwości naszego materialnego wszechświata.
Ponieważ matematyka jest już czystą nauką, więc może istnieją pewne (niezbudowane jeszcze) mosty, które kiedyś połączą fizykę z matematyką, tak jak można doszukiwać się mostów łączących biologię z chemią.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Artykuł

Post#5 » 03 lut 2006, pt, 05:00

Na stronie http://www.adeviq-spin.com/chem_fiz.html zamieściłem kiedyś krótki artykulik o tym co jest przemianą chemiczną, a co fizyczną.

Niedawno, przeglądając internet natknąłem się na wypowiedź Pana Tomasza Ganicza (vel Polimerek), na stronach Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja:Fizyka_chemiczna , którą tu zacytuję:
To jest kompletne pomieszanie z poplątaniem. Polimery topią się trochę inaczej niż związki niskocząsteczkowe, ale bynajmnie nie musi się to wiązać z procesem depolimeryzacji. Czasami tak jest że polimer wcześniej się rozkłada zanim się stopi, ale większość polimerów stosowanych na masową skalę topi się zupełnie normalnie bez depolimeryzacji. Ponadto nigdy procesu depolimeryzacji nie nazwa się w nauce o polimerach topnieniem - to są dwa zupełnie różne procesy. W tym tekście jest dużo więcej tego rodzaju błędów merytorycznych... Natomiast w przypadku związków małocząsteczkowych czasami tak jest, że istnieją między nimi wiązania jonowe, ale w wiele innych kryształów powstaje na skutek różnego rodzaju oddziaływań słabych, których nie uznaje się za wiązania chemiczne i to wcale nie z powodu długości tych oddziaływań, tylko raczej z powodu ich energii. Polimerek 00:16, 14 lut 2005 (CET)

Oto moja odpowiedź:
Ponieważ cytowany link dotyczy mojej wypowiedzi, to pozwolę sobie na obronę tez zawartych w powyższym artykule. Panie Polimerku, źle mnie Pan zrozumiał. Ponieważ zajmuje się Pan tradycyjnymi polimerami, czyli cząsteczkami organicznymi (choć bywają polimery nieorganiczne), w których pewna sekwencja atomów powtarza się na dużym odcinku (są to wręcz miliony), więc słowo "polimer", którego ja użyłem zbyt dosłownie się Panu kojarzy. Aby zrozumieć to co mam do powiedzenia, należy najpierw troszeczkę otworzyć umysł na nowe spojrzenie. Otóż ja traktuję KAŻDE wiązanie jako wiązanie chemiczne. W końcu DNA trzyma się dzięki wiązaniom wodorowym, którym zwykle nawet nie nadaje się formy "kreseczki" we wzorach strukturalnych. Jeżeli więc każde wiązanie (z mojego założenia) jest chemiczne, to kryształ molekularny (np. naftalenu) będzie swego rodzaju polimerem, a topnienie takiego kryształu będzie można śmiało nazwać "depolimeryzacją". Nie oznacza to, że każde topnienie to depolimeryzacja. Słowo "polimer" oznacza, że coś (mer) powtarza się w dużej liczbie (prawie w nieskończoność). W przypadku kryształów molekularnych, powtarzającym się merem jest cząsteczka (np. tego naftalenu). Oczywiście korzystając z zapożyczonego słownictwa tradycyjnych polimerowców, możemy powiedzieć, że jest to polimer usieciowany i w dodatku bardzo regularny. Typowe (tradycyjne) polimery zwykle występują w postaci skręconych niteczek (o ile nie są usieciowane) i fizykochemia tego typu "kłębków" jest nieco inna od krytształów. Nie oznacza to jednak, że jako naukowcy możemy patrzeć inaczej na te twory; zarówno polietylen (PE) jak i kryształ naftalenu mają cechę wspólną: pewien rodzaj materii powtarza się bardzo systematycznie dzięki pewnym wiązaniom i ten stan jest ogólnie rzecz biorąc stabilny (nie licząc drgań atomów). Topienie się polimeru (tradycyjnego, np. PE) rzeczywiście nie polega na depolimeryzacji PE do etylenu. Ale proszę pomyśleć szerzej, czy przypadkiem topnienie PE nie polega na tym, że olbrzymie skłębione nitki zaczynają się rozsupływać i oddalać od siebie? Bo PE tworzy pewną nadstrukturę, polimerowe nitki tworzą nowy nadpolimer w postaci kłebka wielu nitek. I to właśnie tenże nadpolimer "depolimeryzuje" częściowo w czasie topnienia PE. W przypadku takich polimerów jak polistyren, przy ogrzewaniu zachodzi depolimeryzacja najpierw nadpolimeru (nitki się rozplątują) a potem nawet polimeru (destyluje styren). O wiele łatwiej "polimeryzm" kryształów zrozumieć na kryształach jonowych (vide: NaCl), gdzie już smiało można mówić o wiązaniach chemicznych nawet w klasycznym ujęciu tematu. Ja jednak definiuję wiązanie chemiczne (każde wiązanie) jako przyciągające i stabilizujące oddziaływanie atomów na siebie. Najwięszy w tym ma wkład oddziaływanie elektrostatyczne, ale pomijając przyczynę wiązania, jego siłę i odległość, ciągle jest to siłą, która buduje pewną strukturę chemiczną, więc nie dzielę tych sił na chemiczne i fizyczne. Wszystko to jest dla mnie chemią.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

qw23er
Posty: 3

Re: Biologia

Post#6 » 21 mar 2007, śr, 17:55

alchemik pisze:Chemicy, którzy dokonują syntez brną przez las reguł, które nie do końca doczekały się jednolitego modelu. Chemikowi wystarczy wiedza, że taki typ związku reauje z innym i w rezultacie powstaje to co chce. A jak zdarzy się wyjątek, to poprostu dopisuje się go do reguły.


Jeżeli w jakikolwiek sposób chcesz udowodnić, że fizyka jest lepsza od chemii to nie uda Ci się to.
W chemii nie ma wyjątków, wszystko ma swoje racjonalne wytłumaczenie. Regóły w chemii nie mogą mieć do końca jednolitego modelu z oczywistych względów. Chciałbym podkreślić, że obliczeń nie tylko dokonuje się w fizyce ale w chemii też, są działy z pogranicza chemii/fizyki które stoją w miejscu tylko przez to, że poziom matematyki jest zbyt za niski.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Re: Biologia

Post#7 » 23 mar 2007, pt, 05:53

qw23er pisze:Jeżeli w jakikolwiek sposób chcesz udowodnić, że fizyka jest lepsza od chemii to nie uda Ci się to.
Już mi się to udało.
Chemia nie jest nauką. Jest tylko rzemiosłem.
A jeśli jest nauką to tylko działem fizyki.

Dlatego nie można powiedzieć, że "fizyka jest lepsza od chemii", chyba że tylko w rozumieniu takim, że chemia jest częścią fizyki.
WSZYSTKIE obliczenia w chemii to czysta fizyka.
Nie ma pogranicza chemii i fizyki. Takie sztuczne twory jak chemia fizyczna lub fizyka chemiczna, to tylko trik.
Fizyka jako nauka zajmuje się materią, która nas otacza. W tej materii zachodzą rekacje i zmiany powodowany TYLKO i WYŁACZNIE przez siły fizyczne (głównie siły elektrostatyczne i inne oddziaływania międzyatomowe).


W chemii nie ma wyjątków, wszystko ma swoje racjonalne wytłumaczenie.
Doradzam Ci byś się najpierw nauczył chemii zanim będziesz pisał takie dziecinne twierdzenia na poziomie szkoły podstawowej. Chemia to same wyjątki i brak ścisłych reguł. Gdyby reguły były stałe i jasne, to niepotrzebne byłyby ciągłe badania w zakresie chemii.
Oczywiście reguły są jasne na poziomie fizyki kwantowej, ale tych reguł jeszcze nie znamy i nie umiemy wyliczyć precyzyjnie wszystkich oddziaływań. I dlatego na razie fizyka przegrywa z rzemieślnikami-chemikami.


Regóły w chemii nie mogą mieć do końca jednolitego modelu z oczywistych względów.
Rozwiń to zdanie bo nie wiem o czym piszesz. Model jest jeden i oczywisty: fizyczny (kwantowy), ale nie jest on do policzenia dla dzisiejszych maszyn, więc póki co pozostaje zabawa w probówkach i kolbach...



Chciałbym podkreślić, że obliczeń nie tylko dokonuje się w fizyce ale w chemii też, są działy z pogranicza chemii/fizyki które stoją w miejscu tylko przez to, że poziom matematyki jest zbyt za niski.

To jest na prawdę śmieszne stwierdzenie. Matematyka jest rozwinięta jak cholera. Problem tkwi w metodach numerycznych... Mamy równania, ale nie potrafimy ich rozwiązać dla wszystkich mozliwych stanów cząsteczek. Komputery są za słabe.
W chemii właściwie nie dokonuje się obliczeń (poza stechimetrią); każde inne obliczenia to już fizyka :)
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

qw23er
Posty: 3

Post#8 » 24 mar 2007, sob, 01:35

Teraz wstydzę się, że zabierałem głos w tak absurdalej dyskusji.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Nauka

Post#9 » 26 mar 2007, pn, 01:16

qw23er pisze:Teraz wstydzę się, że zabierałem głos w tak absurdalej dyskusji.
Nie wstydź się :)
Po prostu spróbuj zrozumieć, że to czego uczą w szkole podstawowej i średniej to tylko uproszczona wizja świata i nauki.

Dopiero czasem po studiach albo po doktoracie człowiek rozumie, że to czego uczą w szkołach to właściwie kłamstwo.
Ale czasem trzeba skłamać, by człowiek choć częściowo rozumiał otaczający go świat.

Dyskusja jest otwarta dla wszystkich. Należy jednak starać się zrozumieć dogłębnie to co inni starają się wytłumaczyć.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

qw23er
Posty: 3

Post#10 » 27 mar 2007, wt, 00:24

Wybacz ale ja juz nie rozumię co masz na myśli.

1.Piszesz "Gdyby przyjrzeć się naukom ścisłym, to można by dojść do wniosku, że chemia to właściwie dział fizyki. "
Potem piszesz "Co do fizyki, to jest to nauka w mniejszym stopniu opanowana przez rzemiosło. Tutaj ważne są tylko teorie (idee), gdyż one budują konkretną wiedzę. Chemicy, którzy dokonują syntez brną przez las reguł, które nie do końca doczekały się jednolitego modelu. Chemikowi wystarczy wiedza, że taki typ związku reauje z innym i w rezultacie powstaje to co chce. A jak zdarzy się wyjątek, to poprostu dopisuje się go do reguły." Przecież chemia to dział fizyki, więc jeżeli fizyka nie jest rzemiosłem to chemia też nie może nim być."

2.Napisałeś, że udowdoniłeś wyższość fizyki nad chemią (nie wiem o jaką wyższość chodzi, ale ok) po czym piszesz, że nie można powiedzieć, że "fizyka jest lepsza od chemii", więc jak?

3.Chciałbym przypomnieć, że kiedyś uważało się, że fizyka jest w prawie całości zbadana.

4."Dopóki nie ma mostów między naukami fenomenologicznymi, systematuzującymi a tymi, które są rzeczywiście kreatywne, dopóty będą właśnie istnieć te pierwsze, których byt zakończy się z chwilą, gdy ludzkość posiądzie odpowiednią wiedzę" Czyli w przyszłości idąc na fizykę będziemy uczyć się fizyki oraz dawnej biologii i chemii. Ciekawe kto to pomieści.

5. Mam takie pytanie: na początku biologia zostanie połączona z chemią (ciekawe co będzie np. z ekologią) potem chemia z fizyką a potem fizyka z matematyką?

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Nauka

Post#11 » 28 mar 2007, śr, 02:36

qw23er pisze:Przecież chemia to dział fizyki, więc jeżeli fizyka nie jest rzemiosłem to chemia też nie może nim być."
Twoje wątpliwości wynikają ze złego rozumienia mojego tekstu.
Ale od początku.
W dniu dzisiejszym brak wiedzy powoduje, że istnieją pseudonauki rzemieślnicze takie jak chemia i biologia.
Gdyby wiedza z dziedziny fizyki była wielka, to każdą rekację chemiczną mógłby projektować komputer, gdyż wystarczy podliczyć wszystkie oddziaływania w cząsteczkach by wiedzieć co wyjdzie w danej reakcji. W takim przypadku chemicy straciliby pracę, bo nikt nie potrzebowałby ich usług. Bo chemicy do pewnych prawd dochodzą mozolnie poprzez system prób i błędów.
Fizyka jest w stanie teoretycznie policzyć wszystko (choć jeszcze nie dziś).



2.Napisałeś, że udowdoniłeś wyższość fizyki nad chemią (nie wiem o jaką wyższość chodzi, ale ok) po czym piszesz, że nie można powiedzieć, że "fizyka jest lepsza od chemii", więc jak?
Znów łapiesz mnie za słowa :)
Po pierwsze napisałem, że tą wyższośc należy rozumieć jako naukowość fizyki i rzemieślniczość chemii. Ponieważ jednak chemia jest niejako dziedziną superfizyki, więc trudno mówić, że jest gorsza lub lepsza. Jako superfizykę przyjmuję taką fizykę, która potrafi przewidzieć wszystkie prawa chemiczne.


3.Chciałbym przypomnieć, że kiedyś uważało się, że fizyka jest w prawie całości zbadana.
To był głupi i infantylny pogląd.



4.Czyli w przyszłości idąc na fizykę będziemy uczyć się fizyki oraz dawnej biologii i chemii. Ciekawe kto to pomieści.
Widzisz - Ty nadal nie rozumiesz. Nie będziesz się na fizyce uczył biologii. Będziesz znał tylko wzory, z których fizyk będzie mógł policzyć średnią długość kociego ogona :D
Ciągle myślisz kategoriami nauk rzemieslniczych i fenomenologicznych. Biologia tylko opisuje to co napotyka bez próby wyjaśnienia dlaczego zebra waży więcej od żółwia.
Nauka może to wytłumaczyć odpowiednim wzorem, do którego można podstawić różne parametry by otrzymać wagę zebry.

5. Mam takie pytanie: na początku biologia zostanie połączona z chemią (ciekawe co będzie np. z ekologią) potem chemia z fizyką a potem fizyka z matematyką?
Prawdopodibnie tak. Choć istnieje wśród pseudonaukowców tendencja do dzielenia się i szufladkowania.
Ale sądzę, że docelowo nauki ścisłe i przyrodnicze ograniczyc się mogą do fizyki i matematyki; a może w końcu tylko do matematyki? Któż to wie? :)
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Alchemikowi

Post#12 » 24 sie 2007, pt, 07:12

Skąd u Ciebie taki imperatywny ton wypowiedzi? Czy to nie jest świadectwo Twojego pseudonaukowego podejścia do zagadnień, którymi się zajmujesz i którymi pragniesz "zainteresować" innych?

W jednej grupie ze mną studiował Marokańczyk. Z dziwną pasją podchodził do nauki, więc któregoś dnia odbyła się między nami głębsza rozmowa, w rezultacie której dowiedziałem się, że:

1. On jest absolwentem filozofii na Sorbonie.

2. Doszedł do wniosku, że bez zrozumienia materii świata nie można rozumieć filozofii

3. Mając do wyboru różne warianty zdecydował się na Wydział Chemiczny PWr i będąc na trzecim roku jest przekonany, że jego wybór jest słuszny.

Wnioski:

1. Chemia jest "królową" przyrodniczych nauk i proszę tej nauki nie mieszać z jej działami (chemią analityczną, syntezą chemiczną, itp), które faktycznie dla nieznającego chemii mogą wydawać się "rzemiosłem".

2. Fizyka jest nauką pomocniczą dla chemii, a fizycy, to niedokształceni chemicy. Koniec i kropka. Mogłem sobie na tą kropkę pozwolić, gdyż nie pretenduję do pustosłowia "naukowiec" (proszą mi wskazać jednego naukowca w Polsce!).

3. Matematyka jest instrumentarium pomocniczym dla wszystkich nauk, a mieszanina niedokształconego chemika i szalonego matematyka to ... fizyk kwantowy!

Awatar użytkownika
Deymos
Posty: 76
Kontaktowanie:

Post#13 » 29 sie 2007, śr, 00:23

1. On jest absolwentem filozofii na Sorbonie.

2. Doszedł do wniosku, że bez zrozumienia materii świata nie można rozumieć filozofii

3. Mając do wyboru różne warianty zdecydował się na Wydział Chemiczny PWr i będąc na trzecim roku jest przekonany, że jego wybór jest słuszny.

Wnioski:

1. Chemia jest "królową" przyrodniczych nauk i proszę tej nauki nie mieszać z jej działami (chemią analityczną, syntezą chemiczną, itp), które faktycznie dla nieznającego chemii mogą wydawać się "rzemiosłem".

2. Fizyka jest nauką pomocniczą dla chemii, a fizycy, to niedokształceni chemicy. Koniec i kropka. Mogłem sobie na tą kropkę pozwolić, gdyż nie pretenduję do pustosłowia "naukowiec" (proszą mi wskazać jednego naukowca w Polsce!).

3. Matematyka jest instrumentarium pomocniczym dla wszystkich nauk, a mieszanina niedokształconego chemika i szalonego matematyka to ... fizyk kwantowy!


Logika pana W.M kiedyś będą tego uczyć w szkołach!

[/quote]

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Re: Alchemikowi

Post#14 » 29 sie 2007, śr, 00:42

waldemar.m pisze:Skąd u Ciebie taki imperatywny ton wypowiedzi? Czy to nie jest świadectwo Twojego pseudonaukowego podejścia do zagadnień, którymi się zajmujesz i którymi pragniesz "zainteresować" innych?
Nie.



W jednej grupie ze mną studiował Marokańczyk.
Rozumiem, że tym jednym żywym przykładem jesteś w stanie dowieść wszystkiego na temat chemii.
Gdyby z Tobą w grupie był jakiś Pigmej (bez obrazy dla tych miłych ludzi) to można by dowieść, że chemia to nauka dla dzikusów :D




Chemia jest "królową" przyrodniczych nauk i proszę tej nauki nie mieszać z jej działami (chemią analityczną, syntezą chemiczną, itp), które faktycznie dla nieznającego chemii mogą wydawać się "rzemiosłem".
Mylisz się i to bardzo. Twoje wypowiedzi są dopasowywanie faktów do z góry założonej teorii. Ten doktrynizm u Ciebie aż kipi.

Nie przyszło Ci na myśl, że chamia to bardzo ciekawa nauka, która leży na styku najwazniejszych nauk: matematyki, fizyki i biologii.
Ten styk właśnie powoduje, że sporo chemików zostaje filozofami, a wielu filozofów pragnie poznać chemię.
Fizyka i matematyka również są dobre ku temu, ale tam jest więcej teorii, podczas, gdy chemia pokazuje wiele paradoksów na materii, która nas otacza.
Nie oznacza to królowania chemii. Po prostu chemia zajęła ciekawe miejsce obserwacyjne i tyle.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#15 » 29 sie 2007, śr, 08:18

Panowie Damian i Tomasz,

Nareszcie dokopali się Panowie, do mojego najbardziej prowokacyjnego postu na tym forum.

Nie wydaje się Panu, Panie Damianie, że znamienny jest fakt braku Pańskiej reakcji, na rozważania Pana Tomasza o wyższości "Swiąt Wielkanocnych nad Swiętami Bożego Narodzenia" ("Chemia czy fizyka")?

O ile się nie mylę Panie Tomaszu, to odpowiedzi typu "nie" nie sągodne tego Forum.

Niestety nie mogę dalej dyskutować na ten, sprowokowany Panem Tomaszem, temat, gdyż w odpowiedziach Panów brak jest argumentów.

Cofamy się na upatrzone z góry pozycje.

wojtex
Posty: 7

Re: Czym jest chemia?

Post#16 » 29 sie 2007, śr, 15:12

alchemik pisze:Tak więc chemia jest swoistą "praktyczną fizyką", swego rodzaju rzemiosłem...


Tak by było, gdyby fizyka poradziła sobie w zadowalający sposób np. z problemem oddziaływania trzech ciał. Z drugiej strony chemia jest rzemiosłem bo do odkrywania nowych zjawisk potrzebuje solidnego przygotowania technicznego. Jest również nauką bo często stoi przed nieznanym, które pojawia się podczas zadawania pytań natury naukowej. Idąc dalej, chemia jest oczywiście gałęzią fizyki bo bada prawa fizyczne, ale na swój własny sposób.
Zatem, chemia to nauka ścisła, deprecjonowana przez nieznajomość jej zadań, zakresu i celu.

waldemar.m
Posty: 270

Post#17 » 29 sie 2007, śr, 16:45

wojtex,

Dzisiaj rano, odpowiadając na posty Alchemika i Deymosa nadałem telapatycznie myśl-prośbę, żeby w końcu odezwał się ktoś,oprocz nas trzech, na tym Forum i wypowiedział jakąś argumentowaną myśl.

Zbiorowy rozum, czyli informacyjne pole Kosmosu, mnie nie zawiódł i dlatego mogę przywitać Twoją obecność między nami.

Ta prowokacyjna dyskusja, wywołana na żal chemikiem, nie ma oczywiście najmniejszego sensu, gdyż najważniejsze są:
logiczne myślenie i umiejętność obserwacji, przekształcone dla zbiorowych potrzeb w logikę i filozofię, a reszta tzw. nauk to tylko instrumentarium potrzebne dla ludzi w celach prowadzenia zrozumiałej komunikacji.

Każda z nauk nie ma sobie ceny, jeśli wnosi do wspólnej skrabnicy wiedzy ludzkości coś korzystnego, a więc chwilowe czy koniunkturalne przewagi którejś z nich należy traktować raczej jak odstępstwo od reguły i skali cenności.

Mągłbym na tym skończyć, ale są w Pańskim poście sformułowania, wobec których chcę wyrazić swoje stanowisko, chociaż wiem, że być może szykuję grunt do kolejnych gołosłownych ataków ze strony jednego z uczestników tego Forumu.

Wszechświat (pod tym terminem będę rozumiał tylko tą jego część, którą możemy zobaczyć lub zbadać) składa się z czterech nierozerwalnie związanych ze sobą elementów: energii, materii, przestrzeni i czasu.

Człowiek najpierw starał się zrozumieć to co go otacza, a więc materię, a dopiero później prawa nią rządzące. Logicznym zatem byłoby stwierdzenie, że chemia jest nauką o materii, a fizyka - nauką o prawach nią rządzących, a idąc za ciosem - najpierw była chemia z elementami fizyki, a dopiero później pojawiła się fizyka, jako oddzielny dział nauki, którego podstawowym zadaniem było wspomóc chemię w jej dociekaniach.

Napisał Pan, że chemia jest rzemiosłem, gdyż do swoich badań potrzebuje solidnego przygotowania technicznego! Czym w takim układzie jest fizyka, która dla swoich poszukiwań jednej hipotetycznej cząstki (boozonu Higgsa) potrzeba przebudowania za miliardy dolarów akceleratora w CERN?

Proszę wymienić choć jeden obiekt używany do badań chemicznych, który swoją wartością przybliży się do projektu ITER?

Czy fizyka poradziła sobie w zadowalający sposób z problemem trzech ciał? Tak, tak i jeszcze raz tak! Mam przyjemność być kolegą uczonego, który rozwiązał ten problem!

Widzi Pan, ja poświęciłem swoje dorosłe życie nauce (chemii i fizyce). Zmusiło mnie to do życia na obczyźnie, opanowania dwóch języków na poziomie podświadomości (zapomniałem przy tym, jak używać czynnie angielski i już mam kłopoty z polskim), częstego odejmowania sobie od ust, ale los wynagrodził mnie osobistą znajomością z najpotężniejszymi umysłami planety i możliwością uczestniczenia w pracach o jakich się jeszcze ludziom nie śniło.

Gdyby nie fatalny, niezrozumiały zbieg okoliczności, człowiek z którym obecnie pracuję, Akademik Bołotow byłby już conajmniej trzykrotnym laureatem Nagrody Nobla. W zamian za to, jeżdżą na nim (to przenośnia literacka), jak na "szarej kobyle" nawet polscy doktoranci.

Już w 1954 roku, Sacharow Andriej Dmitrewicz, po zapoznaniu się z koncepcją atomowego pieca Bołotowa (nie mylić z jądrowym reaktorem), przyjął tego najbardziej perspektywnego młodego uczonego w ZSSR na doktoranturę. Dzisiaj, gdy piec ten jest już faktem (ale nie ma Sacharowa) reakcje "naukowego" środowiska świadczą o tym, że przedmiotowa dyskusja "o wyższości" nie ma sensu, gdyż chemia i fizyka schodzą na psy.

waldemar.m
Posty: 270

Post#18 » 01 wrz 2007, sob, 19:07

"Deymos"
Logika pana W.M kiedyś będą tego uczyć w szkołach!


Gdy czytałem tą frazę, to szczerze się przyznaję, że nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia, gdyż potraktowałem ją, jak typowy "argument" forumowicza, który nie wie co ma powiedzieć.

Jednak po kilku dniach przyszła refleksja! Co, jeśli facet ma rację? Przecież jest fizykiem teoretykiem, a więc chyba coś wie. :)

Pomyślałem sobie, że nie mogę postępować tak, jak ten facet, który codziennie modlił się do Boga o wygraną w Lotto. W końcu zdenerwowany Bóg wychylił się przez chmury i mówi: Człowieku! Daj mi szansę! Wypełnij i poślij kupon!

Nie czekając na specjalne zaproszenie, wysłałem "kupon", treść którego wystawiam na publiczny sąd.

Prof. dr hab. Stanisław Kiczuk
Dziekan Wydziału Filozofii
Kierownik Katedry Logiki
KUL Lublin

Motto: Najlepsze rezultaty przy rozwiązywaniu problemów osiąga się,
gdy do ich analizy używa się logiki, a nie matematyki lub statystyki

Szanowny Panie Profesorze,

Jestem chemikiem, który w ostatnich latach zajmuje się profesjonalnie zagadnieniami z pogranicza dwóch nauk – chemii i fizyki.
Grupa w której pracuję, ma na swoim koncie takie fundamentalne odkrycia, że współczesna nauka jeszcze długo nie będzie w stanie znaleźć dla nich miejsca w swoich ramach.
Potrafimy przekształcać jedne atomy w drugie w normalnych warunkach (transmutacja), co pozwala nam twierdzić, że znamy ponad 10 tysięcy pierwastków.
Umiemy generować ekologicznie czystą energię bez konieczności wykorzystania do tego celu kopalnych surowców energetycznych, ruchu wody, słońca czy wiatru.
Wiemy jak zapewnić wszystkim ludziom na świecie dostęp do pitnej wody najwyższej jakości (nawet na Sacharze).
Na zakończenie tej krótkiej wyliczanki, mogę nie bez dumy poinformować, że odkryliśmy nowy rodzaj pola o osobliwych właściwościach.
Jak Pan Profesor rozumie, takie odkrycia nie były możliwe bez stworzenia nowej, autorskiej teorii budowy materii, a to wymagało prześledzenia ogromnej ilości różnych teorii, hipotez i koncepcji.
Gdy z perspektywy czasu dokonuję analiz porównawczych między naszą teorią, a najnowszymi osiągnięciami najwybitniejszych uczonych współczesności (szczególnie fizyków), to krok po kroku dochodzę do przekonania, że zmienił się tylko język i instrumentarium opisowe, ale "karkas" ludzkiej wiedzy pozostaje niezmienny.
Któregoś dnia doznałem "olśnienia" (inaczej tego nie mogę nazwać) i jakby pod dyktando jakiegoś głosu, w ciągu kilku minut napisałem tekst, który pod wpływem tego samego impulsu nazwałem Absolutną Teorią Rzeczywistości.
Długo miałem do samego siebie pretensję za tą nazwę (jej imperatywność i bezdyskusyjność), ale z perspektywu czasu i przeprowadzenia wielu analiz porównawczych, coraz bardziej przekonuję się, że w moim ręku jest uniwersalny instrument, na bazie którego można zjednoczyć wszystkie kierunki nauk i nadać tradycyjnym wartościom nowy sens i "życie".
Proszę wybaczyć mi moją obrazoburczość, ale odważam się wystąpić do Pana profesora z następującą prośbą:
Proszę rozważyć możliwość uznania tej teorii za eksternistycznie złożoną na ręce Rady Naukowej Katedry Logiki dysertacji doktorskiej i przyjęcia na siebie funkcji Promotora.
Historia zna przykłady dysertacji mieszczących się na jednej (Sandauer) lub dwóch stronicach (Bohr, Biernacki). Eksternistyczna forma też jest znanym faktem (Sandauer), a więc moja prośba nie jest jakimś ewenementem (z pozycji jednostki) chociaż może być rewolucyjnie radykalnym dla KUL, jak instytucji.
Jeżeli ta teoria zainteresuje Pana Profesora, to doslę garść przemyśleń i rozważań, które mogą się stać impulsem dla intensywnego, interdyscyplinarnego i wielokierunkowego programu badań.
Z poważaniem,

Poniżej teskt dysertacji:

Absolutna Teoria Rzeczywistości
(instrumentarium dla analizy Naszego świata w całym przedziale czasu jego istnienia)

Na początku było słowo!

Koncentracja słów to Informacja
Koncentracja informacji to Energia
Koncentracja energii to Materia
Informacja + Energia + Materia = Zycie

Slowo jest życie!
Niech słowo ciałem się stanie!
I pojawił się on na wzór i podobieństwo Jego.


Konkluzja: Używaj Słów ostrożnie, gdyż mogą zabić!


Zamiast komentarza:

Zaczyna się ona (Na początku ...) i kończy (Słowo jest ...) alegorycznymi przenośniami, których interpretacja dla współczesnego, wykształconego i myślącego człowieka nie przedstawia żadnych trudności.

Jej jądro stanowią ramy poznania, a konkluzja jest aksjomatycznym imperatywem, którego słuszność, choć bolesna, wielokrotnie została potwierdzona przez życie.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#19 » 02 wrz 2007, ndz, 19:32

waldemar.m pisze:Czym w takim układzie jest fizyka, która dla swoich poszukiwań jednej hipotetycznej cząstki (boozonu Higgsa) potrzeba przebudowania za miliardy dolarów akceleratora w CERN?
To nie fizyka :)
To chemia. Przekształcaniem (praktycznym) materii zajmuje się chemia. Skoro więc CERN postanowił przekształcić materię na drodze zderzenia to zajął się chemią w skali femto :)
Natomiast teoria, która doprowadziła do ustalenia warunków tej "reakcji" to jest właśnie fizyka.
Mozna powiedzieć ogólnie tak: eksperyment to rzemiosło; spójna teoria, która doprowadza do jego realizacji, to nauka!


Czy fizyka poradziła sobie w zadowalający sposób z problemem trzech ciał? Tak, tak i jeszcze raz tak! Mam przyjemność być kolegą uczonego, który rozwiązał ten problem!
Ten problem został rozwiązany przynajmniej teoretycznie. Powstały równania matematyczne i dokładne, ale nie potrafimy ich rozwiązać.
Ale ważne jest to, że potrafimy opisac zjawisko równaniem. To teoria, a więc nauka :)

reakcje "naukowego" środowiska świadczą o tym, że przedmiotowa dyskusja "o wyższości" nie ma sensu, gdyż chemia i fizyka schodzą na psy.
Nie, to ludzie (nauki) schodzą na psy. Nauka to nauka. Jeśli ktoś nie potrafi zaakceptować nowych teorii, to nie jest naukowcem (uczonym).
Z drugiej strony, być może wasza teoria ma luki.

Są zjawiska, które dzieją się niezgodnie z dotychczasowymi głównymi teoriami (np. homeopatia). Ale to nie znaczy, że pierwsza lepsza teoria o tym skąd się bierze aktywnośc leków homeopatycznych, wyczerpuje sprawę.
Bo teorii można zbudować setki i każda będzie pasować do jakichś tam faktów. Najwazniejsze, by teoria była jak najbardziej spójna i "piękna" (a więc estetycznie prosta). Choć ten ostatni element nie musi przesądzać o niczym...

Panie Waldemarze. Pisze Pan gdzieś, że nie podaję argumentów w dyskusji. Oczywiście mija się Pan z prawdą. Gdyż w takim przypadku powinien Pan dodać, że i Pan nie podaje argumentów.
A jesli to co Pan pisze to argumenty, to i moje teksty zawierają ich cała masę :)
Odpowiedź krótka "nie" dotyczyła Pana pytania i wyczerpywała tę kwestię.
Jeśli ktoś zapyta Pana, czy lubi Pan rosół z dżemem, to wystarczająca odpowiedzią jest "tak", "nie" lub "nie wiem".

Ja nie segreguję "nauk" na ważniejsze lub mniej ważne dla ludzkości. Rzemioslo może być 100 razy bardziej potrzebne ludzkości niż nauka.
Ja poprostu zająłem się uporządkowaniem systematyki nauk. Podałem moją koncepcję tego porządku. Ponieważ był problem ze zrozumieniem używanych przeze mnie terminów, więc zdefiniowałem Panu co uważam za naukę a co za "rzemiosło".
Małpy też odnajdują nowe przedmioty i zjawiska - ale nie jest to nauka. Nie wystarczy tylko być poszukiwaczem nowego. Trzeba starać się to zrozumieć a więc budować teorię. To własnie budowanie teorii jest dla mnie kryterium naukowości.

Ale rozumiem, że Pan przyjmuje priorytet utylitarności a nie poznawania prawdy - przy takim kryterium, nauki eksperymentalne będą na przedzie, a nauki teoretyczne to będą "tylko" narzędzia. OK - rozumiem Pana systematykę. :)
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#20 » 03 wrz 2007, pn, 01:38

1. Chemia zajmuje się syntezowaniem i przekształcaniem. Fizyka tylko rozwalaniem materii. Poszukiwanie bozonu Higgsa to fizyka, czyli rozwalanie materii.
CERN dokonałby przekształcenia, jeśli na miejsce jednych atomów lub cząstek starałby się otrzymać nowe.

2. Napisałem po polsku: Ten problem został rozwiązany, a profesor, który tego dokonał jest moim kolegą. Poprawianie mnie niczego tu nie zmieni.
Uprzedzając pytanie oświadczam, że znam to rozwiązanie.

3. Nauka nie jest wirtualnym tworem biorącym się z niczego. Nauka to rezultat działalności naukowców. Jeśli twórcy nauki schodzą na psy, to ona sama również.
Nie ma doskonałych teorii, gdyż zawsze znajdzie sią ktoś, kto powie "nie wierzę", jednak nasza ma tą przewagę nad innymi, że z nimi nie dyskutuje. Ona po prostu jest. Zbudowana jest na aksjomatach, więc trudno z nią dyskutować, ale nas to zadowala.
Jest przy tym spójna i jak to Pan napisał "piękna".
Co z innymi? Mają prawo wyboru.

4. Jestem ponad Pańską kazuistyką dotyczącą argumentów.
Dla przypomnienia zwracam Panu uwagę na to, że odpowiedź "Nie", to pan zakwestionował na tym Forum pierwszy, więc gdy zobaczyłem, że stosuje Pan tą samą technikę, to raczyłem zwrócić Panu uwagę na niekonsekwencję.

5. Kto napisał o wyższości fizyki nad chemią? Kto stara się sprowadzić chemię do "rzemiosła", które jest godne małp, a za prawdziwych naukowców uważa tych, którzy tylko umieją rozwalać?
Mnie to w sumie ani ziębi, ani grzeje, ale mogę przejść obojętnie, gdy ktoś stara się wykształcić nowe pokolenie "rasistowskich" naukowców. Już raz przegapiliżmy taki moment i ja należę do tego pokolenia, które to jeszcze pamięta.

6. Wcale nie jestem taki pewien, że ilość teorii budowana przez fizyków, jest większa niż ilość teorii budowana przez chemików. Różnica polega na tym, że prawdziwi teoretycy chemii są bardziej zdyscyplinowani i nie lecą z byle g......m na łamy prasy.

7. Swoje kryterium już wypowiedziałem na tym Forum, ale Pan go niestety nie zrozumiał.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#21 » 03 wrz 2007, pn, 02:26

waldemar.m pisze:1. Chemia zajmuje się syntezowaniem i przekształcaniem. Fizyka tylko rozwalaniem materii. Poszukiwanie bozonu Higgsa to fizyka, czyli rozwalanie materii.
Nie podoba mi się taka "definicja", ale cóż -to Pana definicja i ma Pan prawo do jej stosowania.
Ponieważ to ja jednak jestem tutaj autorem artykułu, o którym dyskutujemy, więc prosiłbym o trzymanie się mojej definicji.



CERN dokonałby przekształcenia, jeśli na miejsce jednych atomów lub cząstek starałby się otrzymać nowe.
A dlaczego zmienił Pan moje słowo "materia" na słowo "atomy"? Teoretycznie zmiana materii może odbywać się na bardziej subtelnym poziomie...
A czy jest to "rozwalanie" czy też tworzenie czegoś nowego poprzez destrukcję starego... no cóż, każdy sam odpowie sobie na to pytanie.
Żeby zsyntezować nitrobenzen trzeba "poświęcić" (zniszczyć) benzen i kwas azotowy... ale powstaje w zamian coś nowego.


2. Napisałem po polsku: Ten problem został rozwiązany, a profesor, który tego dokonał jest moim kolegą. Poprawianie mnie niczego tu nie zmieni.
Uprzedzając pytanie oświadczam, że znam to rozwiązanie.
Cieszę się, bo zawsze uważałem, że nauka jest w stanie wiele zagadek rozwiązać.
To się własnie nazywa prawdziwa nauka.


Nie ma doskonałych teorii, gdyż zawsze znajdzie sią ktoś, kto powie "nie wierzę"
W teorie naukowe nie wolno wierzyć, można tylko szacować ich prawdopodobieństwo.


Jestem ponad Pańską kazuistyką dotyczącą argumentów.
To ciekawe, że właśnie użył Pan tego sformułowania, ale nie podał Pan KONKRETNYCH argumentów :)


Dla przypomnienia zwracam Panu uwagę na to, że odpowiedź "Nie", to pan zakwestionował na tym Forum pierwszy, więc gdy zobaczyłem, że stosuje Pan tą samą technikę, to raczyłem zwrócić Panu uwagę na niekonsekwencję.
Na pytanie "czy pada teraz deszcz we Wrocławiu?" można odpowiedzieć "nie". Na informacje, iż "istnieją neutrina" nie wystarczy gołe "nie", taką odpowiedź trzeba uzasadnić.
Dziwię się, że taki inteligentny człowiek nie może dostrzec różnicy.


Kto stara się sprowadzić chemię do "rzemiosła", które jest godne małp, a za prawdziwych naukowców uważa tych, którzy tylko umieją rozwalać?
Przekręcanie cudzych słów i zmiana ich znaczenia są bardzo niegrzeczne, niekulturalne a powiedziałbym że nawet chamskie.
Nigdy nie twierdziłem tego co Pan mi wciska w usta.
Owszem większość chemii to rzemiosło, choć jest tam też troszeczkę nauki. Fizyka nie polega tylko na "rozwalaniu" i takie traktowanie tej dyskuzji sprowadza na Pana zarzut o niemożność normalnej dyskusji.
Przypominam, że nienaukowa i niekulturalna dyskusja może zakończyć się banicją.


przejść obojętnie, gdy ktoś stara się wykształcić nowe pokolenie "rasistowskich" naukowców. Już raz przegapiliżmy taki moment i ja należę do tego pokolenia, które to jeszcze pamięta.
Nie wiem do czego Pan pije... Mówi Pan sloganami, ciągle brak argumentów. Z góry Pan wie co jest złe.


Wcale nie jestem taki pewien, że ilość teorii budowana przez fizyków, jest większa niż ilość teorii budowana przez chemików. Różnica polega na tym, że prawdziwi teoretycy chemii są bardziej zdyscyplinowani i nie lecą z byle g......m na łamy prasy.
A ja myślę, że najwięksi naukowcy to badacze życia intymnego krasnoludków, ale ponieważ stosują się do Pana wytycznych dla naukowców, więc nie publikują żadnych danych. Jak badacz umrze, to zabiera swe odkrycia do grobu.

Proszę się nie ośmieszać. Nie ilość gra rolę a spójność. Chemicy tworzą swe "teorie" jako rodzaj instrukcji obsługi dla nastepnych pokoleń rzemieslników. Taka "teoria" mówi, że im bardziej stężony kwas azotowy tym większy stopień znitrowania produktu. Tyle, że nie jest to teoria, a tylko wynik doświadczeń. Na tej podstawie można i owszem wzbogacić wiedzę, ale jeszcze nie naukę. Wciąż pozostaje zagadką dlaczego kwas azotowy tak się zachowuje, a juz fosforowy nie.
Oczywiście chemiczne "teorie" spotkają się kiedyś z teoriami fizycznymi. Bo fizyka tworzy model ogólny materii; a z takiego modelu MUSI wynikać jaki produkt uzyska się przez zmieszanie kwasu azotowego z benzenem.



Swoje kryterium już wypowiedziałem na tym Forum, ale Pan go niestety nie zrozumiał.
Wydaje mi się, że zrozumiałem. Ale oczywiście, może mieć Pan w głowie coś innego niż Pan pisze...
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#22 » 03 wrz 2007, pn, 22:01

alchemik pisze:
Przypominam, że nienaukowa i niekulturalna dyskusja może zakończyć się banicją.


Alchemikowi (formalnie) i wszystkim innym (merytorycznie)!

Uprzedzam: Post właściwie nie jest skierowany do naukowców, gdyż mój granicznie wręcz prosty sposób myślenia, może być dla nich zbyt skomplikowany.

Odwiedziłem pierwszy raz Pańską stronicę z bardzo poważnym zamiarem. Chciałem Panu zlecić opracowanie technologii wydzielenia izosterów krzemu z środowiska reakcji. Oczywiście już Pan rozumie, że mnie na tą stronę skierowano (dla Pańskiej informacji zrobił to naukowiec).
Jeżeli Pan jeszcze pamięta, to dzwoniłem do Pana z Kijowa i pytałem o warunki, jakie musi spełnić moje zamówienie, żeby dostać jak najwięcej danych o warunkach wykonania usługi.
Na wszelki wypadek postanowiłem przeczytać dokładnie stronicę Instytutu, gdyż nie chciałem tracić Pańskiego czasu, zmuszając do odpowiedzi, które mógłbym sam znaleźć.
To zadanie chciałem Panu zlecić jako chemikowi, ale zaintrygował mnie tytuł felietonu rozmieszczonego na stronicy Wydziału Chemicznego - "Fizyka czy chemia".

Będąc zaproszony do jego przeczytania (oto treść zaproszenia: Zapraszam do merytorycznej dyskusji na tematy poruszone w powyższym artykule. Dyskusję taką można prowadzić na Forum Naukowe SCI.PL a konkretnie w założonym na tę okoliczność topicu Czym jest chemia?) wylądowałem na Forum. Zrozumiałem, że dowiem się dużo o człowieku, z którym zamierzam współpracować, więc oczywiście przeczytałem ten felieton bardzo uważnie.

Byłem przerażony! W mojej wyobraźni odżyły obrazy:
- usłyszałem dźwięk marsza wybijany na werblach ("Bębenek" Grassa);
- przed oczami stanął mi ten młody blondynek, który w filmie "Kabaret" podnosi wszystkich na nogi i powoduje swoją pieśnią, że wyciągają oni ręce w geście faszystowskiego pozdrowienia;
- itd, itp.

W tym miejscu zacytuję fragment Pańskiego tekstu z ostaniego postu:

>>Nie wiem do czego Pan pije... Mówi Pan sloganami, ciągle brak argumentów. Z góry Pan wie co jest złe<<Ju>>Przypominam, że nienaukowa i niekulturalna dyskusja może zakończyć się banicją <<), pozostaje do wyjaśnienia kilka spraw, przy czym zacznę od wyrażenia swojego stanowiska do tej groźby:

1, Nie takimi rzeczami mnie już straszono! Gdzie są dzisiaj ci, którym to przychodziło do głowy? Na śmietnisku historii, Panie kolego!

2. To jest ostatni mój post. Ja swój moralny obowiązek wykonałem. Zostawiam Pana sam na sam z "naukowcami" podzielającymi chyba Pańskie poglądy, gdyż nie doczekałem się ich reakcji na ten absurdalny felieton

3. W dniu, gdy osiągnąłem 18 lat, wybrałem sobie credo na resztę życia. Oto one: "Najszczęśliwszy w ludzkim tłumie jest ten, kto kochać, cierpieć i przebaczać umie".

Z całą odpowiedzialnością informuję Pana, że jestem szczęśliwy.

Nie zniżając się do Pańskiego poziomu, skomentuję Pańskie ostatnie i niektóre wcześniejsze wypowiedzi:

Cytat: <<Przekręcanie cudzych słów i zmiana ich znaczenia są bardzo niegrzeczne, niekulturalne a powiedziałbym że nawet chamskie.
Nigdy nie twierdziłem tego co Pan mi wciska w usta.<<Ka>>Owszem większość chemii to rzemiosło, choć jest tam też troszeczkę nauki.<<Dopu>>Nie przyszło Ci na myśl, że chamia to bardzo ciekawa nauka, która leży na styku najwazniejszych nauk: matematyki, fizyki i biologii.<<Wniosek>>Fizyka nie polega tylko na "rozwalaniu" i takie traktowanie tej dyskuzji sprowadza na Pana zarzut o niemożność normalnej dyskusji.<<Zgodz>> I właśnie z takim podziałem zgodzić się nie mogę; otóż chciałbym w tym miejscu rozwinąć swą tezę i stwierdzić, że wszystkie przemiany fizyczne są zgodnie z definicją przemianami chemicznymi.<<Z>> Nie będziesz się na fizyce uczył biologii. Będziesz znał tylko wzory, z których fizyk będzie mógł policzyć średnią długość kociego ogona<<A>>Nie podoba mi się taka "definicja", ale cóż -to Pana definicja i ma Pan prawo do jej stosowania. Ponieważ to ja jednak jestem tutaj autorem artykułu, o którym dyskutujemy, więc prosiłbym o trzymanie się mojej definicji.<<Jaka>>Ja nie segreguję "nauk" na ważniejsze lub mniej ważne dla ludzkości.<<Nie>>Czyż zatem tak postawiona definicja nie narzuca niejako "podległości" chemii wobec fizyki? Oczywiście odpowiedź jest twierdząca, gdyż przedmiot zainteresowania chemii jest również objęty "okiem" fizyka.<<

"Podległość" wszystkich ras rasie Nordyckiej, to była podległość, czy tylko żart "naukowca"? Cudzysłów nie zmienia sytuacji, gdyż łatwo przewidzieć, jak byliby traktowani chemicy, gdyby Pan miał na to wpływ.

Nawołuje mnie Pan do powrotu do Pańskiej definicji fizyki? Pozwoli Pan, że zapytam której? Dam kilka cytatów z Pańskich wypowiedzi:

>> fizyka to właściwie dział matematyki <<
>> Właściwie fizyka to taka matematyka <<
>> Fizyka jako nauka zajmuje się materią, która nas otacza <<Jaka>>A ja myślę, że najwięksi naukowcy to badacze życia intymnego krasnoludków, ale ponieważ stosują się do Pana wytycznych dla naukowców, więc nie publikują żadnych danych. Jak badacz umrze, to zabiera swe odkrycia do grobu<<Czy>>Proszę się nie ośmieszać. Nie ilość gra rolę a spójność. Chemicy tworzą swe "teorie" jako rodzaj instrukcji obsługi dla nastepnych pokoleń rzemieslników.<<

Dam kilka przykładów takich "instrukcji", które legły u podstaw współczesnej chemii:
Stworzenie jasnej koncepcji pierwiastka chemicznego, jako substancji, której nie można rozłożyć metodami chemicznymi, wprowadzonej przez Roberta Boyle'a (1789)
Rozpowszechnienie prawa zachowania masy przez Antoine Lavoisiera
Stworzenie współczesnej koncepcji atomowej przez Johna Daltona (1808)
Odkrycie prawa okresowości i skonstruowanie układu okresowego pierwiastków

To ostatnie zostało w tym roku uznane za największe odkrycie w historii cywilizacji.

Są jeszcze jakieś pytania lub wątpliwości?

Cytat: >>Oczywiście chemiczne "teorie" spotkają się kiedyś z teoriami fizycznymi. Bo fizyka tworzy model ogólny materii; a z takiego modelu MUSI wynikać jaki produkt uzyska się przez zmieszanie kwasu azotowego z benzenem<<Taki>>Wydaje mi się, że zrozumiałem. Ale oczywiście, może mieć Pan w głowie coś innego niż Pan pisze<<Nie>>A dlaczego zmienił Pan moje słowo "materia" na słowo "atomy"? Teoretycznie zmiana materii może odbywać się na bardziej subtelnym poziomie... A czy jest to "rozwalanie" czy też tworzenie czegoś nowego poprzez destrukcję starego... no cóż, każdy sam odpowie sobie na to pytanie.
Żeby zsyntezować nitrobenzen trzeba "poświęcić" (zniszczyć) benzen i kwas azotowy... ale powstaje w zamian coś nowego.<<Dla>>W teorie naukowe nie wolno wierzyć, można tylko szacować ich prawdopodobieństwo<<Kto>>Fizyk szczególnie teoretyk, nie bierze dwóch gwiazd, by zobaczyć co wyjdzie, gdy się zderzą. On to oblicza i przewiduje teoretycznie. A gdy teoria nie zgadza się z teorią to buduje poprawiony model wszechświata.<<Fizykom>>To ciekawe, że właśnie użył Pan tego sformułowania, ale nie podał Pan KONKRETNYCH argumentów<<Czy>>Gdyby przyjrzeć się naukom ścisłym, to można by dojść do wniosku, że chemia to właściwie dział fizyki.
Jest to uzasadnione jak najbardziej w świetle naszej wiedzy, że wszystkie reakcje chemiczne mają swe podłoże w oddziaływaniach elektrostatycznych czy kwantowych.<<Prosz>>Ale to, że zwykle przy omawianiu kryształów podajemy wzór strukturalny "monomeru" nie zwalnia nas z obowiązku wiedzy o tym, że monomery są połączone wiązaniami chemicznymi<<i>>W tej materii zachodzą rekacje i zmiany powodowany TYLKO i WYŁACZNIE przez siły fizyczne<<My>>Tutaj ważne są tylko teorie (idee), gdyż one budują konkretną wiedzę.<<Od>>WSZYSTKIE obliczenia w chemii to czysta fizyka<<Stechiometria>>Oczywiście reguły są jasne na poziomie fizyki kwantowej, ale tych reguł jeszcze nie znamy i nie umiemy wyliczyć precyzyjnie wszystkich oddziaływań.<<Jeszcze>>Ten problem został rozwiązany przynajmniej teoretycznie. Powstały równania matematyczne i dokładne, ale nie potrafimy ich rozwiązać. Ale ważne jest to, że potrafimy opisac zjawisko równaniem. To teoria, a więc nauka<<Pere>>Biologia tylko opisuje to co napotyka bez próby wyjaśnienia dlaczego zebra waży więcej od żółwia<<Biolodzy>>Do tej pory chemicy-rzemieślnicy wykorzystywali istniejące siły i skłonności atomów i cząsteczek do reagowania, dobierano czas, temperaturę, ciśnienie, rozpuszczalniki i środowisko reakcji oraz katalizatory tak by zoptymalizować powstawanie konkretnego produktu.<<Tylko>>Ale sądzę, że docelowo nauki ścisłe i przyrodnicze ograniczyc się mogą do fizyki i matematyki; a może w końcu tylko do matematyki? Któż to wie?<<

Ja to wiem i dlatego nie boję się odpowiedzieć – Degrengolada totalna!


Panie Tomaszu,

Pańska postawa na tym Forum przypomniała mi pewien wierszyk:

W ocenie popełnił błąd
I sam jej ofiarą się stał
Myślał, że płynie pod prąd
A tylko siusiał pod wiatr.

Pan jest jeszcze stosunkowo młody (tak sądzę) i mogą być z Pana ludzie, tylko niech Pan wycofa się z szerzenia tej anarchii.

Jeśli ktokolwiek zechce podyskutowaś ze mną lub zapytać o coś proszę pisać na prywatny adres e-mail.

Reasumując mogę napisać, że nie uważam tego czasu za stracony. Nie popełniłem takiego błędu jak Kaczyński w stosunku do Kaczmarka, zaproponowałem logiczną teorię obecności ostudzonej materii w naszym Wszechświecie i zdążyłem przeprowadzić dowód niedoskonałości Boga, czym dokazałem, że Kartezjusz był w błędzie.

Zegnam Panów.

waldemar.m
Posty: 270

Post#23 » 03 wrz 2007, pn, 22:38

Post Scryptum!

Wierszyk zamieszczony na końcu swojego ostatniego postu cytowałem z pamięci, a czytałem go ponad 30 lat temu.

Bohater mógł paść tylko ofiarą błędu, a nie samej oceny, więc chyba popełniłem błąd logiczny.

Poprawiona wersja:

W ocenie popełnił błąd
I sam jego ofiarą padł ...

Reszta postu bez zmian!

Jeszcze raz i mam nadzueję, że ostatni - żegnam.

waldemar.m
Posty: 270

Refleksja

Post#24 » 04 wrz 2007, wt, 13:57

Kopaliński – Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych

chemia nauka zajmująca się budową, składem, własnościami, przemianami (i energią im towarzyszącą) substancji naturalnych a. otrzymanych sztucznie; nauka rozpatrująca przyczyny i skutki ruchów elektronów między atomami a. cząsteczkami.

fizyka podstawowa nauka przyrodnicza, badająca fundamentalne i uniwersalne własności i prawa ruchu materii za pomocą metod ilościowych.

Idąc dalej można zauważyć, że wnioski wyciągnięte z teorii opracowanych przez fizyków i rezultaty eksperymentów przeprowadzonych na podstawie tych teorii służą chemikom jak dane wyjściowe do planowania chemicznych eksperymentów i budowania teorii chemicznych.

Poznać materię to bardzo mało! Nauczyć się ją przekształcać tworząc nowe – to prawdziwy cel cywilizacji.

Panie Tomaszu,

Uczyli mnie, że w życiu powinienem być ponad małościami dnia codziennego, więc doszedłem do wniosku, że nawet w takim momencie powinienem zaproponować eelganckie, dżentelmeńskie wyjście ze stworzonej przez nas samych sytuacji.

Prosząc Pana o wycofanie się z tego prowokacyjnego przeciwstawiania sobie dwóch (i więcej) nauk, proponuję uruchomienie nowego projektu pod przykładowym nazwaniem "Prawdziwa historia rozwoju cywilizacji" czyli "Kto naprawdę i kiedy czego dokonał". Zacząć można od wkładu Polaków w ten proces.

Zanim Pan określi mój pomysł plagiatem (np. Wikipedii, itp) proszę przeczytać pewną historię.

Byłem w Londynie i zaszedłem do do jednej z największych naukowych księgarni. Jakie było moje zdumienie, gdy na jednej z półek zobaczyłem kilkadziesiąt egzemplarzy książki na okładce której widniał napis "Ona pierwsza opłynęla świat". Nie, to nie Polka była na fotografii. Książka była w angielskim języku i jestem pewien, że tysiące ludzi na świecie jest przekonanych, że tak właśnie było.

Bariery poznania to bariery językowe. Bariery poznania to rozproszoność źródłowych informacji. Czas te bariery zacierać i czas to robić NAUKOWO.

Ja sam jestem w stanie przekazać do takiego projektu kilka sensacyjnych informacji. Myślę, że takich ja znajdzie się tysiące. Historia ożyje, a my, jej tropiciele z nią.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#25 » 06 wrz 2007, czw, 02:01

waldemar.m pisze:Chciałem Panu zlecić opracowanie technologii wydzielenia izosterów krzemu z środowiska reakcji. Oczywiście już Pan rozumie, że mnie na tą stronę skierowano (dla Pańskiej informacji zrobił to naukowiec).
Dziwię się, że nie potrafi Pan odróżnić filozofii od techniki.
Moja firma jest prawdopodobnie w stanie wydzielić lub oznaczyć krzem.
Nie wiem jaką Pan stosuje definicję słowa "izoster", ale stosując tę ogólnie dostepną izostery krzemu nie są krzemem!
Ale rozumiem, że to albo przejęzyczenie albo stosowanie jakiejś zawężonej definicji słowa izoster.


Jeżeli Pan jeszcze pamięta, to dzwoniłem do Pana z Kijowa i pytałem o warunki, jakie musi spełnić moje zamówienie, żeby dostać jak najwięcej danych o warunkach wykonania usługi.
Na te warunki nie ma wpływu to jak segreguję nauki, proszę mi wierzyć.
Gdy wykonujemy syntezy lub analizy, to nie ma dla nas wtedy znaczenia, która nauka jest ważniejsza oraz to czy chemia jest nauką czy rzemiosłem.


Byłem przerażony! W mojej wyobraźni odżyły obrazy:
- usłyszałem dźwięk marsza wybijany na werblach ("Bębenek" Grassa);
- przed oczami stanął mi ten młody blondynek, który w filmie "Kabaret" podnosi wszystkich na nogi i powoduje swoją pieśnią, że wyciągają oni ręce w geście faszystowskiego pozdrowienia;
- itd, itp.
I to jest Pana główny grzech. Nie potrafi Pan dać rzetelnych przykładów i argumentów. Jedyne co możemy przeczytać to porównania z Hitlerem...


1, Nie takimi rzeczami mnie już straszono! Gdzie są dzisiaj ci, którym to przychodziło do głowy? Na śmietnisku historii, Panie kolego!
Szkoda, że żyje Pan pod ciągłą presją i wszędzie widzi Pan groźby i straszenie.
Ja Pana nie straszę. Ja tylko chcę porządku i rzetelności w słowach dyskutantów. Proszę to raczej potraktować jako grzeczne upomnienie.
Trzymamy się tutaj zasad, które pozwalają na sprawną komunikację.
Jeżeli ktoś te zasady łamie bez ważnego powodu, to niestety musi zostać odłączony od grupy.

2. To jest ostatni mój post.
Z jednej strony to dobrze, bo zaczął Pan tutaj dominowac wszystko swoją wiarą.
Jesli człowiek widzi duchy, to albo one istnieją, albo człowiek ma halucynacje. Pan nie bierze tego pod uwagę, że nie ma nic pewnego na tym świecie ponad to, że myślimy :)
Ale to myślenie, choć istnieje, to nie musi doprowadzać nas do większej prawdy. Dzięki myśleniu można też błądzić.



nie doczekałem się ich reakcji na ten absurdalny felieton
Pana komentarze są często dość niekulturalne, bo nie wykazał Pan (na bazie moich definicji), że się mylę. Ale nie przeszkadza to Panu używać słowa "absurdalne".


Oto one: "Najszczęśliwszy w ludzkim tłumie jest ten, kto kochać, cierpieć i przebaczać umie".
Mądre słowa, choć zapominają o jednym ciężkim przypadku. Otóż są ludzie, którzy najpierw widzą winę w innych ludziach, by im potem wybaczyć. Czują się wielcy i wspaniałomyślni.... ale tak naprawdę nie było powodu do wybaczania bo wina leżała po stronie tej własnie osoby...
Proszę o tym pomyśleć.


Z całą odpowiedzialnością informuję Pana, że jestem szczęśliwy.
Bardzo mnie to cieszy. Lubię ludzi szczęśliwych.


Cytat: <<Przekręcanie cudzych słów i zmiana ich znaczenia są bardzo niegrzeczne, niekulturalne a powiedziałbym że nawet chamskie.
Nigdy nie twierdziłem tego co Pan mi wciska w usta.<<Ka>>
Nie wiem co oznacza to "Ka", więc nie odniosę się do tego.



"Podległość" wszystkich ras rasie Nordyckiej, to była podległość, czy tylko żart "naukowca"? Cudzysłów nie zmienia sytuacji, gdyż łatwo przewidzieć, jak byliby traktowani chemicy, gdyby Pan miał na to wpływ.
Nie mogę tego całego akapapitu nie nazwać inaczej niż głupim.
Dlaczego? Szkoda mi już słów, by to Panu tłumaczyć. Jeśli czyjaś kultura osobista i rozsądek nie potrafią odsiać takich bezsensów, to trudno z taką osobą rozmawiać.
Poniża się Pan takimi wypowiedziami.
Stosuje Pan porównania na poziomie stalinowskiej retoryki, która z jednej strony walczyła z faszyzmem, a z drugiej strony była sama idealną prawie kopią takiego ustroju. Proszę sobie znaleźć jeszcze w Googlu albo w Biblii wszystkie negatywne konteksty słowa "podległość" i wypisać tutaj - rozumiem, że wtedy Pana teza zostanie "udowodniona".

Jeśli chodzi o chemików to sam jestem chemikiem i kocham chemię bez względu na to, czy jest nauką czy rzemiosłem. Daje dużo satysfakcji i tyle. Alpinizm to też nie nauka, a daje dużo satysfakcji.
Chemia jest trochę jak alpinizm, można by rzec, że to rodzaj sportu ekstremalnego.




Nawołuje mnie Pan do powrotu do Pańskiej definicji fizyki? Pozwoli Pan, że zapytam której?
Jest Pan inteligentny (ponoć), więc proszę wyczytac to w moich postach. Raz Pan przeczytał i nei odnalazł Pan tej definicji? Proszę spróbować raz jeszcze. Być może czyta Pan "po łebkach".
To, że czasami odchodzę od własnej definicji i nazywam coś inaczej, wynika tylko z tego, że żyjemy w świecie, który jeszcze mojej definicji nei przyjął, a więc by być lepiej zrozumianym muszę czasem stosować dzisiejsze nazewnictwo. Poza tym ja ciągle poszukuję i wiele moich definicji jest bardziej pytaniem niż stwierdzeniem. Szkoda, że Pan tego nie dostrzegł.



Stworzenie jasnej koncepcji pierwiastka chemicznego, jako substancji, której nie można rozłożyć metodami chemicznymi, wprowadzonej przez Roberta Boyle'a (1789)
Panie Waldemarze, proszę się nie ośmieszać.
Ja wyraźnię mówię, że "chemia to 'nauka' o przekształcaniu jednych substancji w inne" (choć słowo nauka rozumiane jest tutaj jako "wiedza" lub "sztuka czynienia czegoś").
Stworzenie koncepcji o której Pan pisze to czysta FIZYKA!!
To, że ta koncepcja pomaga najbardziej chemikom, to nie powód, by robić z tego chemię!
A jeśli powiem, że "2 mole + 2 mole = 4 mole" to czy to będzie prawda chemiczna? Nie! To jest "tylko" matematyka.


Rozpowszechnienie prawa zachowania masy przez Antoine Lavoisiera
Stworzenie współczesnej koncepcji atomowej przez Johna Daltona (1808)
Odkrycie prawa okresowości i skonstruowanie układu okresowego pierwiastków
To wszystk oto fizyka!

Są jeszcze jakieś pytania lub wątpliwości?
Bardzo wiele. Każda odpowiedź rodzi tysiące pytań...

Ja to wiem i dlatego nie boję się odpowiedzieć – Degrengolada totalna!
Widzi Pan, znów Pan sam siebie obraża. A szkoda.

Pan jest jeszcze stosunkowo młody (tak sądzę) i mogą być z Pana ludzie, tylko niech Pan wycofa się z szerzenia tej anarchii.
Szkoda mi Pana. To jest Forum naukowe, niech mnie Pan przekona, że się mylę. Nie potrafi Pan powiedzieć nic poza obraźliwymi porównaniami.
Jeśli rzeczywiście jest Pan orędownikiem wielkich odkryć, to te odkrycia oraz cała ludzkość będą cierpieć przez Pana. Bo ośmieszając się takimi niepoważnymi wypowiedziami zaprzepaszcza Pan szansę na poważne traktowanie Pana badań.

Salwuje się Pan ucieczką. To może i lepiej, bo każde słowo więcej pogrąża Pana.
Ja nie twierdzę, że się nie mylę i dlatego zaprosiłem wszystkich do dyskusji nad moim artykułem. Ale proszę sobie przypomnieć, że to zaproszenie dotyczyło dyskusji, a nie monologu obelg.
Bo może być tak, że ja jestem w błędzie, a przedstawiając śmieszne i infantylne porównania sprawia Pan, że tym bardziej utwierdzam się, że moje tezy są słuszne.
Jeśli się gdzieś mylę, to proszę to wykazać na spokojnie bez zbędnych emocji. A jeśli nie, to proszę zamilknąć.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Re: Refleksja

Post#26 » 06 wrz 2007, czw, 02:21

waldemar.m pisze:Kopaliński – Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych
Wreszcie jakieś konkrety. Nie można tak było od razu?


chemia nauka zajmująca się budową, składem, własnościami, przemianami (i energią im towarzyszącą) substancji naturalnych a. otrzymanych sztucznie; nauka rozpatrująca przyczyny i skutki ruchów elektronów między atomami a. cząsteczkami.

fizyka podstawowa nauka przyrodnicza, badająca fundamentalne i uniwersalne własności i prawa ruchu materii za pomocą metod ilościowych.

Własnie. Porównując te dwie definicje widzimy, że chemia z jej badaniem pewnego wycinka rzeczywistości jest jakby działem fizyki, która ma badać całość.
Ja zawęziłem swoją definicję chemii, gdyż inaczej powstaje konflikt czy chemik badający materię jest chemikiem czy fizykiem.
Taki sam konflikt mają chemia z biochemią oraz biochemia z biologią.
Układają się te nauki na osi od najbardziej ogólnego badania i tworzenia teorii do nauk, które tylko obserwują i opisują fenomeny, które znajdą.
Nie znaczy to, że badanie i obserwowanie nie jest ważne.
Ale (teoretycznie) prawdę o całości można poznac z jakiegoś cudownego wzoru na wszechświat. Mając ten wzór nie potrzeba nam mikroskopów by badać bakterie. Wystarczy podstawić odpowiednie zmienne do wzoru i już wiemy jakie te bakterie są.
To oczywiście, dziś jeszcze, utopia...
Ale w tym przykładzie wyraźnie widać kierunki pochodu różnych nauk.
Fizyka i matematyka próbują znaleźć wzór na całość. Nauki eksperymentalne (fenomenologiczne) opisują świat i oczywiście tworzą pewne wzory empiryczne, do których trzeba co i rusz dokładać pewne poprawki. Te "wzory" pozwalają nam jednak żyć. Nie dają jednak wiedzy absolutnej.

Pan ciągle podejrzewa mnie o to, że ja chcę szczuć jednych na drugich lub dzielić naukowców na lepszych i gorszych.
Nawet jeśli używam słów, które mogą nieść pewne treści stopniujące ważność nauk, to tylko dlatego, że logiczne jest że pewne nauki obejmują swym zasięgiem więcej a inne mniej.
Chemia związków nitroaromatycznych jest działem chemii organicznej, a ta z kolei jest działem chemii.
Ponieważ fizykę ionteresuje cały świat, więc jest logiczne, że chemia jest działem fizyki.
Oczywiście wszystko zależy od definicji.


Idąc dalej można zauważyć, że wnioski wyciągnięte z teorii opracowanych przez fizyków i rezultaty eksperymentów przeprowadzonych na podstawie tych teorii służą chemikom jak dane wyjściowe do planowania chemicznych eksperymentów i budowania teorii chemicznych.
Oczywiście!



Poznać materię to bardzo mało! Nauczyć się ją przekształcać tworząc nowe – to prawdziwy cel cywilizacji.
Być może, gdy fizycy znajdą bardzo dobre wzory na to jak zachowuje się materia, to chemicy przestaną być potrzebni. Z góry będzie wiadomo co wyjdzie w danej reakcji i jakie są optymalne warunki jej prowadzenia. Wtedy chemia jako "poszukiwanie" przestanie być potrzebna, bo będziemy mieć odpowiednią wiedzę.


Prosząc Pana o wycofanie się z tego prowokacyjnego przeciwstawiania sobie dwóch (i więcej) nauk
Ależ ja nigdzie nie przeciwstawiam sobie żadnych nauk. Ja tylko porządkuję i próbuję nazwać wszystko po imieniu.
Jak Pan wie, wielu naukowców dla kasy, towrzy nowe nazwy dla "nowych" nauk. Chemia cybernetyczne, ekobiochemia, bioinformatyka itd.
Te nazwy to zmyłka by dostać więcej kasy.
Ja proponuję przeczyszczenie tego klozetu, by definicje były jasne i czytelne dla każdego.
A w przyjętych przeze mnie definichach może się okazać, że jest ktośjednoczesnie chemikiem i fizykiem, nie będzie to chyba powód do płaczu.



proponuję uruchomienie nowego projektu pod przykładowym nazwaniem "Prawdziwa historia rozwoju cywilizacji" czyli "Kto naprawdę i kiedy czego dokonał". Zacząć można od wkładu Polaków w ten proces.
Myślę, że to dobry pomysł.

Byłem w Londynie i zaszedłem do do jednej z największych naukowych księgarni. Jakie było moje zdumienie, gdy na jednej z półek zobaczyłem kilkadziesiąt egzemplarzy książki na okładce której widniał napis "Ona pierwsza opłynęla świat". Nie, to nie Polka była na fotografii. Książka była w angielskim języku i jestem pewien, że tysiące ludzi na świecie jest przekonanych, że tak właśnie było.
Ja to znam z codziennej praktyki. Prawie codzień widzę takie zmanipulowanie w prasie. Nikt już tego nawet nie prostuje.
Całe kraje mogą wręcz chwalić się czyms co prawdą nie jest.
Walka z plagą kłamstwa i manipulacji, wymaga zmiany prawa, które surowo karałoby (finansowo) każde medium, które rozsiewa kłamstwa.

Ja sam jestem w stanie przekazać do takiego projektu kilka sensacyjnych informacji. Myślę, że takich ja znajdzie się tysiące. Historia ożyje, a my, jej tropiciele z nią.
W pełni popieram Pana wysiłki w tej kwestii, ale zamiast organizować encyklopedie, do której zaglądnie 0,1% populacji, lepiej założyć stowarzyszenie lub fundację, która będzie wytaczać procesy mediom za to, że oszukują i manipulują.
Gdyby odszkodowania były wielkie, to media musiałyby zatrudnić specjalistów, którzy dbali o poziom merytoryczny artykułów.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#27 » 06 wrz 2007, czw, 02:47

alchemik pisze:
waldemar.m pisze:Moja firma jest prawdopodobnie w stanie wydzielić lub oznaczyć krzem.
Nie wiem jaką Pan stosuje definicję słowa "izoster", ale stosując tę ogólnie dostepną izostery krzemu nie są krzemem!
Ale rozumiem, że to albo przejęzyczenie albo stosowanie jakiejś zawężonej definicji słowa izoster.

Stworzenie jasnej koncepcji pierwiastka chemicznego, jako substancji, której nie można rozłożyć metodami chemicznymi, wprowadzonej przez Roberta Boyle'a (1789)
Panie Waldemarze, proszę się nie ośmieszać.
Ja wyraźnię mówię, że "chemia to 'nauka' o przekształcaniu jednych substancji w inne" (choć słowo nauka rozumiane jest tutaj jako "wiedza" lub "sztuka czynienia czegoś").
Stworzenie koncepcji o której Pan pisze to czysta FIZYKA!!

Rozpowszechnienie prawa zachowania masy przez Antoine Lavoisiera
Stworzenie współczesnej koncepcji atomowej przez Johna Daltona (1808)
Odkrycie prawa okresowości i skonstruowanie układu okresowego pierwiastków
To wszystk oto fizyka!

Jeśli się gdzieś mylę, to proszę to wykazać na spokojnie bez zbędnych emocji. A jeśli nie, to proszę zamilknąć.


Tak, wiemy że izostery krzemu nie są krzemem, ale Pan jest pierwszy z którym się spotykam, który to rozumie! Wiezdąc o tym jak trudno wytłumaczyć ludziom co my rozumiemy pod tym terminem, wysyłam do Pana na prywatny adres fragment naszej Tablicy pieriastków z maleńkim komentarzem. Jestem przekonany, że Pan zrozumie wszystko od jednego spojrzenia.

Prosił Pan o spokojne pokazanie Panu jego pomyłki. Cóż, robię to poniżej, cytując odpowiedni fragment Wikipedii jeszcze raz, tylko troszkę szerzej.

Za "ojców" współczesnej chemii, uważa się zwykle Roberta Boyle'a (1661), Antoine Lavoisiera (1787) i Johna Daltona (1808), którzy radykalnie rozgraniczyli badania z użyciem metody naukowej od dawnych poszukiwań kamienia filozoficznego. [5]

Kamieniami milowymi odkryć chemicznych do początków XX wieku były:

Stworzenie jasnej koncepcji pierwiastka chemicznego, jako substancji, której nie można rozłożyć metodami chemicznymi, wprowadzonej przez Roberta Boyle'a (1789)
Rozpowszechnienie prawa zachowania masy przez Antoine Lavoisiera
Stworzenie współczesnej koncepcji atomowej przez Johna Daltona (1808)

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#28 » 06 wrz 2007, czw, 03:04

waldemar.m pisze:Prosił Pan o spokojne pokazanie Panu jego pomyłki. Cóż, robię to poniżej, cytując odpowiedni fragment Wikipedii jeszcze raz, tylko troszkę szerzej.

Za "ojców" współczesnej chemii, uważa się zwykle Roberta Boyle'a (1661), Antoine Lavoisiera (1787) i Johna Daltona (1808), którzy radykalnie rozgraniczyli badania z użyciem metody naukowej od dawnych poszukiwań kamienia filozoficznego.
Widzę, że jednak Pan mnie nie rozumie.
Nie może Pan posługiwać się artykułami bazującymi na historii i dawnych definicjach.
Pewnie możnaby wyciągnąć jeszcze starszą encykloepdię, w której będą informacje już dziś uważane za nieprawdziwe.
To tak jakbym chciał Panu udowodnić, że się Pan myli ze swymi odkryciami odnośnie niskotemperaturowej syntezy atomowej - pokazując w Wikipedii artykuł, że jest to niemozliwe.

Mój artykuł wprowadził (uporządkował) definicje chemii i fizyki. Dzięki temu można było na nowo spojrzeć na te nauki.
Pan ciągle myśli starymi kategoriami i stąd problem ze zrozumieniem przesłania.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#29 » 06 wrz 2007, czw, 09:16

alchemik pisze:
waldemar.m pisze:Nie może Pan posługiwać się artykułami bazującymi na historii i dawnych definicjach.

To tak jakbym chciał Panu udowodnić, że się Pan myli ze swymi odkryciami odnośnie niskotemperaturowej syntezy atomowej - pokazując w Wikipedii artykuł, że jest to niemozliwe.

Mój artykuł wprowadził (uporządkował) definicje chemii i fizyki. Dzięki temu można było na nowo spojrzeć na te nauki.
Pan ciągle myśli starymi kategoriami i stąd problem ze zrozumieniem przesłania.


Zapewniam Pana, że w odróżnieniu od absolutnej większości ludzi, z którymi Pan miał, lub będzie miał do czynienia ja należę do tych,któzy zanimw jakiejś sprawie zabiorą głos sprawdzam przedmiot ewentualnej dyskusji. Dużo czytam, porównuję i analizuję.
Zacytowana mną Wikipedia była aktualizowana 19 sierpnia 2007 r. Proszę tą datę porównać z datą napisania przez Pana tego spornego felietonu.

Gdybym w Wikipedii spotkał informację o tym, że takie niskoenergetyczne reakcje atomowe niesą możliwe, to oczywiście zamieściłbym sprostowanie. Jak Pan myśli? Jest tam taka informacja? Oczywiście, że nie ma, gdyż autorem terminu NChRA jestem ja, a do tej pora nie zadałem sobie trudu umieścić go w Wikipedii, więc potencjalni krytycy nie mająco krytykować. Podsunął mi Pan myśl, więc zastanowię się czy tego terminu nie umieścić na stronach Wikipedii.

Czy ma Pan prawo do autorskiej interpretacji definicji nauk? Oczywiście, że tak. Nawet starałem się Panu podpowiedzieć, jak powinien Pan to zrobić (patrz cytaty z Kopalińskiego), ale Pan okopał się na swoich pozycjach i "ani rusz".
Jeszcze raz (i ostatni) zwracam Pana uwagę na to, że w tekście feletonu nie ma Pańskiej, autorskiej definicji terminu "Fizyka".

Na zakończenie dyskusji o definicjach nauk:

1. Nauka jest jedna, a jej podział na działy ma tylko charakter pomocniczy

2. Granice między naukami są umowne, a więc płynne i dlatego każdy ma prawo na własną interpretację tych granic

3. Wszystkie działy nauki są równocenne, a więc próby doszukiwania się przewag jednego nad drugim powinny być ścigane z urzędu.

4. W nazewnictwie chemicznym i w jednostkach mamy międzynarodowe standarty. Takie same standarty powinny być zaprowadzone w definicjach działów i gałęzi nauk.

Tak przy okazji.

W matematyce 1 + 1 = 2 ; 1 + 2 = 3 , itd

teraz pytanie:

Ba + S = BaS

2H2 + O2 = 2H2O

Proszę napisać stechiometrię molową tych reakcji.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#30 » 06 wrz 2007, czw, 21:14

waldemar.m pisze:Zacytowana mną Wikipedia była aktualizowana 19 sierpnia 2007 r. Proszę tą datę porównać z datą napisania przez Pana tego spornego felietonu.
A jednak Pan mnie nie rozumie :)

Nie chodzi przecież o datę!!
Tu chodzi o przestarzałe (moim zdaniem) definicje, jakich uczy się w szkołach. Są one przestarzałe względem rzeczywistości, która pokazuje, że te same rzeczy badają chemicy i fizycy, a więc tak naprawdę nie wiadomo kto jest kim.
Moja propozycja jest czymś nowym w odniesieniu do definicji obecnych w encyklopediach i podręcznikach.
Są one nadal obowiązujące, ale ja chciałbym to zmienić. Zanim jednak zacznę redagować w tej kwestii podręczniki, najpierw chcę przedyskutować problem, bo być może się mylę, a może da radę moje propozycje doszlifować.


Nie może Pan powoływać się na Wikipedię, tak samo jak nie mogą się na nią powoływać ludzie, którzy bronią pojęcia "ciemnej materii". Pan proponuje inną nazwę dla tejże materii. Ma Pan prawo apelować o zmianę tej nazwy.
Ale nadal w Wikipedii będą informacje jakie zostały uznane za obowiązujące w kanonie nauk.


Gdybym w Wikipedii spotkał informację o tym, że takie niskoenergetyczne reakcje atomowe niesą możliwe, to oczywiście zamieściłbym sprostowanie.
Gdybym ja umieścił artykuł pod tytułem "nowa propozycja definicji nauk ścisłych", to również taki artykuł mógłby sobie wisieć (choć akurat narusza niektóre zasady Wikipedii).
Ja jednak inaczej załatwiam problemy. Ja chcę namówić środowisko naukowe do spojrzenia na ten problem, by wypracować nowe i jednocześnie oficjalne stanowisko.
Tak jak zmieniono ostatnio definicję planety (przez co wszystkie podręczniki sprzed 2007 r. będą teraz nieaktualne), tak i można zmienić definicję nauk.


Czy ma Pan prawo do autorskiej interpretacji definicji nauk? Oczywiście, że tak. Nawet starałem się Panu podpowiedzieć, jak powinien Pan to zrobić (patrz cytaty z Kopalińskiego), ale Pan okopał się na swoich pozycjach i "ani rusz".
Szkoda, że nie potrafi Pan pokazać mi tego tak bym to zrozumiał. Być może nie jestem aż tak inteligentny i musiałby Pan postarać się bardziej, do czego serdecznie zapraszam.


Jeszcze raz (i ostatni) zwracam Pana uwagę na to, że w tekście feletonu nie ma Pańskiej, autorskiej definicji terminu "Fizyka".
Oczywiście, że nie ma

1. Nauka jest jedna, a jej podział na działy ma tylko charakter pomocniczy
I to jest święta prawda.
Ale jeśli już do tego dojdziemy, to pytanie co to jest nauka?


2. Granice między naukami są umowne, a więc płynne i dlatego każdy ma prawo na własną interpretację tych granic
Wydaje mi się, że moja propozycja lepiej umieszcza te granice i nie powoduje zamętu w głowach dzieci, które muszą uczyć się błędnych opisów rzeczywistości.



3. Wszystkie działy nauki są równocenne, a więc próby doszukiwania się przewag jednego nad drugim powinny być ścigane z urzędu.
Ogólnie można by się zgodzić z tym zdaniem. Ale ma ono jeden haczyk w postaci tego, że Pan za naukę uważa pewne rodzaje rzemiosła i sztuki.


4. W nazewnictwie chemicznym i w jednostkach mamy międzynarodowe standarty. Takie same standarty powinny być zaprowadzone w definicjach działów i gałęzi nauk.
Standardy się zmieniają, a wprowadzenie do polskiej nomenklatury standardów amerykańskich sprawiło, że wiele różnych związków ma tę samą nazwę (vide: boran kontra boran).


W matematyce 1 + 1 = 2 ; 1 + 2 = 3 , itd

teraz pytanie:

Ba + S = BaS

2H2 + O2 = 2H2O

Proszę napisać stechiometrię molową tych reakcji.
Bałem się, że ucieknie Pan od głównego sensu mojej wypowiedzi, właśnie bawiąc się moim przykładem dotyczącym matematyki.
Otóż to jest tylko z pozoru sprzeczne z matematyką. Wszystko kryje się w słowie "molowa". Mole to takie wielkie tuziny. Jes.i dodaje Pan tuzin śrub do tuzina nakrętek, to ich ilość się nie zmieni, choć powstanie tylko tuzin kompletów. Dlatego w chemii nigdy 1+1 nie równa się 1, choć z pozoru tak może się wydawać. Nowy twór (cząsteczka) to tylko taki skrót myślowy, który opisuje pewien komplet atomów.
1 autobus + 40 dzieci = 1 pełny autobus
W powyższym równaniu nadal po prawej stronie równania mamy 41 elementów, które tworzą coś nowego a mianowicie "pełny autobus".
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#31 » 06 wrz 2007, czw, 22:30

Panie Tomaszu,

Widzę, że zaczął się proces uzgadniania stanowisk, czyli wspólny marsz po tych drogach na, których są jednoznaczne drogowskazy.

Za najważniejsze w tej sytuacji uważam uzgodnienie tej pozycji, że tak Panu, jak i mnie nie jest obojętny poziom intelektualny przyszłych pokoleń i troskę tą wyrażamy już dzisiaj.

Z tego co zauważyłem, różnią nas tylko sposoby osiągnięcia tego celu i merytoryczne napełnienie treści, które staramy się donieść do aktualnego pokolenia, próbując wpłynąć na zmianę jego niektórych, w tym fundamentalnych poglądów.

Jeśli naprawdę zależy Panu na tym, żeby coś skorzystać na tej trwającej już jakiś czas dyskusji, to musi Pan odrzucić myśli o tym, że ja mogę czegoś nie rozumieć. Ja nie tylko Pana rozumiem! Ja staram się Pana zrozumieć, ale ...

Posłużę się cytatami z Pańskiego postu, dla przejrzystości wypowiedzi:

1. Dlaczego zwróciłem Panu uwagę na ostatnią datę aktualizacji odpowiedniego zapisu w Wikipedii? Nie po to, żeby Panu dokuczyć, tylko po to, żeby zwrócić Panu uwagę na tą okoliczność, że nie znalazłem tam w dyskusji, ani jednej Pańskiej wypowiedzi w tej sprawie. Uważam to za bardzo poważny błąd. Nie można pretendować na "zbawcę ludzkości", jeśli nie robi się kroków, które dają tej ludzkości sygnał, że ktoś chce ją zbawić od czegoś, oraz nie dają zbawianemu szansy bronić się przed zbawcą.

2. Zastanawia się Pan, czy może da się Pańskie propozycje doszlifować. To jest ostatnia rzecz, nad którą powinien się Pan zastanawiać. Pan powinien być za to wdzięczny, ale ... zrobiłPan wszystko, żeby do tego niedoszło. Jak? Chociażby tam, że w tekście Pańskiego felietonu nie ma Pańskiej, autorskiej definicji fizyki (co Pan w końcu przyznał w swoim ostatnim poście) i brak jest tam choćby zarysu granic podziału między dziedzinami nauk.

3. Z tym moim apelem do Wikipedii, w sprawie nazwy "ciemna materia" ma Pan rację i w pewien moment napiszę tam. Pan wie czym sięobecnie zajmuję i proszę mi uwierzyć, że nie wiem "gdzie ręce włożyć". Poślę do Pana kopie kilku dokumentów to zrozumie Pan jaki to zakres spraw.

4. Stal namowy środowiska naukowego do dyskusji nad poruszonym przez Pana problemem jest tak fatalny, że ja już dzisiaj mogę z całą odpowiedzialnością napisać - nie osiągnie Pan celu. Potwierdzeniem tego, jest choćby to, że tylko ja biorę udział w tej dyskusji.

5. Co ja chciałem Panu pokazać cytując Kopalińskiego? Jak powinien Pan napisać taki dyskusyjny materiał. Po pierwsze zaproponować swoje definicje w kontekście obowiązujących aktualnie, przy czym cytując deficje aktualne powinien Pan pokazać ich różnorodność.
Powinien Pan dać rys historyczny i dokazać przestarzałość takeigo traktowania tych spraw jak to robi np. dzisiaj Wikipedia.
Itd., itp. Każdy czatelnik powinien precyzyjnie rozumieć co Pan chce do niego donieść, a nie domyślać się Pańskich intencji, choćby one były najszczytniejsze.

6. Nauka jest mechanizmem zdobywania informacji o nas i otaczającym nas świecie i poszerzenia tej informacji między ludźmi. Krótko i nie do podważenia. Takie powinny być fundamentalne deficje. Wszystko inne to opinie. :)
P.S. W tym rzemiosło i sztuka!

7. Kto wprowadzł te amerykańskie standarty? Gdy byłem na studiach wszyscy posługiwaliśmy się jednym standartem. W luźnej rozmowie mogliśmy się posługiwać nawet nazewnictwem spod budki z piwem, ale gdy odpowiadałem lub coś pisałem - rygor był pełen.
Jeśli któryć z wykładowców próbował się z tego wychylić, to go po prostu ignorowaliśmy. Rektor Porębski był po naszej stronie. Czy coś się w tej kwestii zmieniło? Dobrze byłoby wysłuchać zdania naszego kolegi z Forumu "wojtex"-a.

8. Proszę przyjąć raz i na zwasze do wiadomości: Ja nigdy przed nikim i przed niczym nie uciekam. Gdyby tak byłoby, już dawno musiałbym uciec przed samym sobą. :D

9. Pańską odpowiedź na moje pytanie o stechiometrię molową rozumiem tak: wspólnie udało nam się przeprowadzić dowód na to, że chemia będzie zawsze niezależną dziedziną nauki, bez względu na to ile starań o unifikację (można czytać pacyfikację) będą podejmowań fizycy czy matematycy.
Mam nadzieję, że doceni Pan delikatność i dyplomatyczność tego ostatniego komentarza!

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#32 » 06 wrz 2007, czw, 23:22

waldemar.m pisze:Ja nie tylko Pana rozumiem! Ja staram się Pana zrozumieć, ale ...
Ja niczego nie przyjmuję w 100%. Tak więc nie mogę przyjąć, że rozumie Pan wszystko ca ja chcę przekazać.
I t ostwierdzenie nie jest rzucane pod wiatr jak jakaś obelga, która ma sprawić Panu przykrość. To niezrozumienie nie musi przecież wynikać z błędów w Panu, ale właśnie z błędów we mnie.
Komunikacja międzyludzka to najtrudniejsza rzecz. To jej ułomność powoduje wojny.

żeby zwrócić Panu uwagę na tą okoliczność, że nie znalazłem tam w dyskusji, ani jednej Pańskiej wypowiedzi w tej sprawie.
Wikipedia nie jest miejscem do wpisywania nowych propozycji i odkryć - jest to wyraźnie zaznaczone w zasadach.
Wikipedia nie jest miejscem na publikacje naukowe lub paranaukowe.
Wikipedia opisuje stan, na który wczesniej zgodzili się uczeni.

Ale akurat myli się Pan, myśląc, że nie toczyła się taka dyskusja. :) :)
Ona się toczyła i to dość "ostro". Niestey musi Pan poszukać nie pod hasłem "chemia", ale bodajże "fizyka chemiczna" lub coś w tym stylu. Dyskusję rozpoczął jakiś ciekawy naukowiec, który przeczytał mój felieton i na jego podstawie próbował coś napisać w Wikipedii. Został ostro zrugany, więc gdy ja się dowiedziałem (przez przypadek) o tym, postanowiłem również wziąć udział w dyskusji.

Nie można pretendować na "zbawcę ludzkości", jeśli nie robi się kroków, które dają tej ludzkości sygnał, że ktoś chce ją zbawić od czegoś, oraz nie dają zbawianemu szansy bronić się przed zbawcą.
Różnimy się jednak podejściem. Ja podejmuję kroki, które realnie dadzą szansę zmienić świat. Walka z wiatrakami to nie w moim stylu. Ja widzę cel i staram się do niego iść bezpośrednio, bez prób naprawiania i łatania drobnych dziurek systemu.
System musi być zmieniony cały.

Jeśli jest Pan zainteresowany w rozwijaniu nauki i sprawiedliwego podziału wyników tych badań to zachęcam do odwiedzenia (przyłączenia się) do projektu www.scidome.org

Zastanawia się Pan, czy może da się Pańskie propozycje doszlifować.
"Zastanawia" to za dużo powiedziane. Ja tylko przyjmuję, iż być może coś można doszlifować lub poprawić. Czasem ktoś ma genialny pomysł, ale nie umie go umiejscowić lub wykorzystać. Stąd ważna rola ludzi, którzy pomagają oszlifować diamenty :)
Zabrzmiało to trochę samochwalczo - nie pretenduję do roli twórcy diamentu, ale być może to co mówię ma jakąś wartość jeśli chodzi o edukację.
Hermetyzm nauki objawia się przecież również w tym, że wiele pojęć egzystuje już tylko z powodów tradycji i nie ma związku z prawdą.
Definicje chemii i przemian chemicznych były tworzone dawno temu i dziś nie przystają do naszej wiedzy.
Wciskanie dzieciom nieprawdy, by potem zmuszać je by uczyły się znów czegoś innego to szkoda czasu. Dzieci powinno się uczyć prawdy, gdyż prawda jest najpiękniejsza.
Oczywiście dzisiejsza prawda może okazać się kłamstwem za lat 30, ale właśnie po to trzeba uczyć dzieci dzisiejszej "prawdy", by mogły odkryć szybciej tę swoją "prawdę".


Chociażby tam, że w tekście Pańskiego felietonu nie ma Pańskiej, autorskiej definicji fizyki (co Pan w końcu przyznał w swoim ostatnim poście) i brak jest tam choćby zarysu granic podziału między dziedzinami nauk.
Tak z ciekawości sprawdziłem, bo nie pamiętałem (napisałem ten felieton wiele lat temu) i okazuje się, że jest tam definicja fizyki :)
Oto owa definicja:
Czymże natomiast jest fizyka? To nauka opisująca za pomocą aparatu matematycznego i/lub eksperymentów rzeczywistość nas otaczającą (m.in. fizyka klasyczna) i wszelkie zachodzące procesy zarówno w skali makro (astrofizyka) jak i mikro (fizyka kwantowa).

Stan namowy środowiska naukowego do dyskusji nad poruszonym przez Pana problemem jest tak fatalny, że ja już dzisiaj mogę z całą odpowiedzialnością napisać - nie osiągnie Pan celu. Potwierdzeniem tego, jest choćby to, że tylko ja biorę udział w tej dyskusji.
Zgadza się. Ale ja się temu nie dziwię. Jesteśmy tu trochę "off" głównego nurtu nauki, który płynie przez publikacje w wielce szanowanych periodykach.
Może gdybym napisał swój felieton do jakiegoś czasopisma, to rozpętała by się ciekawsza dyskusja. Nie zrobiłem tego, być może z dwóch powodów:
1) nie mam tytułu naukowego, a to utrudnia publikacje w literaturze naukowej
2) internet daje trochę więcej luzu, a mój felieton ma dość luźną formę i jest pewnym streszczeniem mych myśli; lepsza forma wymagałaby więcej pracy i wysiłku, badania literaturowe itd. Niestety ja również jestem dość mocno zajęty i stąd taka a nie inna forma.
Jednak jak napisałem na końcu felietonu, każdy może go bez problemu kopiować i publikować. Tak więc jeśli znajdzie się choć jedna osoba zainteresowana to może:
a) opublikować felieton
b) opublikować własny materiał stworzony na podstawie mojego felietonu



5. Co ja chciałem Panu pokazać cytując Kopalińskiego? Jak powinien Pan napisać taki dyskusyjny materiał. Po pierwsze zaproponować swoje definicje w kontekście obowiązujących aktualnie, przy czym cytując deficje aktualne powinien Pan pokazać ich różnorodność.
Ma Pan rację. Nie stać mnie jednak na taki 100% profesjonalny tekst.
Ponieważ mogę albo nie napisać niczego lub dać taki pewien skrót (licząc na zrozumienie i rozwój mej idei przez inne osoby), więc ja wybrałem taką krótką formę.
Nie jest ona formą zamkniętą i doskonałą. Liczę również, że w toku dyskusji wiele spraw zostanie doszlifowanych i być może na podstawie tego i innych artykułów, będę mógł kiedyś, stworzyć dzieło pełniejsze.


6. Nauka jest mechanizmem zdobywania informacji o nas i otaczającym nas świecie i poszerzenia tej informacji między ludźmi. Krótko i nie do podważenia. Takie powinny być fundamentalne deficje.
To jest Pana opinia :)
Ja definicję nauki napisałbym nieco inaczej.


wspólnie udało nam się przeprowadzić dowód na to, że chemia będzie zawsze niezależną dziedziną nauki, bez względu na to ile starań o unifikację (można czytać pacyfikację) będą podejmowań fizycy czy matematycy.
Niestety, jeśli fizycy znajdą wzór na rzeczywistość i będą potrafili się nim posłużyć, to chemicy rozumiani jako ludzi, którzy znają tajniki przekształcania jednych substancji w drugie, nie będą potrzebni.
Ze wzoru będzie można wyliczyć optymalne warunki wszystkich procesów fizycznych, które biorą udział w łączeniu się atomów lub cząsteczek w inne cząsteczki.
W końcu to co dzieje się w świecie mikro to nie chemia a fizyka :) :)
Chemia istnieje na poziomie makro, gdzie tonę NH3 trzeba przekształcić w 4 tony kwasu azotowego. :)
Na poziomie oddziaływań międzycząsteczkowych można mówić już tylko o fizyce.

Ale przecież nazwa nie jest ważna, jak sam Pan zauważył. Każdy musi robić to co umie i lubi, najlepiej z pożytkiem dla całej ludzkości.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#33 » 07 wrz 2007, pt, 00:04

alchemik pisze:
waldemar.m pisze:
6. Nauka jest mechanizmem zdobywania informacji o nas i otaczającym nas świecie i poszerzenia tej informacji między ludźmi. Krótko i nie do podważenia. Takie powinny być fundamentalne deficje.


To jest Pana opinia :) Ja definicję nauki napisałbym nieco inaczej.


Szkoda, że Pan tego nie zrobił!

Niestety, jeśli fizycy znajdą wzór na rzeczywistość i będą potrafili się nim posłużyć,


Nie znajdą! (to jest bezdyskusyjny imperatyw! co oznacza, że nie będę tego dyskutował) Bo to by oznaczało dojście do granic poznania, a to jest niemożliwe.

W końcu to co dzieje się w świecie mikro to nie chemia a fizyka :) :)
Chemia istnieje na poziomie makro, gdzie tonę NH3 trzeba przekształcić w 4 tony kwasu azotowego. :)
Na poziomie oddziaływań międzycząsteczkowych można mówić już tylko o fizyce.


Już raz pisałem o tym, że Pana nie da się naprawić i dzisiaj Pan to znowu potwierdził. Mimo tego, że wyciągnąłem do Pana rękę Pan uparcie kontynuuje propagowanie swoich bzdurnych poglądów. Ma Pan do tego prawo, ale proszę pamiętać, że za każdym razem znajdzie się ktoś taki jak ja (mam przynajmniej taką nadzieję), kto powie Panu -TO JEST BZDURA!

Panie Tomaszu,

Na tym zakończmy tą dyskusję. OK? :D

waldemar.m
Posty: 270

Post#34 » 07 wrz 2007, pt, 01:25

Pnie Tomaszu,

Niech Pan się wstrzyma z odpowiedzią. Szykuję maleńką sensację. Odpowie Pan od razu na dwa posty.

waldemar.m
Posty: 270

Post#35 » 07 wrz 2007, pt, 10:36

Tu zaczyna się maleńka sensacja!

Zycie człowieka składa się z trzech czynności (życie populacji składa się z czterech, gdyż dochodzi rozmnażanie):
- jedzenia;
- odbierania sygnałów z otoczenia i przekazywania swoich do otoczenia;
- myślenia.

Pierwsza z nich jest nadrzędna, co powodowało, że trzecia przekształciła się w mechanizm destrukcyjny, wstrzymywanie, którego wymagało wprowadzenia pewnych reguł i tak narodziła się logika - nauka stawiania pytań wykraczających poza byt codzienny i znajdowania na te pytania odpowiedzi.

Logika była "matką" filozofii, a ta ostatnia, "matką" dwóch nauk: matematyki i chemii.

Gdy już człowiek siłą swojego myślenia i zdolności do obserwacji doszedł do granic poznania materialnego świata, to z chemii zaczęła wydzielać się fizyka, jak instrumentarium destrukcyjno-pomiarowe.

Gdy wartości eksperymentów fizycznych i chemicznych w warażeniu pieniężnym zrównały się, i stało się zrozumiałe, że fizyka powinna była wrócić pod "skrzydła" chemii, to w obronie wąsko rozumianej "niezależności" zaczęły pojawiać sięteorie z którymi było bardzo trudno dyskutować, gdyż u ich podłoża legła matematyka abstrakcyjna a nie logika.

Wartość eksperymentów realizowanych w nowoczesnej "fizyce" doszła do absolutnie abstrakcyjnych rozmiarów, ale nikt nie chce się już narażać "najmądrzejszym śwata tego" na obstrukcję i brutalne ataki.

Doszło do sytuacji, że ludzkość wróciła do stanu pierwotnego tracąc zdolność do kontroli nad mechanizmem wstrzymywania.

Gdyby nie doszło do tego, gdyby fizykom nie pozwolono za uznanie się "bogami", gdyby fizycy nie oderwali się tak daleko od chemii, nauki która była ich karmą, to może już dawno zastanowiliby się nad pewnymi rzeczami, które są im dostępne, ale są zbyt trywialne, żeby spowodować przyciągnięcie ich uwagi.

Jedną z nich jest budowa atomu. Mógłbym kontynuować w tym samym stylu, ale wiem przecież jak już się "spieniliście", więc zrobię małą przerwę, która będzie miała fundamentalne znaczenie dla zrozumienia tego co wyżej i dalszej części wywodu.

Wbrew sugestiom i insynuacjom niektórych forumowiczów, ja mam w krędu swoich znajomych najlepszych polskich i światowych fizyków, z którymi prowadzimy często dyskusje nad fundamentalnymi pytaniami. Wczoraj taka dyskusja (on-line by Skype) odbyła się z CERN (tak, tak, tam też mam swoich znajomych i oni znają moje stanowisko w sprawie Higgsa i ITER, a mimo tego pozostają moimi kolegami i przysłuchują się uważnie temu co mam do przekazania).

W trakcie dyskusji poprosiłem o opisanie mi swojego widzenia atomu (niedowiarków uprzedzam – rozmowę przeprowadzono w formie pisemnej komunikatorem, więc dowód rozmowy może być przedstawiony). Dalej zastosuję kody C – wypowiedź z CERN; J – to ja.
C: no, elektrony i jądro z protonami i neutronami.
J: ok! odrzucamy elektrony, żeby nie mieszały i słucham dalej jak zbudowane to co zostało
C: no, protony, neutrony i oddziaływania.
J: ok! nic wam to nie napomina?
C: protony i neutrony drgają
J: odrzucamy drgania, żeby nie mieszały w rysowaniu obrazu. Co wam to napomina?
C. zabawkę, miałem kiedyś taką zabawkę w rękach
J: cieplo, już bardzo cieplo. Jakie skojarzenia tej zabawki z nauką?

W tym miejscu przerywam, gdyż chcę Wam dać szansę pomyślenia i udzielenia odpowiedzi na tak postawione pytanie, przy czym uprzedzając fakty mogę powiedzieć, że pomimo wielu prób, współczesnym fizykom na to pytanie nie udało się odpwiedzieć!!!

Ponieważ moje rozważania nie są skończone, to proszę się powstrzymać z ich krytyką. Po uzyskaniu choćby jednej odpowiedzi na moje ostatnie pytanie: co wam przypomina budowa atomu dokończę i wtedy będę gotów do dyskusji.

Byłoby cudownie, gdyby na to pytanie spróbował odpowiedzieć oprócz Pana, Panie Tomaszu –Deymos, wojtex i klekot 93.

Awatar użytkownika
Deymos
Posty: 76
Kontaktowanie:

Post#36 » 08 wrz 2007, sob, 00:20

Szanowny panie waldemarze.

Mówi pan jak pan janek spod budki piwa. Pańskie sensacje są śmieszne, tak jak większość wypowiedzi. Chwali się pan swoją wiedzą, inteligencją, znajomościami z największymi umysłami świata, do których oczywiście sam się pan zalicza (z własnej definicji). Przypomina mi to dziecko w piaskownicy, które chwali się swoimi zabawkami... To jest po prostu żałosne...

Mówił pan, że na temat fizyki się nie wypowiada, a co chwile pan to robi :? Jest pan naprawdę tak ograniczony, że sprowadza pan całą fizykę współczesną do mechanizmu spontanicznego łamania symetrii? Nie ma pan za grosz samokrytyki czym najbardziej się pan ośmiesza.

Co do definicji różnych dziedzin nauk, to zazwyczaj są śmieszne, nieporadne i wręcz niepotrzebne, nie mówiąc o tym, że nie do zdefiniowania przez wzajemne przekrywanie się, co raczył zaznaczyć Alchemik.

Po prostu spadłem z krzesła jak przeczytałem tą rozmowę między "CERN" a panem, sam to pan wymyślił? Ten wycinek "rozmowy" nie jest wart funta kłaków, co on miał pokazać? Może to, że przespał pan lub nie zrozumiał podstaw mechaniki kwantowej co w programie dla chemików nazywa się chemią kwantową. A może mechanika kwantowa też jest błędna teorią tak jak OTW A. Einsteina?

Rozmowa z panem jest na takim samym poziomie jak z człowiekiem, który przychodzi w XXI wieku na instytut fizyki i mówi, że zbudował perpetuum mobile, czyli żałosna po oczywistej stronie i z góry skazana na niepowodzenie.

Zalecam terapie elektrowstrząsową bo inna nie pomoże...

waldemar.m
Posty: 270

Post#37 » 08 wrz 2007, sob, 01:00

Deymos pisze:
Mówił pan, że na temat fizyki się nie wypowiada, a co chwile pan to robi :?


Nie i jeszcze raz nie! Nie wypowiadam się na temat fizyki. To, na temat czego się wypowiadam, jest dla mnie chemią (proszę sprawdzić z moim podziałem sfer między odpowiednie nauki). Pan z tym podziałem się oczywiście może nie zgadzać, ale to tym gorzej dla Pana.

Co do definicji różnych dziedzin nauk, to zazwyczaj są śmieszne, nieporadne i wręcz niepotrzebne, nie mówiąc o tym, że nie do zdefiniowania przez wzajemne przekrywanie się, co raczył zaznaczyć Alchemik.


W tej, poruszonej przez Pana i jasno zdefiniowanej kwestii, zgadzam się w pełni z Panami, czego dałem wyraz w zaproponowanej chronologii pojawiania się nauk. Reszta podziałów jest pomocnicza i służy tylko do metkowania ludzi, dając niektórym możliwość zorientowania się, jakich pytań nie zadawać stojącemu przed nimi "autorytetowi od wyższości jednych świąt nad drugimi".

Po prostu spadłem z krzesła jak przeczytałem tą rozmowę między "CERN" a panem, sam to pan wymyślił? Ten wycinek "rozmowy" nie jest wart funta kłaków, co on miał pokazać? Może to, że przespał pan lub nie zrozumiał podstaw mechaniki kwantowej co w programie dla chemików nazywa się chemią kwantową. A może mechanika kwantowa też jest błędna teorią tak jak OTW A. Einsteina?


Miałem Pana za uważnegoczytelnika dyskutowanych postów, ale się pomyliłem. Było wyraźnie napisane - rozmowa jest zadokumentowana więc Pańska ironia jest nie na miejscu. Może przy tym upadku z krzesła Pan sobie coś uszkodził? Zaniepokoił mnie Pan.
Gdy już Pan wrócił na krzesło to niech Pan spróbuje odpowiedzieć na to pytanie przyjmując jednocześnie do wiadomości, że i mechanika kwantowa i OTW są dla mnie "funta kłaków nie warte", jakby to nie przykro zabrzmiało dla Pańskich uszu .
Tak przy okazji - słyszał Pan o najnowszych rezultatach pomiarów prędkości światła między dwoma pryzmatami z "efektem tunelowym"? Jeśli tak, to czekam na Pańską opinię

Rozmowa z panem jest na takim samym poziomie jak z człowiekiem, który przychodzi w XXI wieku na instytut fizyki i mówi, że zbudował perpetuum mobile, czyli żałosna po oczywistej stronie i z góry skazana na niepowodzenie.


Nikt, żaden szanujący się człowiek w świecie, nie używa terminu "perpetuum mobile". Robią to tylko "naukowcy". Nie zastanawiał się Pan dlaczego?

Ja zbudowałem generator, który daje więcej energii elektrycznej na wyjściu niż ja podaję na wejście. Ja nie nazywam go PM, gdyż ja wiem skąd się wzięła nadwyżka energii. Przychodzę do instytutu fizyki i prezentuję ten generator. Po dokonaiu wszystkich pomiarów (ich, fizyków przyrządami) i długich naradach fizyków między sobą, dostaję konkluzję - PM nie można zbudować!!! Tylko na to Was stać. Nie róbcie ludziom wody z mózgu.

Zalecam terapie elektrowstrząsową bo inna nie pomoże...


Po co się Pan męczy i wysila na grzeczność zaczynając post "Szanowny Panie waldemarze", jeśli w całej treści, aż kipi jadem. WalPan od początku "Ty głupku", to będę wiedział czego mam się spodziewać.

Miło było, że właśnie Pan się odezwał. Wiedziałem, że Pana uda mi się sprowokować. Jak już zaczęliśmy to kończmy. Czekam na odpowiedź w sprawie tego jak Pan wyobraża sobie budowę atomu. Pomogę Panu z odpowiedzą dając pomocnicze pytanie: "czy to jest jakiś elastyczny balonik, w którym swobodnielatają sobie protony i neutrony"?

waldemar.m
Posty: 270

Post#38 » 08 wrz 2007, sob, 01:13

Do Deymosa,

Tak przy okazji chciałbym Pana zapytać o coś bardzo konkretnego.
Czy fizyka jest w stanie oszacować choćby ile energii potrzeba dla przekształcenia fosforku aluminium w krzem?

Awatar użytkownika
Deymos
Posty: 76
Kontaktowanie:

Post#39 » 08 wrz 2007, sob, 01:16

Odpowiedzi na post udzielę jak tylko czas mi pozwoli, mam jedną prośbę proszę podać jakieś źródła do pańskich prac oczywiście z chemii.

t.b.c.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#40 » 08 wrz 2007, sob, 05:43

waldemar.m pisze:Czy fizyka jest w stanie oszacować choćby ile energii potrzeba dla przekształcenia fosforku aluminium w krzem?

Czy chodzi o energię sumaryczną czy też o energię aktywacji? :)
Być może (nie jestem fizykiem) całkowita energia jest niewielka lub nawet można dostać coś "gratis", ale nie wszystkie procesy egzotermiczne zachodzą za dotknięciem różdżki.
Czasem potrzebna jest wielka energia aktywacji i to nie tylko energia w postaci termicznej ale również wysokie ciśnienie, które utryzmuje bliskość substratów.

Ale ciekaw jestem co na to fizycy :)


P.S. Panie Waldemarze, proszę wziąć do serca to co mówi Kolega Deymos. Ma on wiele racji mówiąc, że Pana posty są chaotyczne, myśli nagle się pojawiają i znikają... A duża część Pana wypowiedzi to zagadki i takie odskoki na bok.
Taki sposób dyskusji bardzo utrudnia zrozumienie i daje wrażenia jakby się Pan wywyższał ponad innych...
Jeden mój znajomy, gdy przeczytał Pana teksty, to powiedział, że wyglądają one na teksty człowieka-sekciarza, który chce wyciągnąć od kogoś kasę na jakieś bliżej niesprecyzowane badania lub złoto z żelaza :)
Nawet jeśli jest Pan odkrywcą zimnej syntezy jądrowej, to powienien Pan to ogłosić normalnie podając parametry procesu itd. Ewentualnie może Pan podać dokładne namiary na patenty w Polsce lub USA i każdy będzie mógł przeczytać specyfikację Pana odkrycia, by móc o nim dyskutować.
Proszę pamiętać, że inni mają prawo do racjonalnego sceptycyzmu dopóki nie zobaczą na własne oczy, że jakiś proces zachodzi (wbrew klasycznemu stanowisku fizyki).
Mam wrażenie, że odstrasza Pan naukowców, by zgarnąć łatwowiernych i podnieconych inwestorów, którzy wyłożą miliony na kamień filozoficzny XXI w.
Nie znaczy to, że taki kamień nie istnieje. Ale naukowcy nie powinni ulegać popędom i hura-optymizmowi.

Nie zgodzę się jednak z Deymosem, że człowiek, który przyjdzie do instytutu fizyki z perpetum mobile, ma być wyśmiany. Nauka nie może z góry zakładać, że coś jest niemozliwe. Niemozliwość zakłada tylko pewna teoria, która jednak nie musi być do końca prawdziwa.
Co nie znaczy, że każdego wariata z perpetum mobile trzeba przyjmować. Należy być sceptycznym, ale jednak otwartym na nowe.
Może się wszak okazać, że przestrzeń ma jakieś dodatkowe parametry i kosztem tych parametrów nauczymy się uzyskiwać energię, a więc budować coś co w dotychczasowej fizyce funkcjonowałoby jako perpetum mobile (choć oczywiście skądś ta energia lub entropia musi być "zasysana").
Ale rozumiem, co Deymos chciał powiedzieć. Z pewnością chodziło Mu o szarlatanów (wręcz wariatów), którzy wierzą w swe odkrycia, mimo, że te nie są nic warte.

Jeśli więc jakiś naukowiec ma uwierzyć w "kamień filozoficzny" to trzeba włożyć sporo wysiłku w formę prezentowania swego odkrycia. Im więcej w tej formie będzie naukowości, sceptycyzmu, racjonalności, bezemocjonalności, to tym łatwiej zainteresować kogokolwiek nowym odkryciem.
Natomiast gdy ktoś przyjdzie w kaftanie bezpieczeństwa i będzie się jąkał powtarzając tylko jak mantrę "zbudowałem maszynę czasu", to taka osoba zostanie zignorowana (choć oczywiście nie ma pewności czy nie mówi mimo wszystko prawdy).
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#41 » 08 wrz 2007, sob, 15:36

alchemik

Czy fizyka jest w stanie oszacować choćby ile energii potrzeba dla przekształcenia fosforku aluminium w krzem?

Czy chodzi o energię sumaryczną czy też o energię aktywacji? :)
Być może (nie jestem fizykiem) całkowita energia jest niewielka lub nawet można dostać coś "gratis", ale nie wszystkie procesy egzotermiczne zachodzą za dotknięciem różdżki.
Czasem potrzebna jest wielka energia aktywacji i to nie tylko energia w postaci termicznej ale również wysokie ciśnienie, które utryzmuje bliskość substratów.


Fenomenalne, Panie Tomaszu! Fenomenalne!!!
Pan to tak lekko pisze, jakby Pan miał do czynienia z rakcją NaOH + HCl
Proszę założyć, że reakcja przekształcenia fosforku aluminium sama po sobie jest endotermiczną, ale energia potrzebna dla jej przebiegu jest znikomo mała w porównaniu z energią aktywacji. To uprości zadanie. Nie interesuje mnie podział energii na zjawiska (ile na ciśnienie, ile na ogrzewanie, itd.).

Ale ciekaw jestem co na to fizycy :)


Ja też!!!

P.S. Panie Waldemarze, proszę wziąć do serca to co mówi Kolega Deymos. Ma on wiele racji mówiąc, że Pana posty są chaotyczne, myśli nagle się pojawiają i znikają... A duża część Pana wypowiedzi to zagadki i takie odskoki na bok.


Słyszał Pan coś o skojarzeniowy myśleniu? To, że się myśli to nic, ważne żeby to umieć skojarzyć, znaleźć analogie, itp. Nawet jeśli robię dygresję, to jest ona sytuacyjnie, integralnie związana z tematem. Przykład chaotycznego postu, please.

Taki sposób dyskusji bardzo utrudnia zrozumienie i daje wrażenia jakby się Pan wywyższał ponad innych...


Przecież ja nie mam do czynienia z chłopcami z Pipidówki Wielkiej. Trudne? Całkiem możliwe, ale trudne nie oznacza niemożliwe. W postach Deymosa jest tylko jad i slogany. Już mnie posyłał do psychiatry i w gabinet rehabilitacji, tylko zapomniał mnie posłać tam, gdzie według niego ja byłem chaotyczny,zagadkowy lub skaczący jak konik polny.

Jeden mój znajomy, gdy przeczytał Pana teksty, to powiedział, że wyglądają one na teksty człowieka-sekciarza, który chce wyciągnąć od kogoś kasę na jakieś bliżej niesprecyzowane badania lub złoto z żelaza :)


Jeśli faktycznie ma Pan kolegę, który wyciągnął takie wnioski, to ja się cieszę, że on nie jest moim kolegą. Jednym słowem nie zazdroszczę Panu towarzystwa. Mógłbym trywialnie dokazać, że Pański kolega jest ograniczony, ale szkoda mi na to czasu (chyba, że takie będzie Pańskie życzenie).
Czy ja nie mam koło siebie ludzi podobnie myślących jak Pański znajomy? Mam oczywiście, ale nie daję im takich tekstów do czytania. Lepiej, żeby zajmowali się badaniem sekciarstwa.
Czy ja sugerowałem, że umiemy robić złoto z żelaza? U mnie złoto jest popiołem ołowiu, ale jeśli dla Was to jest to samo - to wybaczcie.

Nawet jeśli jest Pan odkrywcą zimnej syntezy jądrowej, to powienien Pan to ogłosić normalnie podając parametry procesu itd. Ewentualnie może Pan podać dokładne namiary na patenty w Polsce lub USA i każdy będzie mógł przeczytać specyfikację Pana odkrycia, by móc o nim dyskutować.


Tragedia z tym Waszym przyzwyczajeniem do metkowania!!! Wasze mózgi już chyba inaczej pracować nie mogą, a później narzekacie na trudności w rozumieniu postów.
Gdzie Pan przeczytał o tym, że ja (czy my, jaka różnica) jestem odkrywcą zimnej syntezy jądrowej?
Ile razy trzeba Wam powtarzać – nasz atom nie ma jądra w rozumieniu klasycznej nauki, a więc nasze reakcje nie mogą być jądrowe. One są ATOMOWE – niskoenergetyczne chemiczne reakcje atomowe. W naszym atomie elektrony nie latają po orbitach, nie tworzą chmury elektronowej i na szczęście nie słyszały o tym, że mają tworzyć orbitale.
Tak się Pan doczytał o zimnej syntezie jądrowej, jak Pański kolega o sekciarstwie, a Deymos o perpetuum mobile!

Czy my swoje odkrycie ogłosiliśmy nienormalnie zgłaszając je do Urzędu Patentowego ZSSR w 1988 r.?
Czy nienomalnym było opublikowanie parametrów procesu w wydaniu Prezydium Akademii Nauk ZSSR w 1991 r?
Czy nienormalnym było naukowe potwierdzenie tego odkrycia przez Syberyjski Oddział Akademi Nauk Federacji Rosyjskiej w 1997 r. i Urząd Patentowy FR w 1997 r.

Czemu nie czytacie? Odpowiadam – bo sekciarstwo językowe w Polsce osiągnęło rozmiar kosmiczny. Ani jeden naukowiec, powtarzam ANI JEDEN NAUKOWIEC, który zwracał się do mnie o materiały źródłowe nie zna rosyjskiego!!! Przecież Pan również!

Zrobię dla Was wyjątek od swoich reguł i zamieszczę tutaj fragment materiału:

Po 15-tu latach od Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro, na którym przyjęto Ramową Konwencję Narodów Zjednoczonych dotyczącą Zmian Klimatycznych i po 10-ciu latach od podpisaniu Protokołu z Kioto, ludzkość zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że w XXI wiek weszła z całym bagażem problemów, które zagrażają jej istnieniu. Najważniejsze z nich to globalne zmiany klimatu, kryzys nauk ścisłych i nieefektywne finansowanie prac badawczo-rozwojowych, oraz załamanie sytemów ekonomicznych gwałtownym wzrostem cen na surowce energetyczne.
Jest nas coraz więcej na planecie i dlatego "kosmetyczne" zmiany technik wytwarzania dóbr materialnych, a w szczególności procesów technologicznych, nie mogą przynieść znaczących rezultatów. Mało kto zastanawia się nad tym, że przy stale rosnącej populacji, niska efektywność wydatków na badania podstawowe i innowacje (nowe sposoby generowania energii, technologie i materiały) jest "gwoździem do trumny" naszej cywilizacji.
Jaskrawym przykładem negatywnego rezultatu naszych pozytywnych działań jest komputeryzacja, jako czynnik wyrównywania szans wszystkich ludzi bez względu na pochodzenie, rasę, kolor skóry, wiarę, itd. – dwudziestu lat wystarczyło, żeby serwery znalazły się na czołowych miejscach list czynników odpowiedzialnych za ocieplenie klimatu.
Zjawisko transmutacji pierwiastków – historia i aktualny stan
Transmutacja – przekształcenie pierwiastka chemicznego lub jego izotopu w inny pierwiastek chemiczny. Historia tego terminu sięga czasów Alchemii i poszukiwania kamienia filozoficznego.
Do 80-tych lat zeszłego wieku uważało się, że podstawowe prace w zakresie badań tego zjawiska i jego występowania w przyrodzie, prowadził francuski uczony L.C. Kevran, który rezultaty swoich prac opublikował w następujących pracach:
1. Kervran, L. C., "La Transmutation Biologique", Le Courier du Livre, Paris (1966);
2. Kervran, L. C., "Biological Transmutation", Swan House Publishing Co., New York, USA (1972a);
3. Kervran, L. C., "Biological Transmutations.", Crossby Lockwood, London, UK (1972b)
4. Kervran, L. C., "Geen leven zonder kosmische energie", (translated into Dutch by Engels, H.) [uit:] Natura docet, Nederlandse Tijdschrift voor Natuurgeneeskunde 27 (3):81-85, (1976).
Współczesne Kevranu środowisko naukowe traktowało osiągnięte przez niego rezultaty jak pseudonaukę. Sytuacja zmieniła się, gdy swoje wieloletnie prace nad biologiczną transmutacją pierwiastków chemicznych przedstawił w pracy " Research on the Biological Transmutation of Chemical Elements" L.W.J. Holleman (1999).
Okazało się, że swoją inspirację czerpał on z kursu rolniczego odbywającego się 1924 r. w Kobierzycach/k.Wrocławia, gdzie grupie rolników wykładał Rudolf Steiner. Holleman odszukał niekompletne notatki Steinera i opublikował je w 1991 r.
Z nastaniem "ery atomu" świat nauki rzucił się szukać współczesnego "kamienia filozoficznego " w wysokoenergetycznych reakcjach jądrowych, budując coraz droższe urządzenia i przeprowadzając eksperymenty na coraz to wyższych poziomach energetycznych, ignorując wyniki eksperymentów opublikowane w 1922 r.w następujących pracach:
1. Rutherford, Sir Ernest: Nature 109 (2735): 418 (1 April 1922); “Disintegration of Elements"
2. Rutherford, E.: Science 55 (1425): 422-423 (21 April 1922); "Disintegration of Elements”"
3. Wendt, Gerald L. & Irion, Clarence E.: J. Amer. Chem. Soc. 44 (9): 1887-1894 (September 1922); "Experimental Attempts to Decompose Tungsten at High Temperatures"
4. Wendt, G.E.: Science 55 (1430): 567-568 (21 April 1922); "The Decomposition of Tungsten"
W tym samym czasie, w krajach wchodzących w skład byłego ZSRR naukowcy-desperaci nie stracili kontaktu z przyrodą i starali się przeprowadzić te reakcje na niskoenergetycznych poziomach.
Pionierem tych prac jest B.W. Bołotow, wice-prezydent Korporacji "Ekosystema". On nie tylko odkrył warunki w jakich zachodzą Niskoenergetyczne Chemiczne Reakcje Atomowe (dalej – NChRA); w języku angielskim – Low Energy Chemical Atomic Reaction – (dalej - LEChAR), ale w ciągu dwudziestu lat potrafił doprowadzić kunszt ich prowadzenia do takiego poziomu, że już dzisiaj możliwym jest ich przemysłowe wykorzystanie.
Możliwość kontrolowanego prowadzenia tych reakcji, była zadokumentowana przez Bołotowa B.W. w 1988 r., zgłoszeniem odkrycia przekształcenia fosforku aluminium w krzem do Urzędu Patentowego ZSRR i potwierdzona w 1997 roku Syberyjskim Oddziałem Rosyjskiej Akademii Nauk, którego zespół, kierowany przez prof. dr Kazbanowa W.I, dokonał transmutacji fosforku aluminium do krzemu, czyli powtórzył eksperyment Bołotowa
Rezultaty tego powtórzonego eksperymentu były zgłoszone do Urzędu Patentowego Rosyjskiej Federacji, który 12.03.1997 r. wydał SO RAN Patent RU 2140110 С1. Czynność tego patentu została zawieszona w 2006 r., a 15 stycznia 2007 r., Urząd Patentowy Ukrainy wydał Patent Nr 19900, rzeczywistemu odkrywcy NChRA – B.W. Bołotowu.
Pierwszeństwo B.W. Bołotowa w sferze NChRA potwierdzone zostało w następujących naukowych pracach:
1. Prof. dr W.W. Krymski (Południowo-Uralski Państwowy Uniwersytet, Czelabińsk) i Prof. dr W.F. Bałakiriew (Instytut Metalurgii Uralskiego Oddziału RAN, Jekaterinburg), "Oddziaływanie nanosekundowych elektromagnetycznych impulsów na własności materii", (Dokłady Akademii Nauk, 2002, tom 385, Nr 6, str 786-787);
2. Prof. dr W.F. Bałakiriew i Prof. dr W.W. Krymski, "Niskotemperaturowa transmutacja pierwiastków chemicznych z wydzieleniem energii pod wpływem elektromagnetycznych oddziaływań", (Wiadomości Czelabińskiego Naukowego Centrum, Fizyczna Chemia i Technologia Nieorganicznych Materiałów, wyd.4(21), 2003 r.);
3. Prof. dr W.I Kazbanow i zespół, (Syberyjski Oddział RAN), "Przekształcenie pierwiastków w wyładowaniu elektrycznym na przykładzie Al-P" (Praca zbiorowa pod redakcją Prof. dr W.F. Bałakiriewa, "Przekształcenia pierwiastków chemicznych", Uralski Oddział RAN, 2003 r.)

Czy w tej kwestii jeszcze jakieś pytania lub wątpliwości są?

Coś mi się wydaje, że będzie minimum jedna i brzmieć ona może tak: dlaczego nie opublikujecie tego w polskich lub amerykańskich czasopismach naukowych?
Odpowiadam pytaniem: Jak zareagują te czasopisma na mój tytuł mgr inż. i na informację o tym, że tych wszystkich odkryć dokonano za drutem kolczastym i na przysłowiowej kuchni? Bez zaplecza badaczego, bez finansowania, dotacji, grantów, stypendiów, wyjazdów zagranicznych i udziału w konferencjach? Bez dostępu do bibliotek naukowych, a te książki które mieliśmy, skonsfiskowała KGB, gdyż była wśród nich przygotowana monografia o nieśmiertelności.

Proszę pamiętać, że inni mają prawo do racjonalnego sceptycyzmu dopóki nie zobaczą na własne oczy, że jakiś proces zachodzi (wbrew klasycznemu stanowisku fizyki).


Do racjonalnego sceptycyzmu – TAK. Do waszego – NIE!

Mam wrażenie, że odstrasza Pan naukowców, by zgarnąć łatwowiernych i podnieconych inwestorów, którzy wyłożą miliony na kamień filozoficzny XXI w.


Po tym co napisałem wyżej na temat naukowców ma Pan jeszcze jakieś wątpliwości?
Niech Pan nazwie choć jednego łatwowiernego polskiego inwestora.

Nie znaczy to, że taki kamień nie istnieje. Ale naukowcy nie powinni ulegać popędom i hura-optymizmowi.


Kamień filozoficzny (Kf) istnieje i żeby nie pseudonaukowe zaślepienie, jakim się kierujecie, już dawno nie mielibyście z tym terminem problemów. Kamieniem filozoficznym są katalizatory!!!
Kf reakcji przekształcenia aluminium w izostery krzemu to fosfor.
Kf przekształcenia CO2 w węglowodory to pallad i krypton powstjące w jednej z elektrod.
Jak uważnie przeczytacie informację o Krzemie diamentowym, to znajdziecie tam jeszcze kilka przykładów takich kamieni.
Uprzedzając zarzuty o to, że Kf miał również dawać nieśmiertelność oświadczam – taki "kamień" istnieje i jest nam znany, ale to już osobny rozdział – biologia. :)
Jeśli boicie się o swój popęd – pijcie brom.

Nie zgodzę się jednak z Deymosem, że człowiek, który przyjdzie do instytutu fizyki z perpetum mobile, ma być wyśmiany. Nauka nie może z góry zakładać, że coś jest niemozliwe. Niemozliwość zakłada tylko pewna teoria, która jednak nie musi być do końca prawdziwa.


Po pierwsze – jeśliby zapytać Deymosa, czy spotkał w swoim życiu człowieka, który przyszedł do instytutu fizyki i powiedział coś na temat perpetuum mobile, to co odpowie? Ja odpowiem za niego, gdyż jestem tej odpowiedzi pewnien na 100% - NIE.
Taki człowiek (wynalazca!) powie, że skonstruował urządzenie, które mniej energii pobiera niż wydaje. On nie powie perpetuum mobile. Ten termin pojawi się w raporcie naukowców. Na tym polega paranoja!!!
Przecież te urządzenia są tylko przetwornikami energii i wszyscy już to zrozumieli, oprócz naukowców.

Co nie znaczy, że każdego wariata z perpetum mobile trzeba przyjmować. Należy być sceptycznym, ale jednak otwartym na nowe.


Nie tylko można, ale trzeba to robić obowiązkowo!!! Zlikwidować IPN i powołać do życia specjalny organ do detalnego i wnikliwego badania każdego sygnału. Przegapienie choćby jednego z nich może zbyt drogo kosztować!!!

Może się wszak okazać, że przestrzeń ma jakieś dodatkowe parametry i kosztem tych parametrów nauczymy się uzyskiwać energię, a więc budować coś co w dotychczasowej fizyce funkcjonowałoby jako perpetum mobile (choć oczywiście skądś ta energia lub entropia musi być "zasysana").


Niech Pan już raz i na zawsze wyrzuci ze swojego słownika ten termin. Jeśli Pan rozumie to, że ta energia skądś się musi brać, to po co robi Pan zamieszane tym perpetuum mobile.

Ale rozumiem, co Deymos chciał powiedzieć. Z pewnością chodziło Mu o szarlatanów (wręcz wariatów), którzy wierzą w swe odkrycia, mimo, że te nie są nic warte.


Człowiek, który wierzy w swoje odkrycie jest wart naszego największego uważenia. Niech Pan sobie wyobrazi taką sytuację: Deymos czyta swoją 20-tą lekcję na kursie podwyższenia kwalifikacji dla studentów Akademii Wychowania Fizycznego. Skończył i wyszedł. Proszę zgadnąć pierwsze komentarze studentów ..........

Jeśli więc jakiś naukowiec ma uwierzyć w "kamień filozoficzny" to trzeba włożyć sporo wysiłku w formę prezentowania swego odkrycia. Im więcej w tej formie będzie naukowości, sceptycyzmu, racjonalności, bezemocjonalności, to tym łatwiej zainteresować kogokolwiek nowym odkryciem.


We wrocławskim ZOO był kiedyś bardzo wielki żółw (on chyba miał ponad 150 lat). Bardzo lubiłem patrzeć jak pracownicy polewali jego skorupę wodą. Co się okazało? Ile by go nie polewali jego dolny pancerz był suchy. Tak jest z niektórymi "naukowcami". To nie ja mam z siebie robić durnia skacząc dookoła nich na palcach. To oni powinni choć na chwilę wyłazić ze swojej skorupy.

Natomiast gdy ktoś przyjdzie w kaftanie bezpieczeństwa i będzie się jąkał powtarzając tylko jak mantrę "zbudowałem maszynę czasu", to taka osoba zostanie zignorowana (choć oczywiście nie ma pewności czy nie mówi mimo wszystko prawdy).


Jak Pan widzi ja do nikogo nie chodzę. Gdy się dowiedziałem, że chce mie zaprosić Południowa Grupa Energetyczna to – ODMOWIŁEM. Będę odmawiał każdemu tak długo, aż nie zrozumiem, że ten, kto chce się ze mną spotkać nauczył się już czytać i słuchać bez uprzedzenia.
Nie chcę zarzutów o wykorzystywanie hipnozy lub parapsychologicznego, albo psychotronnego oddziaływania (a to wymaga osobistego kontaktu).
Zapewniam Pan że do takich spotkań będzie dochodziło jeszcze w tym roku.
Ponad dwa miesiące temu, po długich dyskusjach, człowiek zaproponowałmi finansowanie naszych prac. Odmówiłem, chociaż nie miałem nawet na chleb. On nie był gotowy. Gdy dzisiaj rano zadzwonił i okazało się, że on dużo przeczytał, skonsultował i przemyślał, to znaleźliśmy wspólny język.

Awatar użytkownika
Deymos
Posty: 76
Kontaktowanie:

Post#42 » 08 wrz 2007, sob, 16:25

Alchemik
Może się wszak okazać, że przestrzeń ma jakieś dodatkowe parametry i kosztem tych parametrów nauczymy się uzyskiwać energię, a więc budować coś co w dotychczasowej fizyce funkcjonowałoby jako perpetum mobile (choć oczywiście skądś ta energia lub entropia musi być "zasysana").


Proszę szanownego kolegi zastanowić się czy dalej mówi o perpetuum mobile, szczególnie z tym komentarzem w nawiasie. Zalecałbym jeszcze raz przeczytać co to jest perpetuum mobile I i II rodzaju. Wtedy wyjaśni się co miałem na myśli i nie będzie niejasności między nami.

Ile razy trzeba Wam powtarzać – nasz atom nie ma jądra w rozumieniu klasycznej nauki, a więc nasze reakcje nie mogą być jądrowe. One są ATOMOWE – niskoenergetyczne chemiczne reakcje atomowe. W naszym atomie elektrony nie latają po orbitach, nie tworzą chmury elektronowej i na szczęście nie słyszały o tym, że mają tworzyć orbitale.


Rozmawia pan z tymi atomami może...? Chciałbym przeczytać taką zarejestrowaną rozmowę. (Sarkazm -- nie wymaga odpowiedzi!!!)

Tak się Pan doczytał o zimnej syntezie jądrowej, jak Pański kolega o sekciarstwie, a Deymos o perpetuum mobile!


Do jasnej ciasnej anielki, ma pan problemy z chronologią ja dalem pewne porównanie jak ciężko się z panem rozmawia (Wysłany: Pią 07 Wrz 2007, 23:20). Później dopiero pan wypalił z jakim generatorem (Wysłany: Sob 08 Wrz 2007, 00:00), choć mogłem się domyślić, że to także pan osiągnął... Rozumiem, że pański instytut już nie płaci rachunków za prąd?

waldemar.m
Posty: 270

Post#43 » 08 wrz 2007, sob, 17:05

Deymos pisze:


Proszę szanownego kolegi zastanowić się czy dalej mówi o perpetuum mobile, szczególnie z tym komentarzem w nawiasie. Zalecałbym jeszcze raz przeczytać co to jest perpetuum mobile I i II rodzaju. Wtedy wyjaśni się co miałem na myśli i nie będzie niejasności między nami.


Nie było, nie ma i nie będzie żadnego perpetuum mobile. Ten durny termin wymyślili naukowcy i dalej się nim posługują dla ośmieszania swoich konkurentów, nie zwracając nawet na to uwagi, że robią z siebie idiotów.


Rozmawia pan z tymi atomami może...? Chciałbym przeczytać taką zarejestrowaną rozmowę. (Sarkazm -- nie wymaga odpowiedzi!!!)


Czy Pańskie LaTekx-owanie materii to też rozmowa? )Bez sarkazmu. Po prostu po chamsku. -- Bez odpowiedzi)

Tak się Pan doczytał o zimnej syntezie jądrowej, jak Pański kolega o sekciarstwie, a Deymos o perpetuum mobile!


Do jasnej ciasnej anielki, ma pan problemy z chronologią ja dalem pewne porównanie jak ciężko się z panem rozmawia (Wysłany: Pią 07 Wrz 2007, 23:20). Później dopiero pan wypalił z jakim generatorem (Wysłany: Sob 08 Wrz 2007, 00:00), choć mogłem się domyślić, że to także pan osiągnął... Rozumiem, że pański instytut już nie płaci rachunków za prąd?


Nawet Panu nie przyszłoby do głowy, że ktoś, kto nie jest związany z żadnym instytutem, może się odważyć wchodzić z Panem w polemikę.
Zycie jeszcze raz potwierdziło,że jest bruzalne i pełne niespodzianek.
Zamiast martwić się o nasze rachunki za prąd weź się Pan za obliczenia i poinformuj wszystkich jaką ilość energii musieliśmy mieć do dyspozycji, żeby przeprowadzić przekształcenie aluminium w izostery krzemu (do obliczeń można wziąć krzem).

Dopiero jak Pan da tą odpowiedź będziemy wiedzieli co jest wart Pan i Pańska nauka. Więcej Pańskie komentarze mnie już nie interesują.

Awatar użytkownika
Deymos
Posty: 76
Kontaktowanie:

Post#44 » 08 wrz 2007, sob, 17:55

Nie było, nie ma i nie będzie żadnego perpetuum mobile. Ten durny termin wymyślili naukowcy i dalej się nim posługują dla ośmieszania swoich konkurentów, nie zwracając nawet na to uwagi, że robią z siebie idiotów.


To zdanie było skierowane do Alchemika. Cóż nieważne okazało się, że pan Waldemar w ogóle nie rozumie pojęcia perpetuum mobile :lol:

Tak gwoli wyjaśnienia LaTeX (http://pl.wikipedia.org/wiki/LaTeX) a nie lateks (http://pl.wikipedia.org/wiki/Lateks). Chyba pan już widzi dlaczego pański koment nie ma sensu... :lol:

Zamiast martwić się o nasze rachunki za prąd weź się Pan za obliczenia i poinformuj wszystkich jaką ilość energii musieliśmy mieć do dyspozycji, żeby przeprowadzić przekształcenie aluminium w izostery krzemu (do obliczeń można wziąć krzem).


Genialny "naukowiec" co chce zbawić świat swoimi wynalazkami, a nie potrafi "zastosować" ich w swoim otoczeniu... :lol: . No jesteśmy coraz bliżej poznania pana...

Run Forrest, Run... :lol: :lol: :lol:

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#45 » 09 wrz 2007, ndz, 00:42

waldemar.m pisze:Słyszał Pan coś o skojarzeniowy myśleniu? To, że się myśli to nic, ważne żeby to umieć skojarzyć, znaleźć analogie, itp. Nawet jeśli robię dygresję, to jest ona sytuacyjnie, integralnie związana z tematem.
Nie słyszałem. Ja poprostu przekazuję Panu fakt zmierzony "organoleptycznie": trudno zrozumieć o co Panu chodzi.
Może Pan pisać poezję, byle tylko łatwo przyswajało się wiedzę i tok rozumowania.

Przykład chaotycznego postu, please.
Już Panu podawałem przykłady takich skoków myślowych zamiast prowadzenia jednej konkretnej ścieżki typu:
a) teza
b) eksperymenty
c) wyniki i wnioski
(punkty a i b mogą mieć czasem odwrotną kolejność).

Pan przeskakuje z tematu na temat jak motyl z kwiatka na kwiatek. A za każdym razem wprowadza Pan nową jakość, a jeszcze nie rozliczył się Pan z poprzedniej.
Aby coś wytłumaczyć trzeba wprowadzać pewien model opisywany według nomenklatury dotychczasowej i według pewnych reguł, które zostały ustalone jako najbardziej zgodne z obrazem wszechświata.
Jeśli chce Pan obalić te reguły, to nie krzycząc na ulicy "Einstein kłamie!" tylko poprzez początkowe przyjęcie, że Einstein miał rację.

Tak jak każdy twórca teorii naukowej musi wykazać możliwość jej falsyfikalności (Poper), tak odwrotnie, jeśli Pan chce obalić jakąś teorię, to powinien Pan początkowo przyjąć, że jest ona prawdziwa i dopiero wykazywać rozbiezności między teorią a eksperymentem. Mało tego, nawet takie rozbieżności należy traktować ostrożnie, sprawdzając, czy nie wynikają z błędów praktycznych lub czy może jednak nie pasują do teorii, którą trzeba tylko nieco zmodyfikować.

Przecież ja nie mam do czynienia z chłopcami z Pipidówki Wielkiej.
Oczywiście, wywyższanie się nie jest problemem dla dyskusji naukowej. To jest tylko Pana problem, bo taka postawa może budzić u niektórych czytelników wątpliwości co do motywów Pana działania.



W postach Deymosa jest tylko jad i slogany.
Staram się być obiektywny (co nie oznacza, że jestem), ale jednak nie wyczuwam żadnego jadu w postach Deymosa.
Owszem są pewne uszczypliwości, które wynikają z niemożności przekonania dyskutanta, by podszedł z szacunkiem do innych dyskutantów.




Już mnie posyłał do psychiatry i w gabinet rehabilitacji, tylko zapomniał mnie posłać tam, gdzie według niego ja byłem chaotyczny,zagadkowy lub skaczący jak konik polny.
Obawiam się, że Pana każdy merytoryczny post jest taki. A gdy ktoś nie umie dostrzec swego chaotyzmu lub uważa, że jest on celowy i dobry, to wtedy nie pozostaje nic innego jak odesłanie do kogoś, kogo tenże człowiek szanuje (np. lekarza).
Myślę, że nie ma w tym jadu, jest za to tylko rozgoryczenie, że Deymos nie może się przebić przez Pana pancerz.

Jeśli faktycznie ma Pan kolegę, który wyciągnął takie wnioski, to ja się cieszę, że on nie jest moim kolegą. Jednym słowem nie zazdroszczę Panu towarzystwa. Mógłbym trywialnie dokazać, że Pański kolega jest ograniczony, ale szkoda mi na to czasu (chyba, że takie będzie Pańskie życzenie).
A nie wziął Pan pod uwagę, że być może obok ciekawych i interesujących faktów, które Pan podaje, reszta grzęźnie w jakichś metafizycznych rozważaniach, których strzępki umieszcza Pan w swoich postach.
Wyrwane z kontekstu dyskusje, nie wiadomo z kim i na jaki temat.

Tragedia z tym Waszym przyzwyczajeniem do metkowania!!!
Pan jest tu pierwszym metkarzem. Każde słowo to metka dla pewnego zjawiska, rzeczy, uczucia.
Niech Pan nie zapomina, że "słowo może zabić". A każde słowo jest tylko metką dla kawałka świata.

Wasze mózgi już chyba inaczej pracować nie mogą, a później narzekacie na trudności w rozumieniu postów.
Może być tak, że Pan jeden jest genialny, a my głupi. Może byc też tak, że my myślimy normalnie, a to Pan ma problem, by dotrzeć na nasz poziom (co nei znaczy, że jest Pan gorszy, ale z pewnością jest Pan inny).

Gdzie Pan przeczytał o tym, że ja (czy my, jaka różnica) jestem odkrywcą zimnej syntezy jądrowej?
To był oczywiście skrót myslowy, bo przecież nie będę w krótkim zdaniu przytaczał całej historii.



Ile razy trzeba Wam powtarzać – nasz atom nie ma jądra w rozumieniu klasycznej nauki, a więc nasze reakcje nie mogą być jądrowe. One są ATOMOWE – niskoenergetyczne chemiczne reakcje atomowe.
Możliwe, że Pan o tym wspominał ja jednak sobie tego nie przypominam (być może umknęło mej uwadze lub pamięci).

]Tak się Pan doczytał o zimnej syntezie jądrowej
Jeszcze raz powtarzam, że był to skrót myślowy.
Zresztą dla fizyki klasycznej, to co Państwo robicie ma znamiona syntezy termojądrowej. To, że Wy postulujecie brak jądra, niczego nie oznacza, bo my nie musimy przyjmować tu waszych postulatów.


Czemu nie czytacie?
Czytamy, lecz być może chaotyczność Pana wypowiedzi zaprowadza nas na manowce.
Daje nam Pan okruchy wiedzy, a nie zwartą wiedzę.
To Forum było tworzone również z myślą o publikacjach naukowych.
Jesli Pan chce może Pan tu opublikować zwarty artykuł, zawierający wszystkie dane, wyniki i wasze wnioski z tych wyników.
Może ktoś znajdzie lepsze wnioski... a może wasze okażą się najlepsze?
Traktuje Pan czytelników jakby znali Pana odkrycia i tezy od wielu lat i tylko trzeba im coś wytłumaczyć.
My natomiast w ogóle nie rozumiemy, co chce Pan przekazać. Ja wyodrębniłem 2 rzeczy:
1) chce Pan przekazać informację o reakcjach syntezy na poziomie atomów
2) ma Pan własną teorię budowy wszechświata zwłaszcza w jego femtoskali.

Przeplata Pan jednak te informacje, a dla nas nie są one jeszcze wiarygodne.
Tak samo jak niewiarygodny będzie człowiek, który napisze na tym Forum, że odkrył perpetuum mobile. To, że ktoś jest niewiarygodny nie znaczy, że nie mówi prawdy. Jednak odbiorcy takiej "prawdy" nie uwierzą w nią.


Odpowiadam – bo sekciarstwo językowe w Polsce osiągnęło rozmiar kosmiczny. Ani jeden naukowiec, powtarzam ANI JEDEN NAUKOWIEC, który zwracał się do mnie o materiały źródłowe nie zna rosyjskiego!!! Przecież Pan również!
Nie jestem może poliglotą, ale podstawy języka rosyjskiego znam i publikacje chemiczne czytam prawie bez słownika. Porozmawiać nie porozmawiam, ale chemię rosysjką znam i nawet cenię.
Jeśli chodzi o publikacje z fizyki to może być problem z terminologią.


Zrobię dla Was wyjątek od swoich reguł i zamieszczę tutaj fragment materiału
Problem właśnie w tej fragmentaryczności. Często te fragmenty są wyjęte z kontekstu i przez to brak im rąk i nóg.
Fragment, który Pan przytacza to zdaje się był publikowany na forum absolwentów PWr.

1. Kervran, L. C., "La Transmutation Biologique", Le Courier du Livre, Paris (1966);
2. Kervran, L. C., "Biological Transmutation", Swan House Publishing Co., New York, USA (1972a);
3. Kervran, L. C., "Biological Transmutations.", Crossby Lockwood, London, UK (1972b)
4. Kervran, L. C., "Geen leven zonder kosmische energie", (translated into Dutch by Engels, H.) [uit:] Natura docet, Nederlandse Tijdschrift voor Natuurgeneeskunde 27 (3):81-85, (1976).
Szkoda, że te publikacje nie są chyba dostępne w internecie. Ale w wolnej chwili poszukam.


Urzędu Patentowego Rosyjskiej Federacji, który 12.03.1997 r. wydał SO RAN Patent RU 2140110 С1. Czynność tego patentu została zawieszona w 2006 r., a 15 stycznia 2007 r., Urząd Patentowy Ukrainy wydał Patent Nr 19900, rzeczywistemu odkrywcy NChRA – B.W. Bołotowu.
Czy ktoś wie czy jest dostęp rdo rosysjkich patentów on-line?



1. Prof. dr W.W. Krymski (Południowo-Uralski Państwowy Uniwersytet, Czelabińsk) i Prof. dr W.F. Bałakiriew (Instytut Metalurgii Uralskiego Oddziału RAN, Jekaterinburg), "Oddziaływanie nanosekundowych elektromagnetycznych impulsów na własności materii", (Dokłady Akademii Nauk, 2002, tom 385, Nr 6, str 786-787);
2. Prof. dr W.F. Bałakiriew i Prof. dr W.W. Krymski, "Niskotemperaturowa transmutacja pierwiastków chemicznych z wydzieleniem energii pod wpływem elektromagnetycznych oddziaływań", (Wiadomości Czelabińskiego Naukowego Centrum, Fizyczna Chemia i Technologia Nieorganicznych Materiałów, wyd.4(21), 2003 r.);
3. Prof. dr W.I Kazbanow i zespół, (Syberyjski Oddział RAN), "Przekształcenie pierwiastków w wyładowaniu elektrycznym na przykładzie Al-P" (Praca zbiorowa pod redakcją Prof. dr W.F. Bałakiriewa, "Przekształcenia pierwiastków chemicznych", Uralski Oddział RAN, 2003 r.)
Proszę dać nam teraz trochę czasu na dokopanie się do tych publikacji, chyba, że ma Pan ich kopie (np. w formacie PDF).

Coś mi się wydaje, że będzie minimum jedna i brzmieć ona może tak: dlaczego nie opublikujecie tego w polskich lub amerykańskich czasopismach naukowych?
To bardzo słuszne pytanie.
W dzisiejszych czasach nie chodzi nawet o publikacje w samym czasopismie. Wystarczy strona internetowa z zebranym materiałem doświadczalnym i wnioski.



Odpowiadam pytaniem: Jak zareagują te czasopisma na mój tytuł mgr inż. i na informację o tym, że tych wszystkich odkryć dokonano za drutem kolczastym i na przysłowiowej kuchni? Bez zaplecza badaczego, bez finansowania, dotacji, grantów, stypendiów, wyjazdów zagranicznych i udziału w konferencjach? Bez dostępu do bibliotek naukowych, a te książki które mieliśmy, skonsfiskowała KGB, gdyż była wśród nich przygotowana monografia o nieśmiertelności.
U mnie nie ma tego problemu. Chcą Panowie publikować? Proszę przysłać artykuły w języku angielskim lub polskim (ostatecznie po rosysjku). Umieszczę je na serwerze SCI.PL - jeśli ktoś będzie chciał się z nimi zapoznać, to wystarczy podać mu link. Od tego jest internet.

Osobiście jestem przeciwnikiem monopolu czasopism na wyniki badań naukowych, które powinny być w pierwszej kolejności publikowane w ogólnodostepnej bazie, a dopiero później czasopisma mogą sobie co ciekawsze kąski przedrukowywać. Dlatego raz jeszcze namawiam do wsparcia inicjatywy SCIDOME.ORG .
Przepraszam za off-topik.


Do racjonalnego sceptycyzmu – TAK. Do waszego – NIE!
Prosze wykazać różnice.
Pan tylko mówi, że coś istnieje lub nie. Nie daje Pan żadnych dowodów na to, że ma Pan rację.
Oczywiście wszyscy fizycy mogą kłamać i ich wzory, symulacje i teorie są tylko kłamstwem.
Ale racjonalizm nakazuje ufać 1000 fizyków, a nie Panu. Co oczywiście nie oznacza, że to jednak Pan nie ma racji :)


Niech Pan nazwie choć jednego łatwowiernego polskiego inwestora.
Ja napisałem co mi się wydaje. Nie pisałem, że złapał Pan takiego inwestora :)

Kamień filozoficzny (Kf) istnieje i żeby nie pseudonaukowe zaślepienie, jakim się kierujecie, już dawno nie mielibyście z tym terminem problemów. Kamieniem filozoficznym są katalizatory!!!
O! I znów metka. Nadał Pan metkę z napisem "kamień filozoficzny" katalizatorom.
Jest w tym duzo prawdy i sensu, bo zarówno zdrowie zależy od enzymów (katalizatorów) rekacji w człowieku, jak i wiele reakcji dających cenne materiały, też wymaga katalizatorów.
Jednak ja posługuję się alchemiczną definicją KF i jak na razie nie mam KF w swym laboratorium, więc nie muszę w niego wierzyć.
Istnienie KF nie wynika z żadnej teorii, która cieszyłaby się moim zaufaniem.
Pan nie przedstawia dowodów...

powołać do życia specjalny organ do detalnego i wnikliwego badania każdego sygnału. Przegapienie choćby jednego z nich może zbyt drogo kosztować!!!
Słuszna uwaga, myślę, że to ma sens.

Niech Pan już raz i na zawsze wyrzuci ze swojego słownika ten termin. Jeśli Pan rozumie to, że ta energia skądś się musi brać, to po co robi Pan zamieszane tym perpetuum mobile.
Robię zamieszanie, bo dla klasycznej fizyki to będzie PM, gdyż nasza wiedza nie przyjmuje, że skądś energię mozna czerpać (np. z innego wymiaru, wszechświata itd.).
Jak zauwazył Deymos oraz Pan, nie będzie to oczywiście PM sensu stricte.
Ale nawet prawdziwe PM ma prawo zaistnieć, gdyż nie wiemy czy prawa fizyki są niezmiennicze...

Człowiek, który wierzy w swoje odkrycie jest wart naszego największego uważenia. Niech Pan sobie wyobrazi taką sytuację: Deymos czyta swoją 20-tą lekcję na kursie podwyższenia kwalifikacji dla studentów Akademii Wychowania Fizycznego. Skończył i wyszedł. Proszę zgadnąć pierwsze komentarze studentów
Nie za bardzo wiem o czym Pan mówi. Ma Pan tu przykład na takie właśnie "chaotyczne" lub "niedokończone" myśli.


To nie ja mam z siebie robić durnia skacząc dookoła nich na palcach. To oni powinni choć na chwilę wyłazić ze swojej skorupy.
Niestety obowiązują Pana minima tego co jest potrzebne by skutecznie się komunikować.
Może Pan przesłać nam swe odkrycia szyfrem, po chińsku, ale wtedy proszę nie liczyć, że ktoś normalny włoży sporo wysiłku by sprawdzić, czy Pana "rewelacje" są coś warte.
Ale gdy Pan postara się być komunikatywny, to wtedy ma Pan szansę, że ktoś poświęci swój bardzo cenny czas, by sprawdzić Pana informację.

Będę odmawiał każdemu tak długo, aż nie zrozumiem, że ten, kto chce się ze mną spotkać nauczył się już czytać i słuchać bez uprzedzenia.
Nie bierze Pan pod uwagę, że jakiś procent winy lezy też po Pana stronie. Być może podświadomie robi Pan wszystko, by pozostac ze statusem męczennika?
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Wróć do „Nauki ścisłe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron