czas trojwymiarowy (Fizyka)

Problemy nauk ścisłych - dyskusje, teorie, kontakty
Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

czas trojwymiarowy (Fizyka)

Post#1 » 17 lis 2005, czw, 13:37

> ale tak mi sie wydawalo ze mogom istniec sobie oddzielne niezalerzne
> uklady o wlasnym czasie i on tam biegnie wolniej albo szybciej ale
> tesz do pszodu tyle ze np wolniej nisz u nas czyli pozornie do tylu

Oczywiscie wez sobei osie y I z
Jedna to czas a druga to predkosc czasu i mozesz narysowac krzywa taka ze czas biegnie bardzo szybko lub bardzo wolno ale to juz trzeci wymiar czasu Jesli wiec z osi szybko biegnacej przeskoczysz na wolno biegnaca (rozne z) ale o takim samej wspolrzendej x i y to podrozujesz w czasie do tylu. Przmieszaczajac sie po osi y natomiast zmieniasz pozornie swiat (wszechswiaty alternatywne), a faktycznie czas, jest tu w innym punkcie dwuwymiarowym dlatego uklad rozwinal sie inaczej.
W X podrozujesz dalej caly czas tylko do przodu, wiec podroze w czasie do tylu wcale nie zaburzaja przekonania ze czas sie nie moze cofac. Ale podrozujac po Z tak to odczuwamy i po Z-cie mozna skakac do przdou i do tylu czasu w naszym pojeciu, to jak przeskoki plaszczakow z jednej plaszczynzya na druga sa nie mozliwe, poruszajac sie po plaszczyznie i to rpawda ale juz w trzech wymirach sie da tylko ciezko im to sobie wyobrazic.
:wink:

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Myślenie o czasie

Post#2 » 17 lis 2005, czw, 18:51

Ponieważ myślenie i czucie człowieka jest również zakotwiczone w czasie, więc nigdy nie odczujemy prędkości czasu.
Gdyby świat (czas) zatrzymał się na 100 milionów lat (tylko co to znaczy wtedy "lat") i po tym czasie znów wszystko ruszyło dalej do przodu, to my byśmy tego nie zauważyli. Być może między jednym uderzeniem teraz w klawisz a drugi mija bilion lat w jakimś nadrzędnym wszechświecie...
Nie czujemy też gdy czas przyśpiesza lub zwalnia, gdyż nie mamy w tym względzie punktu odniesienia.
Dla nas zawsze czas ma prędkość 60 minut na godzinę :)

Ale z drugiej strony bardzo ciekawy jest (z punkut widzenia filozofii, fizyki i kosmologii) problem istnienia poruszania się w czasie. I nie mam tu na myśli jakiegoś nadzwyczajnego poruszania się w czasie (w przyszłość lub przeszłość). Chodzi mi o to, że o ile jesteśmy w stanie wyobrazić sobie zatrzymanie się w pewnym punkcie przestrzeni, o tyle czas dla nas się ciągle zmienia. Nie mamy możliwości ingerowania w proces następstwa wydarzeń, nie umiemy nawet zatrzymać się w czasie.
Czas sobie płynie i coś mi się zdaje, że nie ma prostych teorii tłumaczących tę właściwość wszechświata.
Oczywiście buduje się pojęcie czasoprzestrzeni, ale to wygląda trochę jak patelnio-jajko - niby jest to ze sobą związane, ale jakże inne... :)
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Wojtek
Posty: 9

Czas i entropia

Post#3 » 27 lis 2005, ndz, 19:18

Jeżeli mowa już o czasie to co z entropią? Jak ona jest powiązana z czasem?
Każda odpowiedź rodzi tysiące pytań...

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#4 » 29 lis 2005, wt, 10:12

szkolnie: kazdy uklad dazy w czasie do maksymalnej entropii.
ale biologia ma tendencje dokladnie odwrotne i to jest ciekawe.

jaboja
Posty: 3
Kontaktowanie:

Post#5 » 11 paź 2006, śr, 18:53

A ja czytałem o definicji kierunku upływu czasu w ten sposób że jeżeli w chwili t0 entropia jest mniejsza niż w chwili t1, to chwila t0 jest wcześniejsza niż t1. I podobno w pewnym momencie entropia osiągnie wartość maksymalną i czas zacznie się cofać (bo do przodu płynąć nie będzie już mógł). Niewiem tylko czy entropia naprawdę może osiągnąć jakąś maksymalną wartość. Niech ktoś kto to wie pochwali się swoją wiedzą na forum.
Jakub Bogusław Jagiełło

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#6 » 12 paź 2006, czw, 07:00

Jesli swiat jest skonczony to nie widze powodu dla ktorego entropia nie moglaby osiagnac skonczonego poziomu maksymalnego.

Poza tym jesli swiat osiagnie maksymalna entropie, czas nie musi wcale zaczac sie cofac, moze poprostu stanac. Koniec, kropka, smierc. Ale nie ma problemu nie dozyjemy tego zjawiska. Entropia naszego organizmu nastapi wczesniej.

Awatar użytkownika
pofririon
Posty: 25

Post#7 » 14 paź 2006, sob, 12:27

Druga zasada termodynamiki mowi, ze entropia układu zamknietego nigdy nie maleje; moze albo pozostawac stała, albo rosnac. Wyróżnia więc pewien naturalny kierunek przebiegu zjawisk. Zjawiska w pewnym kierunku mogą zachodzic, a w przeciwnym nie.
Entropie tlumaczyc mozna jako stopien nie uporzadkowania ukladu, gwarantujacy istnienie swiata. Jesli entropia maleje, to tylko lokalnie, gdzies w tym samym czasie musi wzrosnac, aby sumarycznie entropia nie malala.
Jesli przyjmiemy model Wielkiego Wybuchu, przed nim, w temperaturze zera absolutnego entropia rownala sie zero. Natomiast po nim, w etapie rozprzestrzeniania się wszechswiata entropia wzrastala. Kiedy entropia osiagnie wartosc maksymalna, oznacza to, ze wszechswiat bedzie sie cofal albo nastapi cos w rodzaju zjawiska odwrotnego do wielkiego wybuchu- moze"Wieli chlod":-)

Gdyby wszechswiat zaczal sie "cofac", entropia bedzie malec?

Jaki mialoby to wplyw na organizmy zywe? Jezeli smierc jest stanem maksymalnej entropii :-), to jak moglby wygladac stan entropiii malejacej?:-)

O trojwymioarowosci czasu trudno cokolwiek dyskutowac, lepiej niech pozostanie tematem inspirujacym artystow i tworcow filmow sf:-). Niestety, natura nie wyposazyla nas w odpowiedni organ pozwalajacy na odczuwanie kierunku i predkosci uplywu czasu.
"Intelektualista to człowiek,
który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso. "

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#8 » 14 paź 2006, sob, 13:15

He he , trojwymiarowy czas dla tworcow sci-fi, w sumie nie glupie lubie sobie czasmai napisac jakies opowiadanko moze by tak uzyc trojwymiarowego czasu w jakims.
Przykladem entropii malejacej sa chyba rozwoj i narodziny chocby czlowieka.
Od dwoch komorek po organizm, swietny przyklad entropii melejacej ale zeby czlowiek taki urosl faktycznie musi strasznie duzo zrobic wzrostow entropii, choby jedzac i zabijajac innych ludzi, ups, zwierzeta.

Fruktoza
Posty: 6
Kontaktowanie:

Post#9 » 12 lis 2006, ndz, 17:05

Jeśli chodzi o czas to nie możemy zapominać o wspominanym już problemie.. czy poruszając się szybciej niż światło oszukamy czas i będziemy mogli podróżować w przeszłość. Jednakże jaka cząsteczka będzie na tyle wytrzymała aby nie poddać się rozpadowi wywołanemu przez opór wywołąny taką prędkością.. co wprawi ją w taką prędkość? No i oczywiście .. jakim prawem dana cząsteczka może się cofnąć w czasie skoro ułamek sekundy temu jeszcze nie posiadała takiej prędkości.. czyli może każdy po spełnieniu powyższych warunków mogłaby się cofnąć w czasie jedynie do pkt sprzed osiągnięcia prędkości światła..
jeśli czegoś nie widać nie znaczy, że tego nie ma

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#10 » 14 lis 2006, wt, 13:22

Według mnie właściwie niemożliwa jest podróż w czasie. Przekroczywszy prędkość światła prawdopodobnie zaobserwujemy jakieś ciekawe efekty, być może będziemy mogli podróżować jakimś "tunelem" na skróty...
Ale podróż w czasie wydaje się najmniej prawdopodobna, choć oczywiście nic nie można wykluczyć.
Jest też wielce prawdopodobne, że skoro nie da się przekroczyć prędkości światła to poprostu jej nikt nie przekroczy i tyle...
W takim ujęciu prędkość może być związana z jakimś właśnie cyklicznym wymiarem wszechświata, a średnicą tego wymiaru mogła by być właśnie prędkość światła... Poruszając się z normalną prędkością podróżujemy po łuku, a im szybciej się poruszamy tym bardziej po prostej. Granicznym przypadkiem jest prędkość c, której już przekroczyć się nie da...
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

waldemar.m
Posty: 270

Post#11 » 23 sie 2007, czw, 22:58

Czas nie jest wielkością fizyczną. "Pojawia się" wraz z materią i przestrzenią, który też nie jest wielkością fizyczną.
Przestrzeń jest jakby magazynem energii.
Czas nie ma wartości ujemnych. Gdy biegliśmy 100 m i zajęło nam to np. 10 sek, to biegnąc te same sto metrów w przeciwną stronę, też stracimy minimum 10 sek (ponieważ będziemy zmęczeni, więc najprawdopodobniej zajmie nam to więcej czasu).

Nasz świat jest zbudowany z dwóch przestrzeni:
- o koordynatach liniowych;
- o kordynatach czasowych.

Mamy więc trzy czasy, ale wszystkie dodatnie (umownie biegnące do przodu)

Takijedentyp
Posty: 2

Moja teoria

Post#12 » 19 paź 2009, pn, 03:01

Wpadłem na nią wczoraj 8) . Uprzedzam, że treść jest skopiowana z innego forum (filozoficznego). Niestety rzeczowa dyskusja z ludźmi z głowami w chmurach może czasem być zbyt ciężka, dlatego przychodzę poradzić się Was drodzy forumowicze. W oryginale pocięta była na kilka postów, ale ponieważ nie mam już siły zmieniać treści, zamieszczam tak, jak w oryginale.

Zaczynając od początku. Wbrew temu, co wmawiają nam inni, żyjemy w rzeczywistości 4-wymiarowej. Oznacza to, że żeby zdefiniować jakiś przedmiot musimy określić jego położenie i czas (był wczoraj, jest teraz, czy będzie jutro). Mówiąc np.: "Krzesło JEST przy stole" dokonujemy właśnie takiego zabiegu.

Podobnie do wymiarów fizycznych (X,Y,Z), czas również można przedstawić matematycznie, jako oś. Nie bez powodu przecież naukowcy wymyślili pojęcie czasoprzestrzeni.

Osobiście, żeby to lepiej zrozumieć, próbuję to wszystko przedstawić nieco wizualnie. Nie jest to proste, ale spróbuję (jestem plastykiem Smile ). Otóż, oś czasu, nieskończona i nieskończenie podzielna (jednostką mogą być np. sekundy lub jej części) jest czymś w rodzaju toru, po którym przemierza nasza rzeczywistość. Załóżmy, że jest ona skończona i ma kształt kuli (przynajmniej tak twierdzą naukowcy). Oczywiście jej ogrom jest trudny do objęcia ludzkim umysłem, ale jednak ma gdzieś swój koniec, poza którym istnieje coś innego (ale nie wiadomo co). W tej gigantycznej kuli znajduje się punkt odniesienia, który najlepiej przypisać do świadomości jakiegoś człowieka (mogę to być na ochotnika ja Very Happy ). Punkt ten, wraz z całym otaczającym go wszechświatem przemieszcza się po osi czasu, w kierunku od - do +nieskończoności (albo wielkiego BUM!). Oczywiście podobno czas też miał swój początek, ale tego nie wie nikt i nie ma się co nad tym zastanawiać. Bez wątpienia jednak cechą charakterystyczną czasu jest to, że upływa (bądź to my przemieszczamy się względem niego), w związku z czym wiadomo, że ma charakter liniowy.

Uff, model fizyczny mamy za sobą. Mam nadzieję, że jest to w miarę zrozumiałe, ale temat z pewnością nie należy do łatwych... Astre Occlu trochę pomieszałeś mi w głowie tymi wertykalnymi osiami, więc nieco to wszystko naprostuję Very Happy . Przyjmując mój model, trzeba się liczyć z pewnymi anomaliami, które rzeczywiście mają miejsce (np. z dylatacją czasu). Powstaje też pytanie, czy czas jest względny, czy też nie. W końcu wszystko dookoła znajduje się bezpośrednio pod wpływem czasu, lecz każdy inaczej to postrzega (dla jednego godzina może minąć błyskawicznie, a dla innego ciągnąć się niemiłosiernie długo). Kolejną kwestią jest sprawa przeszłości i przyszłości. Czy istnieją one, jako alternatywne rzeczywistości, czy też rozmywają się w chaosie prawdopodobieństwa. Ma to swoje powiązanie z determinizmem. Jeżeli przeszłość i przyszłość istnieją fizycznie, to są one już zdefiniowane i niezmienne. Jeżeli nie, to między innymi, my sami odpowiadamy za bieg wydarzeń.

Ale to tylko jedno z potencjalnych pytań. Jest jeszcze sprawa zakrzywień czasu, jakie obserwujemy w naturze. Obiekt o dostatecznie dużej masie jest w stanie zmienić bieg czasu, co obserwujemy np. na Ziemi (obserwator z zewnątrz zauważy, że obrót naszej planety trwa krócej niż 24h). Kolejna anomalia występuje w przypadku prędkości światła. Dla obiektu poruszającego sięz tą prędkością, czas przestanie płynąć. Inna rzecz z kolei dotyczy tzw. teorii spodni, czyli rozgałęzień czasoprzestrzeni. W gruncie rzeczy tworzy nam to nieskończoną ilość alternatywnych rzeczywistości.

Wszystko to zaledwie jest czubkiem góry lodowej, a ponieważ wyczerpałem moje dzienne limity szarych komórek Very Happy , postaram się to wszystko jakoś ujednolicić. Wydaje mi się, że podobnie jak w przypadku atomu i nieoznaczoności Bohra, znajdujemy się w czymś w rodzaju chmury elektronowej, w której rzeczywistość wyłania się na skutek sumy wszystkich prawdopodobieństw. Postaram się to jakoś przyjaźniej ująć, jak mnie znowu natchnie...

Załóżmy jednak, że istniejemy w multiversum. Jak wyglądałaby taka rzeczywistość?

Żeby móc to sobie wyobrazić przypomnę, że czas jest nieskończenie podzielny, a każda jednostka odpowiada alternatywnej rzeczywistości. Sekundę możemy bowiem dzielić na setki, tysięczne i milionowe części, a zakładając, że w każdej z tych sekund może istnieć wierna kopia mnie (np. mnie sprzed 5 minut, kiedy pisałem poprzedniego posta Laughing ), daje nam to nieskończenie wiele prorocków, rozciągających się zarówno w przeszłość, jak i przyszłość (zakładając, że czas jest jednak liniowy). Taka wizja może nieco przerosnąć pojmowanie, a ja na pocieszenie dodam tylko, że to wcale nie wszystko...

Na pewno każdy, kto choć trochę interesował się tym zagadnieniem poznał się z tzw. paradoksem dziadka (jeśli cofnę się w czasie i zabiję własnego dziadka, to nigdy się nie narodzę i nie będę mógł odbyć podróży w czasie). Naukowcy obeszli ten paradoks bardzo gładko, wymyślając teorię spodni. W gruncie rzeczy teoria jest całkiem prosta i można wpaść na nią samemu. Zakłada ona bowiem, że dokonując jakiegoś wyboru, rozgałęziamy czasoprzestrzeń. Wg. tej teorii istnieje rzeczywistość, w której nigdy nie zacząłem pisać tego posta i inna w której np. nigdy się nie narodziłem. Są też rzeczywistości, w których na Ziemi nadal panują dinozaury albo człekokształtne ryby. Świetnie przedstawiał to serial "Sliders". Tych prawdopodobieństw, jakżeby inaczej, nieskończenie wiele, co daje nam w efekcie nieskończenie wiele alternatywnych rzeczywistości, które egzystują TERAZ, w innej nogawce.

Żeby było jeszcze ciekawiej, powiążmy te dwie teorie w całość. Daje nam to multiversum, w którym każda z tych nieskończonych, alternatywnych i prawdopodobnych nogawek, również posiada swoją materialną przeszłość i przyszłość, których również jest nieskończenie wiele. Gdybym miał to jakoś narysować, wziąłbym kulę, o której pisałem w poprzednim poście i umieściłbym obok miliardów podobnych kul, przemierzających swój własny czas. W ten sposób zapełniłbym przestrzeń poza nią, co do milimetra... (obok alternatywne rzeczywistości, a przed i za nią, rzeczywistości związane z upływem czasu). Widzicie to? Bo ja nie... Cool

Postawmy się teraz w roli hipotetycznego podróżnika w czasie. Załóżmy, że mój skok nie ma być duży. Wystarczy 5 minut. Prawdopodobieństwo, że trafiłbym w odpowiednią nogawkę byłaby, jak 1 do nieskończoności. Jeśli natomiast chciałbym wrócić w dokładnie to miejsce, z którego wyruszyłem, należałoby to prawdopodobieństwo podzielić przez kolejną nieskończoność... Brzmi całkiem sympatycznie

Zgodnie z teorią multiversum, podróż w czasie byłaby jak najbardziej możliwa. "Wystarczyłoby" bowiem wycinek naszej rzeczywistości w jakiś magiczny sposób teleportować do świata np. sprzed tygodnia i zakładając, że pozostalibyśmy w tej samej nogawce, moglibyśmy spotkać samych siebie.

Naukowcy mogą na coś takiego przystać, ale ja nie... Być może jest to prawda, lecz dla mnie wygląda to jak scena z filmu z Van Dammem...

Jednak bez wątpienia podróż w czasie jest możliwa. I to nawet dzisiaj. Pod warunkiem jednak, że stać kogoś na prom kosmiczny. Słyszeliście o paradoksie bliźniąt? Okazuje się bowiem, że wystarczy na pewien czas opuścić naszą planetę, by po powrocie stwierdzić, że choć dla nas upłynęły np. 4 lata, to na Ziemi czas posunął się o lat 20 (strzelam, bo nie znam wzoru...). Dokonaliśmy więc podróży w czasie.

Należy jednak odróżnić podróż od zakrzywienia. O ile podróż zakłada ruch obustronny (zarówno w przeszłość, jak i przyszłość), to zakrzywienie daje bilet tylko w jedną stronę i nie będzie możliwości np. naprawienia swoich błędów z dzieciństwa. Jeśli ktoś oglądał "Wehikuł Czasu", to pamięta pewnie scenę, w której zdesperowany bohater uruchamia maszynę, a świat w okół przyspiesza wielokrotnie. Osobiście uważam, że jest to jedyny sposób zmieniania jego upływu.

Dlaczego? Otóż wszystkie znane prawa fizyki bez problemu dopuszczają zakrzywianie, spowalnianie, a nawet całkowite zatrzymanie czasu na jakiejś przestrzeni, jednak jeśli dochodzi do jego cofania, wszystko bierze w łeb... Cool . Być może za jakiś czas powstanie coś na kształt inkubatora, czy też hibernatora, w którym czas będzie biegł wolniej lub szybciej, niż w jego otoczeniu. Taka możliwość jednak wyklucza prawdopodobieństwo spotkania samego siebie, ponieważ punkt odniesienia pozostaje taki sam (siedząc w zamkniętej kapsule, nadal będę sobą, obserwującym przez małe okienko przyspieszonych lub spowolnionych 20 razy ludzi, krzątających się po laboratorium). Na coś takiego zarówno nauka, jak i mój światopogląd może się zgodzić.

Dlatego też uważam, że teoria multiversum z istniejącymi realnie, nieskończonymi światami jest tylko bajką. Oczywiście są ludzie, którzy upierają się przy tej teorii, a ja ze swoim małym móżdżkiem wcale nie jestem w stanie udowodnić, że nie mają racji. W gruncie rzeczy przecież trudno jednoznacznie dać odpowiedź na pytanie dotyczące nieosiągalnych dla nas, maluczkich, spraw

Jaka właściwie jest prawda? Odpowiedź jest prosta: nie wiem... Na szczęście nie jestem sam, bowiem problem natury czasu nadal pozostaje poza możliwościami naszego poznania. Mogę jednak spróbować ogarnąć to wszystko i skonstruować ciekawą hipotezę. Być może będzie ona na swój sposób nowatorska (może kiedyś dostanę za nią Nobla Very Happy ), ale też być może już dano powstała, a ja jedynie nie zdołałem się z nią jeszcze zaznajomić. W każdym razie jest moja osobista i przyszła mi do głowy dzisiaj, pod wpływem pewnej używki... Cool

Na czym ona polega? Żeby to zrozumieć trzeba zaznajomić się z faktem Nieoznaczoności (Heisenberga, czy też Bohra). Prawdę mówiąc, gdy o niej przeczytałem, mój światopogląd na dłuższy czas legł w gruzach. Czemu?

Otóż większość z nas wyobraża sobie wszechświat jako coś uporządkowanego. Gdy w dyskusji pada słowo "atom", większość ludzi wyobraża sobie miniaturkę naszego układu słonecznego (jądro - Słońce i elektrony - planety). Prawdę powiedziawszy, ja widziałem to w ten sposób i fraktalna natura wszechświata była dla mnie czymś oczywistym. Tymczasem rzeczywistość przedstawia się zupełnie inaczej. Okazuje się bowiem, że elektrony wcale nie krążą po ustalonych orbitach wokół jądra, lecz tworzą kulistą chmurę, w której wydają się wykonywać ruchy absolutnie chaotyczne i przypadkowe. Od początków nauki molekularnej człowiek próbuje zrozumieć prawa rządzące światem cząsteczek, lecz zawsze natrafia na przeszkodę nie do obejścia. Jest nią właśnie zasada nieoznaczoności.

Polega ona na fakcie, że nie istnieje możliwość poznania położenia i pędu elektronu. Nie ma więc możliwości przewidzenia jego ruchu. Mimo rozwoju nauki i sprzętu laboratoryjnego zasada ta nadal pozostaje niezmienną. Wydawać by się więc mogło, że wszystkim rządzi tylko przypadek. Lecz to są tylko pozory. Najciekawszym elementem tego zjawiska jest fakt, że obserwator może zmierzyć położenie tego elektronu, jak i jego pęd, ale nie jednocześnie. Jak to działa? Okazuje się, że ładunek ujemny, w zależności od intencji naukowca przyjmuje wyłącznie jedną z tych dwóch wartości. Elektron może mieć pęd, lecz nie ma wtedy stałego położenia, albo ma położenie, ale nie ma pędu. W ten właśnie sposób rzeczywistość molekularna zdaje się "dopasowywać" do obserwatora i jego wymagań. Trochę to skomplikowane, dlatego odsyłam do bardziej naukowych publikacji na ten temat.

Jak to się m do zagadnienia czasu? Jeśli przyjąć, że obowiązuje zasada: "jako na górze, tak i na dole", to bardzo dużo Cool . Aby jednak moja teoria miała sens, należy odrzucić teorię multiversum. Zakładam więc, że nie istnieje żadne wcześniej, ani później. Istnieje tylko TERAZ, a my się w tym czasie mieścimy. Należy też odrzucić liniowość czasu, bowiem jak pisałem wcześniej, istnieją sposoby na załamywanie prędkości jego upływu, w związku z czym dla każdego obserwatora biegnie on inaczej (co najwyżej w dużym stopniu podobnie). I tu dochodzimy do analogii z zasadą nieoznaczoności, z tą jednak różnicą iż w przypadku makroskopijnym, obserwatorów jest znacznie więcej (praktycznie cała materia tego wszechświata).

Wydaje mi się, że podobnie, jak w teorii spodni, otoczeni jesteśmy nieskończoną ilością różnych możliwości biegu wydarzeń. O ile jednak, tamta teoria twierdzi, że te możliwości egzystują samodzielnie, ja przypuszczam, że tworzą coś na kształt elektronowej chmury atomu. Dokonując jakiegoś wyboru, soczewkuję to chmurę do świata, jaki widzimy Oczywiście nie jestem w tym wszechświecie sam i choćbym się upierał, to każdy z was zaświadczy iż jest samodzielną istotą, a świat jaki obserwujemy jest dl większości (wyłączając schizofreników i artystów Very Happy ) taki sam. Dlatego twierdzę, że ten autonomiczny wszechświat jest sumą wypadkową wszystkich możliwych zdarzeń.

Plastycznie opiszę to tak: każdy z nas, podejmując jakiekolwiek działanie, "przyczepia" do obecnej rzeczywistości odpowiedni "klocek", który chwilę wcześniej wraz z innymi klockami, był tylko jedną z nieskończonych możliwości. A więc, teraźniejszość jest po prostu zlepkiem tych wszystkich, możliwych do zaistnienia prawdopodobieństw. Oznacza to, że to my sami tworzymy tą rzeczywistość, lub bardziej, że to rzeczywistość dopasowuje się do naszych poczynań. Podobnie do atomu, którego pojedyncze zdjęcie wygląda, jak kula, nasz świat w danym ułamku sekundy, jaki dane jest nam obserwować, wydaje się statyczny. W rzeczywistości jednak jest absolutnie dynamiczny (atom również). Zarówno przyszłość, jak i przeszłość pozostaje tylko chmurą chaosu, w której wszystkie prawdopodobieństwa krążą chaotycznie, czekając na odpowiednią chwilę, by na ułamek sekundy zogniskować się w to, co nazywamy wszechświatem.

dzisiejszy post:
Rozmowa o początku czasu jest prawdę mówiąc nieco pozbawiona sensu. Nie da się empirycznie stwierdzić kto ma w tym wypadku rację. Bardziej zasadniczym problemem jest dla mnie sprawa samego czasu i jego wpływu na nasz wszechświat. Bo o ile nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, czy miał on kiedyś początek, o tyle fakt jego ciągłego przemijania jest niezaprzeczalny.

KSC, jeśli upierasz się, że gdzieś w tym wszechświecie istnieją alternatywne Ziemie, to muszę Cię rozczarować. Jak już pisałem wcześniej, takich wariantów naszej rzeczywistości, jest nieskończenie wiele, a nasz wszechświat wbrew pozorom posiada fizyczne granice. Jedyna możliwość egzystencji para-światów, to ich istnienie poza granicami tej rzeczywistości (czyli inaczej mówiąc, za jakąś międzywymiarową barierą).

Osobiście, nie twierdzę, że jest to bójda, jednak bardziej przychylam się do mniej "mistycznej" wersji, nad którą nadal ciężko pracuję w mojej zwichrowanej wyobraźni.

Napisałem wcześniej, że to, co jest nam dane w tej chwili obserwować, to trwające przez "mgnienie oka" skupienie wszystkich możliwych do zaistnienia prawdopodobieństw. Nie jest tak jednak do końca. Chaos, jaki panuje w tej "chmurze możliwości" jest zbyt wielki, by rzeczywistość tak błyskawicznie mogła zostać skonstruowana. Wydaje mi się, że w ramach jakiegoś rodzaju przewidywania, rzeczywistość sama eliminuje czynniki, które nie mają szans zaistnienia, zawężając w ten sposób ich ilość i zmniejszając chaos. Im bardziej przybliża się moment zaistnienia (czyli chwili, którą obserwujemy), tym ilość prawdopodobieństw się zmniejsza, by ostatecznie wyłonić się, jako stabilna rzeczywistość.

Wyjaśnia to fakt, że w trakcie "widzenia" przyszłości (o ile jest to faktycznie możliwe), oddalone w czasie sceny mogą wydawać się bardziej zamglone/chaotyczne niż, te które wydarzyć się mają za chwilę. Pasuje to także do zjawiska, kiedy przewidziana przyszłość zgadza się w większości faktów, natomiast myli, co do pewnych szczegółów (przyszłość mogła zostać w pewnych punktach zmieniona). Inną sprawą jest fakt, że istnieją pewne wyjątkowo ważne wydarzenia, które wpasowane są w pewien schemat rozwoju naszej cywilizacji. Te zdarzenia (np. wojny światowe lub wybuch bomby A. w Hiroszimie) po prostu muszą się zdarzyć, by ludzkość wzbogaciła się o pewne, niezbędne do rozwoju doświadczenia. Fakty te są najłatwiejsze, do "przewidzenia", ponieważ zostały "zaplanowane" tysiące lat wcześniej.

Narysowałem także w Paincie model, lecz nie wiem, jak wrzucić na forum obraz z dysku...

Takijedentyp
Posty: 2

Post#13 » 19 paź 2009, pn, 03:15

Przepraszam jeszcze raz, za nieco chaotyczną treść poprzedniego posta, a także za nieco laicki język. Jak zaznaczyłem wcześniej, posty kierowane były do ludzi o zapędach filozoficznych, więc nie wymagałem od nich rozwiniętej wiedzy czysto naukowej, a przez obrazowe pokazanie całego problemu, chciałem trafić do ich wyobraźni.
Dlatego proszę, byście ocenili samą teorię, a nie treść, która niekoniecznie z właściwą nauką ma wiele wspólnego...

Pozdrawiam! 8)

Jan420er
Posty: 4
Kontaktowanie:

Czym jest czas?

Post#14 » 17 sie 2010, wt, 20:38

Witam, wpadłem na tę teorię jakiś czas temu. Dotyczy właśnie tego czym może być czas. Bardzo proszę o wypowiedź na jej temat , szczególnie jeśli byłby ktoś np. fizykiem teoretycznym. Z góry przepraszam za nie profesjonalny styl. :?


Z pewnością jeśli możemy rozpatrywać w kategoriach materialnych, jego źródło musi znajdować się w najmniejszych skalach wszechświata. Czym są najmniejsze skale, prawdopodobnie jak mówi teoria strun są to 1 wymiarowe struny drgające w 9 wymiarach przestrzennych, na tym opiera się moja teoria jeśli teoria strun jest fałszywa moja prawdopodobnie także.
Czas może być w pewnym sensie bardzo podobny do temperatury. Ciepło zimno są to jedynie drgania atomów w strukturze danego ciała lub substancji, coś jak ciepło i zimno jak w naszym odczuciu nie istnieje. Podobnie zachowuje się czas czujemy jego upływ, wiemy iż płynie jednak może być to kompletnie coś innego. Otóż amplituda drgających strun może być właśnie odpowiedzialna za upływ czasu.
Teoria znakomicie wyjaśnia dylatację czasu w szybko poruszających sie obiektach. W obiekcie poruszającym się z prędkością światła czas płynie wolniej dla obserwatorów ponieważ struny nie są w stanie przekazać drgań. W obiekcie i dla obserwatorów znajdujących się w nim nic się nie dzieje jednak wydaje im się iż na zewnątrz czas się zatrzymał, ponieważ struny nie przekazały „informacji” o upływie czasu do znajdujących się na statku, oraz na odwrót dla obserwatora na zewnątrz struna nie przekazuje informacji o upływie czasu nas statku, choć dla niego nie dzieje się nic nie normalnego . Oczywiście przy mniejszych prędkościach strunie łatwiej przekazać informacje, co za tym idzie czas płynie nieco szybciej.
Czarnie dziury tak bardzo zaginają czasoprzestrzeń iż żadna informacja nie może wydostać się z poza horyzontu zdarzeń, prawdopodobnie wiadomość o upływie czasu także. Owe zapadnięte gwiazdy tak bardzo zaginają czasoprzestrzeń iż elementarne struktury wszechświata nie mogą przekazać upływu czasu. Masywne obiekty także zaginają strukturę świata co za tym spowalniają upływ czasu.
Jeśli chodzi o początki wszechświata oraz co się podczas nich działo moja teorii także ma coś do powiedzenia.
Czasoprzestrzeń co za tym idzie również struny w początkowej fazie wszechświata zostały ściśnięte do tzw. osobliwości punktu o nieskończonej masie gęstości lub innym czynniku o nieskończonej wartości. Pod wpływem ogromnego skupienia w jednym punkcie całej czasoprzestrzeni czas nie mógł w niej płynąć, czas stał w miejscu. Oczywiście na jednowymiarowe struny nie mogło działać ich ciśnienie ponieważ one same miejsca nie zajmują jako obiekty 1 wymiarowe, jednakże możliwe jest iż występowały tam czynniki o których dziś nie mamy pojęcia, doprowadzające do „ściśnięcia” strun.
Jeśli chodzi o samą teorię strun nie musi ona być prawidłowa, mogą być to inne elementarne obiekty zdolne do wibracji, i przekazywania czasu.

Wróć do „Nauki ścisłe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości