Trójpodział władzy

Dyskusje o polityce, politykach, wyborach itp.
Noqa
Posty: 100

Trójpodział władzy

Post#1 » 29 paź 2007, pn, 21:02

No właśnie, czy jest nam potrzebny? Rozumiem niezawisłość sędziowską, władza musi być równa w'obec prawa. Ale po co nam rozdział władzy ustawodawczej i wykonawczej? Żeby było się o co gryźć?

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#2 » 30 paź 2007, wt, 13:49

Trójpodział to trochę złe określenie.
Bo tak naprawdę rządzi parlament, który wydaje prawa.
Parlament może uciąć władzę sędziów, a sędziowie nie mogą zmienić praw parlamentu.
Sejm większością 2/3 głosów mógłby skazać na karę śmierci wszystkich sędziów, którzy orzekali w sprawach politycznych przed 1989 r. na niekoszyść oskarżonego.
Taki wyrok wymiar sprawiedliwości MUSIAŁBY wykonać.
Oczywiście sędziowie zaczęliby strajkować itp., ale w ustawie byłaby zapisana kara chłosty dla strajkującego sędziego i dość szybko władze porządkowe (policja) zrobiłaby porządek z niepokornymi sędziami :)


Demokracja bazuje na pewnych mitach i sloganach, które mają nieść obywatelowi informację, jaka ta demokracja jest demokratyczna i pięknie ułożona.
A rozdział władzy jak zwykle rozmywa odpowiedzialność. Nie wiadomo, czy ustawa była zła, czy wykonanie ustawy kiepskie, czy też może sędziowie źle poprowadzili proces.

Oczywiście samoograniczenie się tych organów władz jest o tyle dobre, że jedni kontrolują drugich. Każdy każdemu patrzy na ręce. Ale odbywa się to tylko na pożytek czwartej władzy czyli mediów. Bo jak już pisałem, tak na prawdę to media trzymają klucz do władzy.
Tak więc wzajemne kontrolowanie, a najczęsciej zrzucanie winy, odbywa się przed kamerami, gdyż bez tych kamer, te wszystkie władze szybko by się dogadały, by im było lepiej a obywatelom gorzej.
Wydawać by się mogło, że media są więc bardzo pożyteczne.
I owszem, możliwość kontrolowania władzy przez obywateli za pośrednictwem mediów, to rzecz dobra pod jednym warunkiem: że kontrolujący znają się na rzeczy.... a tak niestety nie jest.
Gros społeczeństwa to ludzie głupi, którzy dają się wpuszczać w maliny.
Media potrafią niszczyć ludzi, a zwykle jest tak, że najchętniej niszczą tych dobrych, którym powinęła się raz noga.

Zawsze podaję przykład Jezusa: czy gdyby okazało się, że miał romans z jakś kobietą, to czy ten fakt wpływa na to, że jego filozofia staje się mniej genialna?
Niestety, media potrafią ośmieszyć dobrą ideę, pokazując słabości człowieka, który tę ideę forsuje. Głupi ludzie myślą tak jak chcą media: skoro człowiek slaby to i idea słaba. Ludzie uwielbiają takie skróty myslowe. A poza tym od dawna ludzie chcą igrzysk, walk gladiatorów, krwi. I media to wszystko dostarczają. A polityczna śmierć jest tak samo widowiskowa jak pokazywanie wojny.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Noqa
Posty: 100

Post#3 » 30 paź 2007, wt, 18:07

Alchemiku, czy ty nie chorujesz czasem na colligus unificus? ;-) Bo każda twoje wypowiedź daje jakby ten sam wnioskiem, o czym by nie była.
W Polsce trójpodział jest - jest prezydent i Sejm, którzy mogą się wzajemnie blokować.
Ale nawet, jeśli chodzi o powoływany rząd, to nie rozumiem idei trójpodziału. Jets ona przedstawiana jako genialna myśl Monteskiusza, ale ja nie mogę zrozumieć, co może nam dać taki podział?

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#4 » 30 paź 2007, wt, 19:49

Noqa pisze:Alchemiku, czy ty nie chorujesz czasem na colligus unificus?
Być może... Najpierw musiałbym otrzymać rozszyfrowanie tej łacińskiej nazwy :)

Bo każda twoje wypowiedź daje jakby ten sam wnioskiem, o czym by nie była.
Jeśli dyskutujemy o politycy, to nie da się dojść do innych wniosków, niż takie, które piętnują powszechną demokarcję.


W Polsce trójpodział jest - jest prezydent i Sejm, którzy mogą się wzajemnie blokować.
Nie. Jeśli lojalni wobec Ciebie ludzie wypełnią w 2/3(+1) ławy sejmowe, to możesz zlikwidować urząd prezydenta, zmienić konstytucję, odwołać niezawisłość sędziów i siebie mianować Najwyższym Namiestnikiem Światowida w Polsce :)
Władza jest tam, gdzie ostatecznie można wszystkie inne formy władzy znieść.
A więc władza jest tylko w pqarlamencie, który nawet może zdelegalizować media...
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Noqa
Posty: 100

Post#5 » 30 paź 2007, wt, 21:08

Być może... Najpierw musiałbym otrzymać rozszyfrowanie tej łacińskiej nazwy


colligus - wniosek unificus - zunifikowany (chyba, moja łacina jest mocno łamana)

Jeśli dyskutujemy o politycy, to nie da się dojść do innych wniosków, niż takie, które piętnują powszechną demokarcję.


No dobrze, ale ty ciągle dochodzisz do tej samej kwestii, mimo, że pytanie nie jest z nia związane.

Jeśli lojalni wobec Ciebie ludzie wypełnią w 2/3(+1) ławy sejmowe


Dla formalności 4/5

Ale odchodzisz od tematu i mojego pytania. Czy sama idea oddzielenia włady ustawodawczej od wykonawczej jest dobra i jakie ma zalety? I nie obchodzi mnie czy to Polsce jest czy nie.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#6 » 30 paź 2007, wt, 21:35

Żeby odpowiedzieć na twoje pytanie, musisz zdefiniować co rozumiesz pod pojęciem "rozdzielenia władzy".
Bo jeśli ja jestem prezesem firmy, siedze na Hawajach i codziennie dzwonię i daję dyspozycję mym zastępcom, to znaczy, że jestem władzą ustawodawczą (daję ustawy, rozkazy), natomiast od relizacji tych rozkazów mam ludzi, którzy wprowadzają je w czyn, często również rękoma jeszcze innych osób.

Wynika z tego, że nie ma "władzy" wykonawczej. Bo wykonywanie cudzych postanowień nie jest władzą; nazwać to nalezy jakąś formą prerogatyw, nadzoru nad wykonaniem ustaw, ale nie władzą.
Z jednym wyjątkiem: gdy ustawa pozostawia pewien margines wyboru urzędnikowi to ma on władzę.
Jeśli z Hawajów dzwonię do mych zastępców i mówię, że mają zbudować fabrykę sprzętu naukowego, ale wybór miejsca oraz kwestię projektu pozostawiam w ich gestii, to wtedy mają w tym zakresie pewną władzę.
Jest to rodzaj wygodnictwa oraz ewentualnie szybkości reagowania na zmienne warunki. Bo ja będąc na Hawajach mam wyłączoną komórkę i tylko raz dziennie a czasem raz w tygodniu dzownię do firmy - wtedy moi zastępcy mają tyle władzy, by mogli sami decydować w ważnych sytuacjach.
Podobnie działa "rozdzielenie" władzy.
Poza tym unika się w ten sposób "humorów" ustawodawcy.
Gdyby każdą decyzję podejmowano w wyniku głosowania, to trwałoby to bardzo długo. A tak zostawia się pewien wybór ministrowi a potem się go rozlicza za całokształt i osiągnięcia (teoretycznie).
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Noqa
Posty: 100

Post#7 » 31 paź 2007, śr, 01:07

Żeby odpowiedzieć na twoje pytanie, musisz zdefiniować co rozumiesz pod pojęciem "rozdzielenia władzy".


To co nalezy rozumieć przez "trójpodział władzy według Monteskiusza" Ja tego nie wymślałem ;-)

Bo jeśli ja jestem prezesem firmy, siedze na Hawajach i codziennie dzwonię i daję dyspozycję mym zastępcom, to znaczy, że jestem władzą ustawodawczą (daję ustawy, rozkazy), natomiast od relizacji tych rozkazów mam ludzi, którzy wprowadzają je w czyn, często również rękoma jeszcze innych osób.


Ale np. prezydent nie jest już sterowany przez ustawodawców. (Pomińmy te kwestie ze zmianami konstytucji) I trzeba pamietać, że parlament nie jest jednorodnym ciałem, tylka zbitką wielu decyzyj. I veto prezydenta może odebrać mu zdolność do podjęcia konkretnej.
Nawet rząd jest tworem o dość dużej władzy - np. może znieść płacę minimalną, ustalając ją na 0,01 zł.

Oczywiście tak wygląda praktyka. A jak to jest z teorią?
Może najpierw trzeba odpowiedzieć, czy w Polsce panuje trójpodział władzy. A jeśli nie, to czy jest sens aby go wprowadzać.
Jesli jednek jest to pytanie brzmi: co nam to daje?

Wróć do „Polityka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość