"Japonia" nie równa się "jakość"?

Technika, technologia, inżynieria, rzemiosło, medycyna itp.
Awatar użytkownika
pofririon
Posty: 25

"Japonia" nie równa się "jakość"?

Post#1 » 08 paź 2006, ndz, 12:29

Wklejam link do artykulu z gazety wyborczej:

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 62878.html

Zastanowila mnie jedna rzecz, czy rzeczywiscie nowe pokolenia Japonczykow osiadlo na laurach i zdaje sie, ze jesli juz kraj osiagnal wysoki poziom na arenia miedzynarodowej, to nie musza sie specjalnie wysilac. A podobno japonskie uniwesytety naleza do najlepszych.
"Intelektualista to człowiek,
który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso. "

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Socjologia

Post#2 » 08 paź 2006, ndz, 18:05

Ciekawy artykuł, ale taki trend jest oczywisty dla każdego analityka socjologii i ekonomii.
Prezesi dużych korporacji są jak szefowie oligarchicznych państw pseudokomunistycznych. Jedyne co ich interesuje to zwiększenie sprzedaży, nawet kosztem jakości i marki. Można to nazwać wyprzedażą marki. Tak na przykład czynią szefowie HP. Kiedyś ta firma produkowała sprzęt tak dobrej jakości, że drukarka mogła pracować 15 lat bez problemu. Dziś sprzęt HP psuje się szybko, a firma spadła do poziomu no-name'ów. Dlatego opłaca się kupowac stare drukarki HP, bo one podziałają dłużej niż nowe.

Druga sprawa to brak biedy. Bieda i ryzyko śmierci są najlepszym motorem postępu i siły narodu.
Gdy 60 lat temu ktoś odwiedzał Grenlandię, to spotykał ludzi zahartowanych w "boju", którzy spotykali się ze śmiercią każdego dnia.
Dziś Grenlandczycy, rozpieszczeni przez system opieki socjalnej z Danii, to naród, w którym dużo jest osób uzależnionych od alkoholu.

Tygrysy azjatyckie budowały i budują swoją potęgę na dwóch czynnikach:
1) tania siła robocza i brak konieczności zapewnienia opieki socjalnej
2) kapitalizm

Młode azjatyckie demokracje, w których jeszcze nie wprowadzono opieki socjalnej, są państwami, gdzie istnieje system proponowany przez UPR.
Taki system sprzyja rozwojowi. Ludzie pchają się na kierunki techniczne, bo po nich jest lepsza praca. W Japonii, gdzie ludzie są już bogaci i leniwi, młodzież może wybierać kierunki artystyczne, które nie wiążą się z planami dużych zarobków, ale ze spokojnym i miłym życiem :)

Niestety tylko zagrożenie życia swojego lub rodziny powoduje, że ludzie walczą. Oczywiście zawsze pozostaną jednostki ambitne, ale takich ludzi jest zwykle mało...
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Re: "Japonia" nie równa się "jakość"?

Post#3 » 10 paź 2006, wt, 06:44

pofririon pisze:Wklejam link do artykulu z gazety wyborczej:

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 62878.html

Zastanowila mnie jedna rzecz, czy rzeczywiscie nowe pokolenia Japonczykow osiadlo na laurach i zdaje sie, ze jesli juz kraj osiagnal wysoki poziom na arenia miedzynarodowej, to nie musza sie specjalnie wysilac. A podobno japonskie uniwesytety naleza do najlepszych.


Czytalem bardzo podobny artykul o Korei. Poprostu Azja normalnieje. A mlode pokolenie nie chce juz sie zachorowywac na smierc. Chce miec cos z osiagniec rodzicow, co prawda rosnie tez spora grupa, ktorej sie w ogole nie chce pracowac ale to tez normalne.
Chcoby u mnie, dlaczego lab ma wyniki, ale jak studenci pracuja od 10 do polnocy to musza byc wyniki prawda?
Nie musza byc dobre ale jakies tak. Tylko czy to normalne pracowac wiecej niz 12 godzin dziennie? I jesli za kilka lat studenci beda chcieli pracowac mniej na uczelni bedzie tragedia, ze jacy Ci mlodzi leniwi, ze Japonia sie sypie itd, a przeciez to z drugiej strony normalne, ze student tez oprocz uniwerku i spania moze chciec miec czas na cos innego, prawda? A w artykule zeby zapobiec lenistwu studentow kaza im kuc na pamiec jakies rozdzialy z poematow, kretynizm, powystrzelalbym takich sadystow. Japonskie szkolnictwo wymaga reformy wlasnie zeby takich reformatorow wytepic, na razie panuje tu system sredniowieczny, przynajmniej w szkolnictwie podstawowym i srednim, na uniwerkach jest juz lepiej.

Awatar użytkownika
Asteria
Posty: 35

Post#4 » 10 paź 2006, wt, 20:17

Chcoby u mnie, dlaczego lab ma wyniki, ale jak studenci pracuja od 10 do polnocy to musza byc wyniki prawda?


Hmm.... Zawsze mie to dziwilo, jak wyglada praca naukowa, kiedy spedza sie po 12-14 lub wiecej godzin na uczelni. W "normalnej" pracy w wiekszosci przypadkow, jesli szef widzi, ze spedzasz wiecej czasu niz powinienes, oznacza to po prostu ze nie wyrabiasz sie z robota, albo masz za duzo obowiazkow. Natomiast w pracy naukowej (a w Japonii chyba zwlaszcza) jest to normalne... Co bys w tym czasie nie robil, wazne chyba jest to ile czasu spedzasz na uczelni. Mozesz zbijac baki, siedziec na internecie, w miedzyczasie wychodzic na zakupy, a tak naprawde 50% czasu pracy jest efektywne. Mozna to bardzo latwo sprawdzic przez tzw. autoobserwacje, czyli obserwacje samego siebie - zapisujesz wszystkie czynnosci jakie wykonales w ciagu dnia w pracy i wyliczasz ile jest nieefektywnego czasu. Niektorych nie da sie wyeliminowac. Ile razy w laboratorium czekalo sie kilkanascie godzin na koniec reakcji, ale przeciez w miedzyczasie mozna robic inne rzeczy zwiazane z praca i jestesmy "do przodu" z robota. Jedna pani doktor z mojej uczelni spedzila troche czasu w Japonii i mowila, ze Japonczycy robili zdziwione miny, kiedy po SKONCZONEJ pracy wychodzila o 17-tej... Mnie to jakos nie dziwi... To chyba tylko kwestia organizacji. I moze fakt, ze Japonczycy przestaja zarzynac sie w pracy oznacza, ze juz dorosli i zrozumieli, ze oprocz pracy jest jeszcze normalne zycie... Bo nie jest wazne ile czasu spedzasz w pracy, ale ile tak naprawde w tym czasie zrobisz. Chyba, ze ktos lubi pracowac na raty.

Awatar użytkownika
Asteria
Posty: 35

Post#5 » 10 paź 2006, wt, 20:19

oczywiscie cos mi sie tu pomieszalo i to co mialo byc cytatem, bylo odpowiedzia, a zacytowalam swoja odpowiedz na post ;-)

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Fascynacja

Post#6 » 10 paź 2006, wt, 23:03

Ale jest jeszcze jedna możliwość: gdy praca nas fascynuje! Gdy robimy to co kochamy. To tak jakby filatelista pracował w sklepie ze znaczkami. Nie miałby ochoty z niej wychodzić :)

Praca, która jest jednocześnie hobby, to najlepsza opcja dla uczonego - wtedy taki uczony siedziałby w "pracy" po 12-14 godzin dziennie.
Uczelnia, gdyby była mądra, to dałaby takiemu uczonemu mieszkanko blisko labu oraz służącą do robienia porządków i posiłków (często tacy zapaleńcy nie mają czasu na żonę) :)
Tacy ludzie są najbardziej produktywni, ale system w Polsce daje takim ludziom tyle samo co zwykłym "pracownikom" niestety.

Problem w tym, że fascynatów jest mało... to właśnie oni często robią największe odkrycia :)
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Wróć do „Pozostałe nauki i Technika”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron