Obcokrajowcy

Informacje gdzie znaleźć ciekawe miejsce na staż (postdok)
Szymon
Posty: 3

Obcokrajowcy

Post#1 » 26 wrz 2006, wt, 20:41

Jako, ze zblizam sie do konca doktoratu, zastanawiam sie nad kontynuacja jako postdoc za granica :shock: . Mam jedno pytanie, jaka atmosfera panuje w srodowisku miedzynarodowym. Czesc z was byla albo jest w roznych miejscach. Z jednej z ankiet wynika, ze Japonia jest zaraz po Stanach. Choc o Stanach sa rozne opinie. Nie jest ciezko? Czy mozna liczyc na wsparcie ze strony rodakow :?: Z jakimi ludzmi pracujecie, tzn z jakich krajow. Bardzo mnie to ciekawi, bo oprocz researchu w obcym kraju chyba to jest doskonala okazja do poznania innych ludzi. Dziekuje za wszelkie wskazowki. :D

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#2 » 27 wrz 2006, śr, 06:43

Czy jest ciezko, na poczatku na pewno ale jest tez i podniecenie nowym miejscem. Wiekszosc oczywiscie zalezy od laboratorium do ktorego sie trafi, czy bedzie to ktos w porzadku czy psychopata, chodzi o szefa.
Na poczatek zalecam obserwacje jak najwieksza jak postepuja inni, a szczegolnie tubylcy, zeby sie dopasowac.
W Stanach chyba generalnie jest najciezej, choc mozna tez zdobyc najwiecej dobrych wynikow ale mozna i nic nie zdobyc, zwykle tez tam kazdy kazdemu wrogiem. W Japonii roznie. W Europie mozna tez trafic bardzo zle, na przyklad Szwajcaria ma dosyc zla reputacje jesli chodzi o szefow. a jesli chodzi o nauke dobra. W ogole trudno napisac, ze jakis kraj jest lepszy niz inny, czy nawet uniwersytet, najwazniejsze jest jaki jest szef, jaki jego poziom i jakim jest czlowiekiem, choc to jest troche mniej wazne. Lepiej byc u wrednego szefa co robi dobra nauke niz u milego co udaje nauke.
Czy mozna liczyc na wsparcie ze strony rodakow, jesli tacy sa chyba mozna, jesli w tym samym lab, to juz bym byl ostrozny, ogolnie obcokrajowcy konkuruja miedzy soba bardziej niz w stosunku do tubylcow. Ja raczej wolalem sie trzymac blizej tubylcow niz innych obcych, a jelsi jzu obcokrajowcy to raczej nie zbyt blisko zwiazani z miejscem pracy. Nie ma tez co sie zamykac w geccie obcokrajowcow.
Z tym, ze zwykle z tubylcami trudniej nawiazac kontakt niz z innymi obcymi ale przyjaznie poczynione z tubylcami zwykle sa trwale, z obcokrajowcami zwykle interesowne i tymczasowe.
Oczywiscie postdok to jest swietna okazja do poznania innych ludzi, kultur, zwiedzania (choc z czasasem bywa roznie).
Mozna nawet pojechac do Chin na postdoka ale uwaga podobno z Chin nie mozna wywiezc za granice ani grosza, trzeba wszystko przejesc na miejscu.
Poza tym nie wiem czy jakas pomoc od innych obcokrajowcow jest potrzebna, w czym? W USA i tak zwykle kazdy musi sobie radzic sam i nikt mu nie pomaga, W Japonii wszystko za Ciebie i tak staff z lab zalatwi,
w Europie tez raczej pomagaja obcokrajowcowi zalatwic formalnosci, mieszkanie itp. A jesli chodzi o pomoc w sprawach naukowych, to zdarzaja sie altruisci co w czyms pomoga ale to nei czeste przypadki.
Generalnie im z biedniejszego kraju im z wiekszymi komplekasami tym bardziej sa nastawieni na sukces chocby po Twoim trupie.
Nie licz na fair zachowanie innych wspolpracownikow obcokrajowcow z lab to sie najwyzej milo rozczarujesz.

Awatar użytkownika
Asteria
Posty: 35

Post#3 » 27 wrz 2006, śr, 22:13

A Ty Mariuszu, zawiodles sie na obcokrajowcach (czy swoich rodakach, choc pewnie ich tam malo albo wcale) robiac postdoca za granica? Bo chyba jest to "zaleta" czysto polska - relacja Polak-Polak za granica.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#4 » 28 wrz 2006, czw, 05:58

Na obcokrajowcach oczywiscie, nawet teraz mamy goscia w lab z ktorym sie nie da pogadac, ciagle cos knuje jakby tu byc najlepszy, albo lepiej jak sie najlepiej pokazac, bo naukowo wynikow nie ma, za to pelne zapatrzenie w siebie. Co do Polakow z poza pracy sie nie zawiodlem, a w pracy byla tylko jedna sytuacja, ze byl Polak, zawiesc sie na nim nie zawiodlem ale komunikacja byla trudniejsza niz z Japonczykami mimo wspolnoty jezykowej i kulturowej.

Awatar użytkownika
Asteria
Posty: 35

Post#5 » 28 wrz 2006, czw, 21:57

Mowisz "oczywiscie", jakby to bylo oczywiste. Pracuje w miedzynarodowym srodowisku i widze, ze tutaj jest inaczej. Obcokrajowcy trzymaja sie razem, choc nie stronia od innych "nierodakow". Spedzamy czasem wspolnie wolny czas, nikt w nikim nie widzi wroga ani zagrozenia. I jak dla mnie jest to po prostu niezrozumiale, jak ludzie tej samej narodowosci nie moga sie dogadac "na obczyznie'. Ale z pewnoscia sie takie sytuacje zdarzaja, choc wedlug mnie, nie ma to znaczenia w jakim miejscu, czy w Polsce, czy na drugim koncu swiata. Sytuacja, kiedy ktos wyjezdza z kraju, aby robic kariere naukowa jest pewnie bardziej znaczaca niz wtedy, kiedy robi sie kariere naukowa na miejscu. Czlowiek mysli wtedy "jednak jestem cos wart", mocniej wierzy we wlasne sily, czuje sie pewnie, ale z drugiej strony boi sie, ze ktoregos dnia znajdzie sie ktos, kto ten sukces powtorzy. I najtrudniej bedzie sie z tym pogodzic, jesli bedzie to rodak... czyli jedziemy na tym samym wozku, z ktorego ktos musi zejsc... Moze to zazdrosc, moze to strach, ze ktos moze zajac nasze miejsce...? Cz to w pracy naukowej, czy w kazdej innej, jest taka sama sytuacja. Najwazniejsze, aby nie popasc w paranoje. Zasada jest prosta - "rob to, co do Ciebie nalezy i rob to jak najlepiej potrafisz". W Polsce, za granica... Wtedy na pewno jest sie latwiej porozumiec, zarowno z tubylcami jak i z obcokrajowcami. Do dziela!

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#6 » 29 wrz 2006, pt, 10:06

"rob to, co do Ciebie nalezy i rob to jak najlepiej potrafisz"
to jest prawie doslowne tlumacznie japonskiego powiedzenia :)

Ale niestety z ludzmi roznie jest i czego sie nauczylem, nie raz sie parzac, nie mozna ludziom ufac, a szczegolnie tym z pracy. Oczywiscie inaczej to wyglada w firmach inaczje na uczelniach.
W Polsce z tego co slyszem na uczelniach jest fatalnie, poniewz kasy nie ma trwa walka o ogien, nie wiele rozniaca sie od tej w polityce.

Jak ludzie tej samej narodowosci nie moga sie dogadac widac przeciez najlepiej w Polsce. Za granica jest oczywiscie lepiej, Polacy bardziej ze soba trzymaja, pomagaja sobie wiecej niz w Polsce. Niezdorwa konkurencja w miejscu pracy wynika glownie z winy szefa, ktory do tego dopuszcza, promujac np pupilkow swoich.
No ale najciekawsze opowiesci sa z USA, zatrudnia sie na przyklad dwoch postdokow na ten sam temat nei zeby wspopracowali ale ktory sie lepiej wykaze, no i jak sie domyslacie taki uklad jest koszmarny. Oczywiscie ten ktory wygra powie, ze bylo super, z jego punktu widzenia wszytsko jest w porzadku. A ten co przegra w wyscigu czetso nic nie mowi bo mu wstyd. Jesli kazdy pracownik ma swoja dzialke, swoj temat zwykle spiec nie ma, gorzej jesli do jednego tematu jest zatrudnianych wiecej osob.
No ale nie ma co narzekac, wystarczy nei byc dobrym samarytaninem to sie czlowiek nie przejedzie na innych. My za czetso probowalismy tu pomagac nowym zeby nie popelnaili naszych bledow i to sie na nas zemscilo.
No i na podsumowanie , najgorsi sa tacy ktorzy sie chca przyjaznic, sa super koledzy, a za plecami obrabiaja, czasami trzeba nawet lat by sie o tym dowiedziec przez kogo sie mialo problemy.
Acha no i ejszcze oczywiscie tez slyszalem o takich laboratoriach gdzie panuja stosunki jak w rodzinie, serdeczne, przyjazne i nie ma zadnych problemow miedzyludzkich ale jak juz pisalem to glownie zalezy od szefa.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#7 » 29 wrz 2006, pt, 14:59

Myślę Mariuszu, że mylisz się w niektórych kwestiach.
Otóż uważam, że większosć ludzi jest dobra, natomiast krzywdzą inne osoby z następujących powodów:
- lenistwo
- psychologiczny mechanizm obronny, który każe zrzucać winę za swoje błedy na innych (często podświadomie)
- brak dobrej komunikacji międzyludzkiej (czyli niedogadanie się)
- gadulstwo
- emocjonalna samotność (szukanie w każdym przyjaciela)

Lenistwo powoduje, że ludzie nie wywiązują się z przyżeczeń, popełniają błędy itd. Wtedy wchodzi w użycie powód numer 2, bo ludzie nie chcą się przyznać (nawet przed samym sobą), że zrobili błąd i że to ich wina.
Wtedy właśnie "korzystają" z przyjaźni i część winy chcą (podświadomie) przekazać przyjacielowi.
Trzeci powód jest prozaiczny. Często dwie osoby coś do siebie mówią, ale się nie rozumieją. Nie potrafią odczytać wzajemnych emocji, mają problem ze zrozumieniem treści zawartych w komunikacyjnym przekazie.
Czwarty i piąty powód się często łączą. Gadulstwo powoduje, iż nasi przyjaciele mają tendencję do rozpowszechaniania tajemnic. Nie robią tego złośliwie. Biorąc pod uwagę piąty powód, takie gadulstwo jest zrozumiałe - po prostu te osoby chcą się z każdym zaprzyjaźnić, więc przekazują cały zasób wiedzy, który posiadają, by w ten sposób wkupić się w łaski nowego znajomego.
Ważne jest, że często to co uważamy za zdradę, czy działanie na naszą szkodę (podkopywanie i wygryzanie), są to de facto działania niezamierzone i niezłośliwe. Wręcz często mogą wynikać z dobrych chęci.

Ale czasem, gdy dochodzi do konfliktu na tle któregoś z tych powodów, to nasz przyjaciel nadal ma włączony mechanizm obronny, który powoduje, że nie chce się przyznać do błędu. Zamiast go więc przyciskać do muru, lepiej z nim spokojnie porozmawiać.
Brak właściwej komunikacji między ludźmi powoduje, że popadają w konflikt. Często winne są obie strony, ale każdy myśli "to tamten chciał mnie wrobić...".
Gdy przyjrzymy się często zwaśnonym stronom, to łatwo zauwazyć, że jakiś drobny błąd jednego człowieka wywołał cała falę błędów drugiej strony, i taka spirala "zemsty" postawiła ich przeciwko sobie.
A w Polsce szczególnie ludzie wstydzą się przyznać do błędu, a każdy ma się za najmądrzejszego.
Łatwo to dostrzec w środowiskach emigrantów. Gdy się rozmawia z każdym z osobna, to każdy twierdzi, że to on jest dobry i normalny, a cała reszta to złodzieje, oszuści, kombinatorzy, niemili, zawistni i chciwi ludzie, którzy innym Polakom tylko szkodzą. Ciekawe jest jednak to, że ta opinia jest tak często powtarzana przez większość. Skoro tak to znaczy, że ludzie dali się zmanipulować (np. mediom), które straszą ludzi innymi ludźmi.
Po drugie Polaków nie nauczono tolerancji i obiektywizmu. Natomiast jest duża podejrzliwość wobec innych. Każdy błąd innego polaka traktujemy jako perfidny i zaplanowany atak wynikający ze zła, które jest w tym człowieku.
A tak na prawdę większosć ludzi jest dobra. Ewentualne zło dzieje się niechcący. Oznacza to, że takie zło powinno doczekać się zrozumienia, bo każdy czasem zrobi coś głupiego. Dlatego należy ufać w dobroć innych ludzi i nie zamykać się we własnej skorupie. Bo wtedy to zamknięcie będzie znów potwierdzeniem jacy ci Polacy to niemili i niepomocni ludzie.

Istnieje ciekawe zjawisko związane z wzajemną nieufnością Polaków. Otóż często łatwiej jest Polakowi zaufać obcokrajowcowi niż drugiemu Polakowi. Jest to dowód, że Polacy chcą ufać i chcą byc dobrzy.
Jednak ta wyuczona podejrzliwość wobec własnej nacji powoduje, że nie chcemy obdarzać zaufaniem innych Polaków i tym samym sami stajemy się tacy jak "tamci".
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#8 » 30 wrz 2006, sob, 10:41

No wlasnie w naszym lab mamy nakaz, ktory podpisujemy jako jedno z 10 przykazan obowiazkowych: komunikowac sie miedzy soba.
Wiekszosc problemow z obcokrajowcami to wlasnie brak tego komunikowania sie. Ale tego sie nie przeskoczy, jesli ktos Ci mowi w twarz, ze on uwaza ze kazdy powinien pracowac sam i wspolpraca to jest absurd to sie tego nie da przeskoczyc, a pozniej wychodza takie fajne kwiatki, ze gosciu w tajemnicy zeby zablysnac narobil sie i przedstawia to pozniej na seminarium. Co sie okazuje, ze robil to co robila wczesniej moja zona, szef sie wkurza na zone, ze czemu mu tego nie powiedziala, a jak miala powiedziec skoro gosciu robil to w tajemnicy?

No i zapomniales Alchemik o podstawowym powodzie problemow w pracy z innymi, jest to chora ambicja. Moze nie wszedzie to wystepuje, nie w kazdym srodowisku ale w naukowym jak najbardziej. Problem ten zwykle wynosi sie z domu rodzinnego gdzie syneczkowi wmawiali jaki to on jest doskonaly, w zyciu niestety wychodzi, ze nie i jest problem jak dorownac mitowi wyniesionemu z domu. Stad tez pewnie moje uprzedzenie do Azjatow, ktorzy wydostali sie z biednych krajow i koniecznie chca pokazac jacy to oni teraz sa super, ze nie sa gorsi, a nawet sa lepsi, jakie to oni sukcesy osiagaja, jacy sa madrzy. I co smieszniejsze zachowuja sie tak szczegolnie Ci co juz duzo osiagneli w Stanach, duma z nich wycieka, chwala sie ile sie da, wymieniaja swoje wszystkie mozliwe tytuly i osiagniecie przy byle okazji, a jak sie o cos ich poprosi to oczywiscie, ze pewnie ale pozniej i w ogole e-mailem to napisza, potem oczywiscie czlowieka olewaja.
Zreszta czyz nie przez chora ambicje sa wszystkie nieszczescia, wojny, terrorysci?

Awatar użytkownika
pofririon
Posty: 25

Post#9 » 30 wrz 2006, sob, 12:32

Mariuszu, po uwaznym przeczytaniu Twoich postow zastanawiam sie, skad biora sie Twoje problemy z obokrajowcami? Wynika z tego, ze po prostu nie lubisz innych. Skoro wszyscy wokol Ciebie sa zli, to moze w Twoim zachowaniu jest cos nie tak? Co w tym zlego, ze ludzie sa ambitni? Do momentu, kiedy ktos nam nie przeszkadza i nie robi problemow, uwazam, ze to jak najbardziej pozadane. Gorzej, jak ktos nie ma zadnych aspiracji w pracy naukowej.
A wiec moze problemy interpersonalne to poprostu zazdrosc, moze to obawa, a moze w koncu lenistwo (jak wspomnial Alchemik)?
Oczywiscie, zawsze jestesmy troche nieufni w stosunku do "nowych", zwlaszcza w pracy. Dlatego , kiedy szef nas pyta: co sadzisz o tym czy o tamtym, nie powinno sie mowic ani w samych superlatywach (zeby sie przypadkiem nie zawiesc), ani bron boze ZLE, bo jednym glupstwem mozna zniszczyc komus kariere naukowa juz od samego poczatku. Zwlaszcza jak pracujesz dluzej, i jestes pierwszy, ma sie zawsze obawe- czy ten mnie czasem nie "wygryzie". Wtedy odzywaja sie mechanizmy obronne, ktore jesli ma sie cos na sumieniu przybieraja forme "ofensywna".

Ale tego sie nie przeskoczy, jesli ktos Ci mowi w twarz, ze on uwaza ze kazdy powinien pracowac sam i wspolpraca to jest absurd to sie tego nie da przeskoczyc, a pozniej wychodza takie fajne kwiatki, ze gosciu w tajemnicy zeby zablysnac narobil sie i przedstawia to pozniej na seminarium. Co sie okazuje, ze robil to co robila wczesniej moja zona, szef sie wkurza na zone, ze czemu mu tego nie powiedziala, a jak miala powiedziec skoro gosciu robil to w tajemnicy?

Druga sprawa, do dyskusji tematow i projektow naukowych sluza seminaria. Wtedy kazdy dowiaduje sie, co kto i jak bedzie robil, takze de facto, nic nie jest w tajemnicy. Logiczne jest, ze po takim seminarium nastepuje inne, gdzie omawiane sa wyniki (chyba, ze nikt nie zwraca uwagi na to co bylo zaplanowane wczesniej i z tego bierze sie samowola). Mysle, ze do kazdego projektu naukowego nalezy podejsc powaznie, czyli nie po prostu 'odbebnic' jakis plan, ktorego potem sie nie zrealizuje. Poza tym mysle, za osoby pierwsze w labie powinny same wprowadzic nowych w tematyke, anie czekac az te zapytaja. Wyobraz sobe, ze ktos po prostu wstydzi sie pytac, zeby nie okazal sie jakims niedouczonym. Nie sadze, zeby ktos po prostu uprawial samowole naukowa. Chyba kazdemu zalezy na publikacjach, a nauka to nie kuchnia, musi by jakis plan. A moze "inni" obcokrajowcy dyskutuja ze soba, a Ty jestes odizolowany. A czy sam dyskutujesz z innymi?

Inteligencja i ambicje nie majz zwiazku z jakiego kraju pochodzimy. Wiecej, ludzie biedniejsi, bardziej doceniaja swoja praca i sa bardziej zaangazowani. Prosty przyklad czlowieka, ktory skonczyl studia a pochodzi z rodziny biednej i niewyksztalconej, pokazuje, ze potrafi bardziej docenic swoja prace i wykazuje duze zaangazowanie.
Niestety, Polska jest krajem mniej rozwinietym niz niektore kraje azjatyckie. Jestem tutaj i codziennie zmagam sie z bolesna rzeczywistoscia. A co do Chin, staja sie przemyslowa potega i smialo konkuruja z krajami takimi jak Stany czy Japonia.

Szkoda, ze tyle w tobie niecheci do ludzi, zwlaszcza do tych, z ktorymi pracujesz. Czy od razu zalozyles, ze wszyscy sa zli?


<Zreszta czyz nie przez chora ambicje sa wszystkie nieszczescia, wojny, terrorysci?>

"Gniew głupiego wyraża się w słowach, a gniew mądrego - w czynach"
"Intelektualista to człowiek,
który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso. "

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Post#10 » 02 paź 2006, pn, 04:04

Mariusz pisze:No i zapomniales Alchemik o podstawowym powodzie problemow w pracy z innymi, jest to chora ambicja.
Nie, nie zapomniałem. Zauważ, że mój post dotyczył głównie ludzi dobrych, którzy niechcący wchodzą w konflitk z innymi dobrymi osobami.
Ale oczywiście poza osobami dobrymi są też i takie, które ewidetnie idą do przodu po trupach. Ale takie osoby mnie nie interesują, bo o ile nie da się ich resocjalizować, to ich eliminacja poprzez konflikt mnie nie interesuje.

Stad tez pewnie moje uprzedzenie do Azjatow, ktorzy wydostali sie z biednych krajow i koniecznie chca pokazac jacy to oni teraz sa super, ze nie sa gorsi, a nawet sa lepsi, jakie to oni sukcesy osiagaja, jacy sa madrzy. I co smieszniejsze zachowuja sie tak szczegolnie Ci co juz duzo osiagneli w Stanach, duma z nich wycieka, chwala sie ile sie da, wymieniaja swoje wszystkie mozliwe tytuly i osiagniecie przy byle okazji
Chwalenie się jest czymś dobrym, bo człowiek i tak ma wielką ochotę by się chwalić, a gdy kultura mu tego zabrania to stara się to w sposób sztuczny osiągnąć, co zwykle wychodzi na gorsze.
W Polsce jest taka mania (wyniesiona chyba z socjalizmu), że nikt nie chce się chwalić i reklamować swoje osiągnięcia. A gdy ktoś tak robi, to uważa się go za wyrzutka i kogoś złego.
Gdy ktoś sobie kupi piekny (i drogi) samochód to wszyscy zawistnie myślą "ale szpaner", natomiast za granicą ludzie, którzy uczciwie zarabiają i mają fantazję by kupić sobie jakieś piekne auto, są podziwiani. W końcu auto się kupuje za to co człowiek ciężko wypracował.
A u nas ciągle bogactwo jest jakimś synonimem złodzieja, przekrętów itp.

U Ciebie Mariuszu zdiagnozowałbym takie uczucie zawiści, że inni się mogą chwalić, a Tobie (jako Polakowi) nie wypada. Może czas by skorzystać z lekcji asertywności i jeśli zrobisz coś dobrze to się chwal. W końcu jeśli zrobiłeś coś dobrego to masz prawo. Wydawaj pieniądze na bajeranckie przedmioty i pokazuj jaką masz ułańską fantazję. W ten sposób będziesz na prawdę sobą. Przecież pieniędzy nie ukradłeś i jesli masz ochotę kupić sobie coś pięknego to kup i pokazuj.
W Polsce może powiedzą, że szpaner, ale za granicą powiedzą "ten to ma fantazję".


Zreszta czyz nie przez chora ambicje sa wszystkie nieszczescia, wojny, terrorysci?
Nie tylko. Wojny są przez ludzi złych, którzy manipulując dobrymi ludźmi są w stanie wywołać u tych ostatnich gniew na innych ludzi.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#11 » 02 paź 2006, pn, 07:49

pofririon chyba mnie nie lubi.
Krotko, nie z kazdym obcokrajowcem sa problemy, problematyczni sa mniejszoscia na szczescie.
Ludzie ambitni sa w porzadku, jesli nie jest to chorobliwe i nie prowadzi do cwaniactwa i wykorzystywania innych by kosztem ich pracy wyplynac.
Nie pisze to z pozycji zazdrosci, nie narzekam na swoje wyniki, zadnemu obcokrajowcowi tu sie nie udalo miec ich tyle co ja.
Wkurzaja mnie tylko Ci (dodaje niezbyt liczni) obcokrajowcy ktorym sie pomoglo, a pozniej oni sie brzydko zaczeli zachowywac, no i tacy ktorzy zgrywaja geniuszow, na chemii sie nie znaja, a wyniki kradna Japonczykom. Wystarczajaco dosadnie sie wyrazilem?
W przypadku pytania co o kims sadzisz, staram sie wcale nie odpowiadac lub pozytywnie. Zreszta to najwiekszy plus tego lab, tu raczej donosicielstwa do szefa nie ma.
No i u nas seminaria sa za rzadko zeby tylko na nich omawiac wyniki dyskutowac itp i bardzo dobrze, nie do wszystkiego szef jest potrzebny ale jesli nad danym tematem pracuje 10 osob to musza ze soba rozmawiac inaczej taka praca nie ma sensu. Mowie o dokladnie tym samym temacie. Musi byc jakis podzial pracy bo inaczje robi sie balagan i praca jest nieefektywna.

Kazdemu nowemu obcokrajowcowi mowie jak jest w lab radze itd itp, bo bardzo latwo tu na poczatku podpasc szefowi nie znajac ani japonskiej kultury ani stylu pracy, niestety nie kazdy obcokrajowiec chce tego sluchac, ze niby sie wymadrzam, ze sami wiedza lepiej (jeden gosciu powiedzial mi to w twarz ale poniewaz byl synem szefa IUPAC to mogl sobie popelniac bledy i robic co chcial i tak szef go nie tykal), no ale to pol biedy, najgorsi sa tacy (na szczescie do tej pory tylko jeden sie taki trafil, no mzoe dowch) ktorzy rady owszem wykorzystuja, pomoc przyjmuja, a pozniej za plecami prowadza wojne. Nie chce mi sie o tym pisac, za duzo by tlumaczyc ale bardzo nieprzyjemna sytuacja.
W wiekszosci przypadkow jednak Nowi sa w porzadku.
Najlepiej dziala jednak jak sie ich nie zdarzy uprzedzic i podpadna czyms szefowi, dostaja wtedy porzadna bure i staja sie grzeczni i mili. To naprawde pomaga, wiec sam juz teraz po tych paru latach nie wiem czy uprzedzac obcokrajowcow przed pulapkami w lab. Mnie nikt nie uprzedzil i przyznam szczerze, dostalem po glowie ostro pare razy ale to moze tez dobrze.

Jesli chodzi o dyskusje naukowe, to teraz akurat jest malo obcokrajowcow wiec jakby sie urwaly dyskusje ale owszem wczesniej byly, z tym ze faktycznie zdarzalo sie, ze ktos nie chcial dyskutowac w grupie bo moze mu ktos pomysl ukradnie, a poza grupa bo co innych to obchodzi co on robi. Moze to jakies zle nawyki i strachy wyniesione z poprzednich laboratoriow? Przeciez i tak na seminarium wynikowym musial sie przyznac co robil i jesli dopiero wtedy wyplynelo, ze sie pomylil albo robi cos glupiego obciach byl wiekszy bo przy wszystkich.
Mielismy nawet takiego obcokrajowca co szantazowal szefa, na serio !!! Posiedz gdzie w jakims miejscu dluzej i miej oczy szeroko otwarte to takie cudy sie dzija prawie wszedzie.
Jak bylem studentem doktoranckim to dopiero pod koniec tych studiow zaczalem widziec jakie sa przekrety, zawiscie, knowania i podkopywania w miesjcu pracy.

A co do ambicji i krajow pochodzenia. Nie jedna osoba ale prawie kazdy z kim rozmawialem kto byl w Stanach odradzal postodoka u szefa ktory nie jest rodowitym Amerykaninem.
Skas to wynika prawda?

No i na podsumowanie nie zalozylem, ze wszyscy sa zli wrecz odwrotnie, stad moze tak latwo sie nacinam.

"Gniew głupiego wyraża się w słowach, a gniew mądrego - w czynach"

To ja wole gniew glupiego, gniewu madrego moglbym nie przezyc ;)

PS. Acha sam nie jestem idealny, wiec pewnie tez bez winy nie jestem.
Ostatnio zmieniony 02 paź 2006, pn, 08:09 przez Mariusz, łącznie zmieniany 1 raz.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#12 » 02 paź 2006, pn, 08:00

O chwaleniu
Ci co sa dobrzy sie nie chwala, chwala sie glownie miernoty albo Chinczycy. A czy chwalenie jest zle czy dobre? Jak sie chwlaisz swoimi wynikami, ze masz je dobre to to jest jest prawidlowe i normalne ale jak sie chwalisz, ze masz pozycje profesora i to nie takiego normalnego ale specjalnego i ze takiej pozycji to nie maja inni i trujesz o tym kilka minut to to jest zalosne. szczegolnie jak mowisz to publicznie przy ludziach ktorzy Cie pierwszy raz na oczy widza, brzmi to jak: patrzecie kmioty z kim rozmawiacie, juz bic mi poklony, zaszczycam was swoja obecnoscia.

A co do wydawania kasy to za malo zarabiam zeby szpanowac, to znaczy za malo relatywnie na kraj, bo przeliczajac wprost na zlote to duzo. Zreszta w tym srodowisku raczej szpanowanie jest zle widziane, w Japonii tez. Szef uwaza, ze naukowiec powinien jesc obierki z kartofli, a zyc tylko sama nauka i byc biedny i nie lasy na kase. To jedna z zasad nadrzednych w lab, nie wolno mowic o kasie, narzekac na zarobki itp, bo jesli to szef uslyszy to dostaje wscieklizny i w sprawach zarobkow nie da sie z nim pogadac. A kto probuje ginie.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#13 » 02 paź 2006, pn, 10:11

Oczywiscie troche przesadnie narzekam tu na obcokrajowcow, bo to kazdy wie, ze obcy za granica trzymaja sie razem. Wiadomo tez ze w Japonii laboratorium to jedna wielka rodzina i wszystko sie robi w pracy, bawi sie z kolegami z pracy, zony nie sa tylko wspolne. Tak woiec i obcokrajowcy z tego samego labu powinni do tej rodziny dolaczyc. Poza tym moim narzekaniem burze mit, ze obcokrajowcy trzymaja sie razem, bo podobnie sie czuja osamotnieni w obcym kraju, moze to nawet i prawda w pierwszych miesiacach pobytu ale potem mit ten sie sypie. I to tylko chcialem tu powiedziec. Szczegoly juz nie sa takie istotne.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Szpan?

Post#14 » 02 paź 2006, pn, 14:24

Mariusz pisze:Ci co sa dobrzy sie nie chwala, chwala sie glownie miernoty albo Chinczycy.
Wynika z tej wypowiedzi, że Chińczycy to miernoty :D


ale jak sie chwalisz, ze masz pozycje profesora i to nie takiego normalnego ale specjalnego i ze takiej pozycji to nie maja inni i trujesz o tym kilka minut to to jest zalosne.
Ale dlaczego?? Czy on ukradł tę posadę? Wytruł konkurencję? A może ciężko na to pracował?

szczegolnie jak mowisz to publicznie przy ludziach ktorzy Cie pierwszy raz na oczy widza, brzmi to jak: patrzecie kmioty z kim rozmawiacie, juz bic mi poklony, zaszczycam was swoja obecnoscia.
I tu wychodzi polski manieryzm! To Ty myślisz, że to tak wygląda. A może mówiący chce tylko pokazać jak dużo w zyciu osiągnął, że się nie obijał i jest zadowolonym człowiekiem?
Dlaczego sądzisz, że od razu ma to posmak poniżania? Może chce podziwu, gdyż jest dumny ze swych osiągnięć. Gdy człowiekowi urodzi się dziecko to pokazuje zdjęcia wszystkim, bo jest DUMNY ze swego syna/córki.
Kariera jest jak dziecko, można się nią chwalić pozytywnie.

A co do wydawania kasy to za malo zarabiam zeby szpanowac, to znaczy za malo relatywnie na kraj, bo przeliczajac wprost na zlote to duzo.
Mnie nie chodzi o szpanowanie, które tym różni się od ułańskiej fantazji, jak mordowanie dzieci od zabijania w czasie wojny w ramach obrony przed agresorem.
Słowo "szpanowanie" zakłada jakieś zło, chwalenie się bogactwem jest wtedy widziane jako właśnie poniżanie innych.
Natomiast pozytywne chwalenie się to pokazywanie swojej fantazji, dorobku, ambicji, trudu itd.
Czy ludzie, którzy weszli na Mont Everest robiąto dla "szpanu"? Robią to dla swojego dobra, a nie by dogryźć innym.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Re: Szpan?

Post#15 » 02 paź 2006, pn, 14:59

Ci co sa dobrzy sie nie chwala, chwala sie glownie miernoty albo Chinczycy.[/quote]Wynika z tej wypowiedzi, że Chińczycy to miernoty :D

Nie wynika, chwal sie Ci albo Ci, znam niemiernych Chinczykow ktorzy mimo to sie przechwalaja, zeby przypadkiem nikt ich nei wzial za cienkiego zoltka co jest smieszne. Co smieszniejsze wytkniecie ze urodzili sie nie w Stanach traktuja jako obraze.


ale jak sie chwalisz, ze masz pozycje profesora i to nie takiego normalnego ale specjalnego i ze takiej pozycji to nie maja inni i trujesz o tym kilka minut to to jest zalosne.
Ale dlaczego?? Czy on ukradł tę posadę? Wytruł konkurencję? A może ciężko na to pracował?

NO CIEZKO ZAPRACOWAL, NO WIEC SIE CHWALI ALE POZOSTAJE TO SMIESZNE, NIE GRZECH ALE SMIESZNE, MUSIALBYS WCZUC SIE W SYTUACJE, PRZYJEZDZA TAKI DO JAPONII I SIE CHWALI KIM ON NIE JEST, WIDAC MA DUZE KOMPLEKSY ZE JEDNAK NIE JEST AZ TAKI WIELKI.

I tu wychodzi polski manieryzm! To Ty myślisz, że to tak wygląda. A może mówiący chce tylko pokazać jak dużo w zyciu osiągnął, że się nie obijał i jest zadowolonym człowiekiem?

TEN CO DUZO OSIAGNAL NIE MOWI O TYM I TAK W SWIATKU NAUKOWYM KAZDY TAKIEGO ZNA.

Dlaczego sądzisz, że od razu ma to posmak poniżania? Może chce podziwu, gdyż jest dumny ze swych osiągnięć. Gdy człowiekowi urodzi się dziecko to pokazuje zdjęcia wszystkim, bo jest DUMNY ze swego syna/córki.
Kariera jest jak dziecko, można się nią chwalić pozytywnie.

NO DOBRA PODDAJE SIE MOZNA MOZNA, MOZNA POZYTYWNIE.
WSZYTSKO ZALEZY OD KONTEKSTU OD SYTUACJI TE SAME SLOWA MOGA ZABRZMIEC ZUPELNIE INACZEJ.


Natomiast pozytywne chwalenie się to pokazywanie swojej fantazji, dorobku, ambicji, trudu itd.
Czy ludzie, którzy weszli na Mont Everest robiąto dla "szpanu"? Robią to dla swojego dobra, a nie by dogryźć innym.[/quote]

ROBIA DLA SLAWY A WIEC DLA SZPANU. NO MZOE FAKTYCZNIE KTOS ROBI SAM DLA SIEBIE ALE WTEDY BY NIKT NAWET NIE WIEDZIAL ZE ON TAM WSZEDL.

NO I ZRESZTA DOBRZE NBIECH SIE CHWALI KTO CHCE OD TEGO JESZCZE NIKT NEI ZGINAL, A NA PRZYKLAD MOZE SIE KTOS POKAZAC JAKO WZOR DO NASLADOWANIA ALE JESLI SAM SIE PROMUJE NA TAKI WZOR, TO TRZEBA UWAZAC NA TAKIEGO CZLOWIEKA CZY ABY CZASEM NIE ZATRACIL ZUPELNIE SAMOKRYTYCYZMU.
z CHWALENIEM TEZ TRZEBA UWAZAC, WYOBRAZ SOBIE JADE NA UNIWERYSTET NA HARVARD I SIE CHWALE NAWET NIE OSIAGNIECIAMI ALE ZE JESTEM POSTDOKIEM W JAPONII I TO NIE TAKIM ZWYCZAJNYM ALE SPECJALNYM PRZED JAKIMS NOBLISTA, NO POPROSTU WYSMIEJE MNIE I BEDZIE ZENADA BO ON W TYM WIEKU TO JUZ BYL PROFESOREM.

Awatar użytkownika
Asteria
Posty: 35

Post#16 » 02 paź 2006, pn, 20:17

Ciekawe jak to jest byc obcokrajowcem w Polsce... ???

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#17 » 03 paź 2006, wt, 06:48

No wlasnie ale kogo sie o to spytac, ogolnie slyszalem, ze obcokrajowcy raczej sobie chwala, ze Polacy sie nimi opiekuja, dbaja o ich czas wolny, przynajmniej jak ktos przyjedzie na uczelnie, w druga strone juz tak nie dziala. Ale to pewnie tylko dlatego, ze obcokrajowiec to wciaz egzotyka w Polsce.

Obcokrajowcy z bazarow to jzu inna sprawa i jak sadze oni maja zupelnie inne wrazenia z Polski.

Awatar użytkownika
pofririon
Posty: 25

Post#18 » 03 paź 2006, wt, 12:33

Mariusz, nie chodzi o to,ze Cie nie lubie, tylko kazdy ma prawo do wyrazania swoich opinii, a ja poprostu nie rozumiem niektorych Twoich wypowiedzi. Jako czlowiek, ktory pracuje w srodowisku miedzynarodowym i ktory sam jest obcokrajowem, powinienes miec troche tolerancji i hamowac sie w krytykowaniu i szufladkowaniu ludzi wedlug ich narodowosci. Moze Tobie jest po prostu tam dobrze i nie odczuwasz niecheci ze strony Japonczykow,ale zasiegnij opinii Polakow pracujacych na przyklad w UK. Coraz rzadziej jestesmy przykladem rzetelnej pracy, a coraz czesciej obiektem nasmiewania sie.
Podobno Japonczyy sa tolerncyjni i generalnie szanuja innych ludzi,inne kultury, wiec mysle,ze nie powinienes rowniez sie o kimkolwiek wyrazac w sposob negatywny. Wiesz skad sie biora stereotypy? Stad,z e ktos powie jedno klamstwo, a drugi, ktory o tym nie ma pojecia uwierzy.
"Intelektualista to człowiek,

który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso. "

Szymon
Posty: 3

Post#19 » 03 paź 2006, wt, 12:42

<<<"No wlasnie ale kogo sie o to spytac, ogolnie slyszalem, ze obcokrajowcy raczej sobie chwala, ze Polacy sie nimi opiekuja, dbaja o ich czas wolny, przynajmniej jak ktos przyjedzie na uczelnie, w druga strone juz tak nie dziala. Ale to pewnie tylko dlatego, ze obcokrajowiec to wciaz egzotyka w Polsce.

Obcokrajowcy z bazarow to jzu inna sprawa i jak sadze oni maja zupelnie inne wrazenia z Polski.">>>>

Niestety, jest chyba troche inaczej. Na mojej uczelni byl jeden profesor, zaledwie 3 miesiace. Niestety w tym czasie nie mogepowiedziec, ze ktos o niego specjalnie zadbal. Pomijajac to, ze kompletnie nie mogl sie z wieloma ludzmi porozumiec, okropnie sie nudzil, bo pojecia nie mial co i gzie ma robic. Ale mysle, ze generalnie zalezy to od "jednostki przyjmujacej", czyli drugiego, polskiego profesora, ktory by sie kims zajal. Takze opinie sa podzielone.

Co do zadanego przeze mnie pytania, jest tak jak myslalem, czyli roznie. Dzieki za odpowiedzi.

Wróć do „Staże podoktorskie (postdoc)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron