Skad czerpac informacje o ofertach postdoc w Europie?

Informacje gdzie znaleźć ciekawe miejsce na staż (postdok)
node
Posty: 11

Skad czerpac informacje o ofertach postdoc w Europie?

Post#1 » 23 sie 2005, wt, 04:03

Bardzo powaznie zastanawiam sie nad znalezieniem tymczasowej pracy gdzies w Europie. Zajmuje sie czyms co mozna klasyfikowac jaki artificial intelligence, machine learning, decision theory, modelling.

Pytanie: jak znalezc posycje post-doc czy nawet faculty gdzies w Europie. Czy moze sa jakies strony www, organizacje EU, itp. gdzie mozna znalezc listy ofert. Kraj tak naprawde nie odgrywa roli. Praca w przemysle tez bylaby ok, dopoki zupelnie nie zamyka droki powrotu na uczelnie.

Dodatkowe pytanie: Ile zarabia sie w Europie jako postdoc czy research fellow?

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

skad czerpac informacje o ofertach postdoc w Europie?

Post#2 » 23 sie 2005, wt, 05:23

z internetu, prawda jakie proste?
wystarczy wpisac postdoc i cierpliwie przegladac strone za strona, kiedys znalazlem kilka baz danych na tej zasadzie i kupe pojedynczych ogloszen.
mozna tez sprobowac po nazwach stypendium np Maria Curie, dobrze platne, ponad 2000 euro ale ciezko sie dostac.
ile wynosza inne stypendia nie mam pojecia, bo teraz wszytsko przeliczone jest na euro, jak sadze zaczynaja sie od troche ponad 1000 euro.

No ale nie ouszukjmy sie szanse znalezienia pracy, czy postdoka na zasadzie ogloszenia przez internet sa jak jeden do stu, jak sie ma srednie cv, jak super to moze faktycznie, jak slabe mzona sobie odpuscic. Najlepiej szukac ludzi w dzialce co sie pracowalo na doktoracie, kogo sie cytowalo w pracy doktorskiej, tacy moga byc zainteresowani. Ogolnie wszstko po znajomosci sie zalatwia, jak wszedzie, znasz jakiegos profesora, pisz do niego.
To wcale nie jest taka patologia jak sie wydaje na pierwszy rzut oka, profesor tez woli zatrudnic kogos kogo zna, zna jego szefa lub w jakis inny sposob moze sie upewnic, ze nie zatrudni kota w wroku.

tygrysek
Posty: 13

Post#3 » 23 sie 2005, wt, 17:01

witam,

No coz, jesli jestes naprawde dobry w tym co robisz to chyba trudno o lepsze miejsce niz MIT, gdzie realizuje sie obecnie kilka projektow dotyczacych sztucznej inteligencji - ale to po drugiej stronie oceanu...
Jesli chodzi o oferty to wystarczy naturejobs.com i to powinno wystarczyc.
I nie jest do konca prawda, ze nie ma szans na dostanie sie do dobrego osrodka bez znajomosci. Trzeba tylko bardzo chciec i napierac... No i byc dobrym w tym co sie robi. Warto pamietac, ze zachod generalnie cierpi na brak post-dockow. Dlatego NIH podnosi co roku stypendia, zeby wyrownac do sredniego minimum placowego, zeby zachecic ludzi do pozostania na uczelni, wiec jesli jestescie dobrzy i zdecydowani do pracy to nie powinno byc specjalnych problemow ze znalezieniem miejsca dla siebie.
pozdrawiam,
Tygrysek

node
Posty: 11

Post#4 » 23 sie 2005, wt, 19:30

Tygrysek,

Yeah, USA jest niewatpliwie lepsze, ale ja wlasnie mam takie widzimisie zeby poszukac czegos w Europie. Raczej tymczasowego, ale zeby nie zepsuc sobie resume.

Nature jobs jest moze faktycznie tym czego szukalem, BTW, poprawny link to http://naturejobs.nature.com/js.php. Innym sensownym jest math-jobs.com.

Moj problem polega na tym, ze nie chcialem uzywac europejskich kontaktow mojego szefa. Na poczatek chcialem sprawdzic ile jestem wart bez niego ;).

Przyznam, ze tematem juz zajmuje sie od miesiaca, ale nie moglem znalezc zadnych senswonych stron gdzie mozna znalezc duza liczbe ogloszen w jednym miejscu do tego w mojej dziedzinie. Sprawdzilem Science, ale to nie ta bajka. Nie przyszlo mi do glowy Nature, teraz sie wstydze ;).

Do tej pory wyslalem dwa email'e odnosnie pozycji. Pierwsza byla w Anglii i termin skladania aplikacji minal miesiac wczesniej nim napisalem do nich email. Interview mialem w ciagu 48 godzin a oficjalna oferte pracy dostalem w pare godzin po wypelnieniu formalnego formularza, ze zrobieniem czego ociagalem sie tydzien bo mialem wazniejsze rzeczy. Przeciagam jak moge, zeby znalezc alternatywy, zadam wiekszych zarobkow... itp, na szczescie jest sezon wakacyjny i im tez sie nie spieszy.

Drugim miejscem bylo centrum medyczne we Wloszech... wyglada bardzo sensownie naukowo, kolekcjonuja mlody zespol, ludzie z dobrych miejsc, wliczajac ulubione MIT Tygryska. Dzis wlasnie dostalem email ze zanim podejma jakas decyzje chca referencji... odpowiedzieli po tygodniu!!! Eh, czas wakacyjny w Europie...

Wiec moje wrazenia sa nastepujace: znajomosci nie odgrywaja zadnej roli, w koncu jak oglaszaja prace czesto szukaja osoby do konkretnej pracy. W przypadku Anglii, ewidentnie potrzebowali osoby, ktora potrafila zrobic rzeczy, ktorych oni nie potrafia. Wiec szanse nie sa bynajmniej 1:100.

------

Mariusz,

Patrzylem na stypendia Maria Curie, i jezeli sadzisz ze 2000 Euro to jest dobrze platne to sie bardzo mylisz. To nie sa zarobki, ktore skusza jakiegokolwiek mlodego dobrego naukowca, ktory ma jakiekolwiek sensowne osiagniecia. Naprawde sadze, ze znalezienie wartosciowej osoby na postdoc'a jest trudne i paradoksalnie to skladajacy podanie czesto ma przewage, ktora nalezy wykorzystac. Czesto postdoc to konkretna praca a nie kontynuacja studiow.

Zeby nie zatrudniac kota w worku do tego sluza referencje. To chyba po resume najwazniejsza karta przetargowa.

tygrysek
Posty: 13

Post#5 » 23 sie 2005, wt, 21:10

witam,

No to fajnie, ze sie ze mna calkowicie zgadzasz :-)
Ja nie namawiam do wyjazdu za ocean, zreszta tak wlasnie napisalem poprzednio. I nie jestem tez "fanem" MIT ale przyznasz, ze trudno ich "pokonac" (tak, tak wiem - odwieczna walka MIT-Caltech).
No i Twoje doswiadczenia dokladnie potwierdzaja to co napisalem - znajomosci nie sa konieczne a post-dockow wcale nie ma duzo (zwlaszcza dobrych) a pozycji "do wziecia" jest calkiem sporo...
Tak wiec, zycze powodzenia i duzo zabawy w nowej pracy - gdziekolwiek wybierzesz.
btw - ja nie wstawilem linku tylko chcialem dac Ci podpowiedz ;-) Pomyslalem, ze jako gosc od sztucznej inteligencji, powinienes dac rade ;-) poza tym jesli wpiszesz naturejobs.com to wystarczy :-) przekieruje Cie automatycznie na poprawny adres :-D

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#6 » 24 sie 2005, śr, 11:58

canceled
Ostatnio zmieniony 12 sty 2007, pt, 08:04 przez Mariusz, łącznie zmieniany 1 raz.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#7 » 24 sie 2005, śr, 12:06

jeszce jedno dodam, nie tlyko postdok to czesto znajomosci
ale i pozycje profesorw, mowie tez o Amerykancach,
tych z Harvardu tez, w ameryce nic za darmo oczywscie
ale zeby wyplynac tworza sie istne gangi i ukladziki
profesorwie z tej samej dzialki tworza niezla klike i ejsli sie nie zwalczaja to pomagaja sobie wzjajemnie, jak sie chce wyplynac trzeba w takie towyrzystwo wejsc, nie mowie zdobyc pozycje na jakims podzadnym uniwerku w Arizonie.
No ale dosyc defetyzmu, moze jestem za satry i za duzo sie napatrzylem przy oakzji tego jak widze uklady szefa z NIH, Harvardem, Floryda, John Hopkinsem itp
W kazdymr azie powodzenia, sztuczna inteligencja poewnei ma wieksza przyszlosc niz chemia. :lol:

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

to Node

Post#8 » 24 sie 2005, śr, 13:36

Node
Wlasnie to ile placa w Europie postdokowi?
bo albo ja jestem ciemny albo mam samych biedakow za znajomych
no albo moja dzialka jest nie na topie (a raczej am za duza konkurencje, chocby w postaci zoltych)
nawet w Stanch 6tys to moze dostac jedynie amerykanin
no wraz ze stazem moze mozna wyciagnac wiecej niz 3 tys
ale to tyle, mowie caly czas o postdoku
kiedys przegladalem setki ogloszen i jakos nie zauwazylem ani w europie ani w Stanach wiekszych pieniedzy dla postdoka,
prosze wiec o oswiecenie.

node
Posty: 11

Post#9 » 24 sie 2005, śr, 17:18

Mariusz,

Place postdoc'kow sa uzaleznione od tego co robisz. 'Zwykly' postsoc z Maria Curie faktycznie jest tyle co pisales, ale to zapewne wiaze sie z praktycznie zerowa odpowiedzialnoscia -- praca w lab nad projektem szefa, publikowanie i tyle. Cos za cos.

Lepiej platne sa pozycje, ktore wymagaja odpowiedzialnosci, niezaleznosci i czesto wiaza sie z konkretnym zadaniem. Wybralem Anglie, pozniewaz oni oferowali do 30K GBP (rocznie). Widzialem oferty pomiedzy 30K-45K GBP, ale to juz bylo w przemysle i przyznam ze niekoniecznie bylby latwy powrot na akademie, choc praca mogla by byc calkiem ciekawa.

W USA spokojnie dostalbym 50-70K rocznie jako postdoc na uczelni. W przemysle (laboratoria naukowe) zaczynalbym od +100K i do tego dalej robiac nauke i majac otwarty powrot na uczelnie.

Z ukladami to nie do konca tak jak piszesz. Zaiste, lepsze pozycje nie sa oglaszane i wedruja poczta pantoflowa. Wiem, bo jestem w takim obiegu w USA. Jest jedna roznica pomiedzy poslkimi ukladami a ukladami w USA -- tu i tak zatrudnia najlepszych, a nie po znajomosciach. Znajomosci to tu tylko gwarancja ze nie kupuje sie kota w worku. Dajac referencje uzywasz swojej wiarygodnosci, a wiec nie kazdego sie wszedzie wciska. Sam bylem w sytuacji, w ktorej dawalem bardzo chlodne referencje. A naradowosc nie ma wiele znaczenia, co najwyzej prawo pracy, albo obywatelstwo i to bardziej z powodow legalnych.

A mi sie wydaje, ze chemia zaczyna sie miec lepiej niz AI.

Dlaczego nie uzyjesz swojego szefa, skoro ma takie dobre kontakty???

tygrysek
Posty: 13

Post#10 » 24 sie 2005, śr, 18:18

witam,

quote<W USA spokojnie dostalbym 50-70K rocznie jako postdoc na uczelni. W przemysle (laboratoria naukowe) zaczynalbym od +100K i do tego dalej robiac nauke i majac otwarty powrot na uczelnie. >

No tu sie kolega chyba troche rozpedzil? Wydawalo mi sie, ze rozmawiamy o pozycji post-doc? I to pierwszej a nie np drugiej lub kolejnej gdzie argumentem moze byc zebrane doswiadczenie? Widelki placowe w usa na uczelni to 38-45k$ rocznie w zaleznosci od stazu (0-4 lata). Post-doc w dobrej firmie np Aventis to 60-70k$ rocznie w zaleznosci od doswiadczenia z umowa na 2 lata. Dotyczy to praktycznie wszystkich znanych mi specjalizacji. Nawet tzw senior scientist w przemysle z doswiadczeniem itd zaczyna od 85k$ plus benefity i 1-5% premii po 1 roku. Nawet jakbys to wszystko pododawal to i tak nie wyjdzie ani 70 na uczelniach ani 100 w przemysle. Poza tym rozmawiamy tu (tak mi sie przynajmniej wydaje?) o miejscach renomowanych i duzych bo bardzo czesto zdarza sie, ze na uczelni proponuja np 25k$ rocznie (bo szef jest albo chciwy albo mu sie grant konczy) a male firmy placa np odpowiednio o ok. 10k$ rocznie mniej. Place sa +/- wyrownane (tyle, ze w euro) w EU. Ja, prosze pamietac, pisze o biochemi/chemii/farmacji i pokrewnych. NIe wiem natomiast ile moglby zarobic np informatyk albo inzynier ale nie wydaje mi sie zeby na tym poziomie o ktorym rozmawiamy byly zasadnicze roznice.

pozdrawiam
Tygrysek

node
Posty: 11

Post#11 » 24 sie 2005, śr, 18:42

Pierwsze slysze o widelkach placowych na uczelniech -- przeciez postdoc'ow zatrudnia sie do projektow, wszystko zalezy od sponsora. Dokladnie taka sytuacje mam w Anglii -- zarzadalem duzo wiecej niz oryginalnie chciali mi dac, wiec zdecydowali sie renegocjowac kontrakt ze sponsorem. W tych rzeczach nie jest nic wyryte w kamieniu.

Duzo zalezy od projektu, czesto jest to praca nad konkretnymi kontraktami. Za 50-70K jest to pozycja, gdzie masz zrobic cos konkretnego dla projektu. Jestem pewien tego typu zarobkow.

O postdoc'ach w firmach niewiele wiem. W mojej sytuacji nie mialoby to i tak sensu, dlaczego nie isc od razu na stala posade? Moi labmates do tej pory zawsze wybierali prace w komercyjnych laboratoriach duzych korporacji (Boeing, Intel, itp ) lub start-up'ach i zaczynali powyzej 100K plus benefits. Tak to wyglada w mojej dziedzinie, ale to czym sie zajmujemy ma praktyczne zastosowania.

Z drugiej strony, naprawde nie sadze, zeby farmacja czy biotechnologia byly mniej platne.

tygrysek
Posty: 13

Post#12 » 24 sie 2005, śr, 18:49

Witam,

Z tego co napisales widac, ze po prostu w Twojej specjalizacji lepiej placa. Masz szczescie i gratuluje. Wszystkie przytoczone przeze mnie wielkosci dotycza tego roku na uczelniach (MIT, HMS, BU) lub w firmach (Aventis, Roche, Merck) i sa z tzw. pierwszej reki (albo ode mnie albo od kolegow, ktorzy tam teraz siedza).
pozdrawiam,
Tygrysek

node
Posty: 11

Post#13 » 24 sie 2005, śr, 18:54

To wyglada na to ze idealizowalem zarobki w tych dziedzinach.

tygrysek
Posty: 13

Post#14 » 24 sie 2005, śr, 19:08

"Life sucks and than you die..." Beavis and Butthead :-D
Ale np 60k$ za post-docka w przemysle to nie jest az tak strasznie ;-) Nawet biorac pod uwage 30% podatku w MA to i tak zostaje na przyzwoite zycie.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Podatki w USA

Post#15 » 24 sie 2005, śr, 19:36

node pisze:To wyglada na to ze idealizowalem zarobki w tych dziedzinach.

Może właśnie wziąłeś pod uwagę zarobki brutto?

A tak apropos, to ile w USA wynoszą podatki (dochodowy, VAT) i ile się płaci na "ZUS"?
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

tygrysek
Posty: 13

Post#16 » 24 sie 2005, śr, 19:48

W usa przez pierwsze 2 lata jestes zwolniony z podatku. Ale uwaga - 2 lata liczone od chwili przekroczenia granicy czyli jesli zaczales np we wrzesniu (czyli tylko kilka m-cy do konca roku) to policza Ci to jako caly rok !! Wiec ze wzgledu na to oplaca sie zaczac jak najwczesniej na poczatku roku. Podatki lacznie w stanie MA to ok 30%(moze troche ponizej) - federalny, stanowy i SSN. W niektorych stanach nie ma podatku stanowego. Ile % poszczegolnego podatku to nie chce mi sie specjalnie szukac :-) No i to jest prog, ktory obowiazuje dla zarobkow osiganych przez post-docka. Jak zaczniesz kosic $$$ to wzrosna podatki :-D
pozdrawiam
Tygrysek

node
Posty: 11

Post#17 » 24 sie 2005, śr, 20:03

Zarobki w swiecie zawsze sie podaje brutto.

Dokladnych procentow nie podam, moze ktos inny. Przy zarobkach okolo 100K, federalny bedzie cos okolo 35%, stanowy zazwyczaj 10-15%, lokalny do 3%. Do tego jeszcze jest 'skladka zus' (z wlasnej kieszeni, ale nie jest to 40% ;) ), ale to juz jest zalezne od konkretnej umowy z pracodawca. Ubezpieczenie zdrowotne oddzielnie, tez zalezy czy pracodawca pokrywa czy nie.

Ale jest jedna roznica pomiedzy Europa a USA -- pracownik mniej kosztuje pracodawce, bo sam pokrywa wszystkie koszta (zwlaszcza chodzi o ZUS, chyba ze pracodawca zgodzi sie dodac benefits), ale to i tak nie jest porownywalne do kosztow utrzymania pracownika w Europie. Dlatego zarobki w USA sa wyzsze, szczegolnie dla bardziej wykwalifikowanych i dobrze zarabiajacych.

Dokladnie nie powiem ci o tym, ale zeby zrozumiec roznice trzeba policzyc rzeczywisty koszt utrzymania pracownika, a nie zarobki netto pracownika. Chodzi o to, ze jak pracodawca wydaje x, wiekszy procent x wpada do kieszeni pracownika w USA niz w Europie.

node
Posty: 11

Post#18 » 24 sie 2005, śr, 20:09

No to chyba wtopilem troche forsy -- przez pierwsze 2 lata zwolniony z podatku? To jest prawda dla obcokrajowcow z niektorych krajow, ale wladze RP nie postaraly sie i dla Polakow zwolnienie od podatku dotyczy zawrotnej kwoty 2 czy 5K... powyzej placisz... chyba ze czegos nie wiem, albo cos sie zminilo.

tygrysek
Posty: 13

Post#19 » 24 sie 2005, śr, 20:19

Dwuletnie zwolnienie z podatkow dotyczy rowniez nas pod warunkiem, ze placi uczelnia lub grant realizowany na uczelni. Jesli kasa plynie z innego zrodla (np sponsor, firma czy pracujesz prywatnie) to placisz normalny podatek. Jesli Ci zalezy moge poszukac konkretnego par. ale to troche moze potrwac. Mozesz poszukac sam w googlach - polish-usa tax treaty. Dla post-dockow to jest chyba par. 15 i 17/18 i odpowiednie zalaczniki. Nie jestem pewien bo zalatwialem to kilka lat temu. Ale zwolnienie dla post-docka z Polski na amerykanskiej uczelni (wiza J1) to lekko 2 lata. A mozna wiecej... ;-) ale to bardziej skomplikowane i nie zawsze dziala. Jesli masz zeznania podatkowe i wyciagi ze stypendium to masz duza szanse, ze oddadza Ci kase jesli napiszesz odwolanie - mi oddali :-D
pozdrawiam,
Tygrysek

node
Posty: 11

Post#20 » 24 sie 2005, śr, 20:25

Ok, nie wiedzialem. Moje pierwsze dwa lata byly na wizie F1, wtedy sa tylko te 2 czy 5K. Teraz juz i tak jestem traktowany jako obywatel US do celow podatkowych, co jest o wiele lepsze niz korzystanie z tax treaty.

Anyway, dzieki za info.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#21 » 25 sie 2005, czw, 08:21

.W USA spokojnie dostalbym 50-70K rocznie jako postdoc na uczelni. W .przemysle (laboratoria naukowe) zaczynalbym od +100K i do tego dalej .robiac nauke i majac otwarty powrot na uczelnie.

No ciekawe kurde sam sprawdzalem place i jakos tak nadetych nie widzialem dla byle postodoka, no nie wiem moze w MIT tak placa?


-Z ukladami to nie do konca tak jak piszesz. Zaiste, lepsze pozycje nie sa -oglaszane i wedruja poczta pantoflowa. Wiem, bo jestem w takim obiegu -w USA. Jest jedna roznica pomiedzy poslkimi ukladami a ukladami w -USA -- tu i tak zatrudnia najlepszych, a nie po znajomosciach. -Znajomosci to tu tylko gwarancja ze nie kupuje sie kota w worku. Dajac -referencje uzywasz swojej wiarygodnosci, a wiec nie kazdego sie -wszedzie wciska. Sam bylem w sytuacji, w ktorej dawalem bardzo -chlodne referencje. A naradowosc nie ma wiele znaczenia, co najwyzej -prawo pracy, albo obywatelstwo i to bardziej z powodow legalnych.

Jak sam dawales referencje to znaczy ze nie jedziesz na postdoka jak sie domyslam a na jakas pozycje visiting cos, to wtedy fakt masz wieksze zarobki. Ale co do powyzeszego tekstu calkowicie sie zgadzam, dokladnie sam to chcialem powiedziec.

A mi sie wydaje, ze chemia zaczyna sie miec lepiej niz AI.

Dlaczego nie uzyjesz swojego szefa, skoro ma takie dobre kontakty???


Bo on ma z biochemikami, tacy mu sa potrzebni, chemie robi sam ale tez wcale nie powiedzialem, ze nie skorzystam z kontaktow szefa.

node
Posty: 11

Post#22 » 25 sie 2005, czw, 18:37

Mariusz pisze:No ciekawe kurde sam sprawdzalem place i jakos tak nadetych nie widzialem dla byle postodoka, no nie wiem moze w MIT tak placa?


MIT-podobne. Te pozycje o ktorych mysle nie byly nigdy oglaszane. Najczesciej wyglada to tak, ze student Ph.D. konczac doktorat w dobrej grupie jest juz wylapywany przez inne grupy i w bardziej lub mniej wprost sugeruje mu sie ze moze dac prezentacje dla przyszlego pracodawcy. Slyszalem o postdoc'u za ponad 100K w Berkeley, ale nie znam osobiscie tej osoby, wiec nie moge gwarantowac na 100% ze to prawda.

Mariusz pisze:Jak sam dawales referencje to znaczy ze nie jedziesz na postdoka jak sie domyslam a na jakas pozycje visiting cos, to wtedy fakt masz wieksze zarobki. Ale co do powyzeszego tekstu calkowicie sie zgadzam, dokladnie sam to chcialem powiedziec.


Referencje nie maja nic do mojej pracy. Dawalem referencje jako student Ph.D., a dlatego ze moj labmate ubiegal sie o prace do grupy z ktorej szefowa sie przyjaznie i ona poprosila o referencje ode mnie, ufajac mi. Widzisz jak referencje dzialaja -- na zasadzie wlasnej wiarygodnosci -- wystawiajac referencje ryzykuja wlasna opinia. Ona mi teraz wystawia referencje, wiec gdybym jej podlozyl swinie, teraz bym za to zaplacil.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#23 » 26 sie 2005, pt, 05:37

node pisze:MIT-podobne. Te pozycje o ktorych mysle nie byly nigdy oglaszane. Najczesciej wyglada to tak, ze student Ph.D. konczac doktorat w dobrej grupie jest juz wylapywany przez inne grupy i w bardziej lub mniej wprost sugeruje mu sie ze moze dac prezentacje dla przyszlego pracodawcy. Slyszalem o postdoc'u za ponad 100K w Berkeley, ale nie znam osobiscie tej osoby, wiec nie moge gwarantowac na 100% ze to prawda.


Tak, tylko ja nie mowie o jednym przypadku na milion ale o realiach jak dostaniesz postdoka za 100tys S to pogadamy.
Pewnie, ze zdarzaja sie super postdoki nawet w chemii jak sie zrobi doktorat u Noblisty lub innej slawy, nabije 20 publikacji, to pozniej mozna sie zalapac gdzie sie chce, i zostac profesorem w wieku 30 lat ale czy my w Polsce mamy takich profesorow co umozliwia tak blyskotliwa kariere i takiego postdoka?
W kazdym razie moj taki nie byl i musze sobie radzic sam, mam teraz w Jap najwyzsze mozliwe stypendium postdoc i nie jest to wcale wielki majatek, zaledwie cos w okolicy placy associated professor.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

pieniadze

Post#24 » 26 sie 2005, pt, 06:04

Panowie, poza tym o czym my tu rozmawiamy, pieniadze, pieniadze, pieniadze, czy tylko to sie liczy? czy wybierajac nowego postdoc-a kierujemy sie pieniedzmi, czy mozliwosciami naukowymi, ciekawym tematem itd
bo na razie wyglada ze tylko pieniedzmi, to jest smutne.

Mi osobiscie wystarczy sensowne minimum ale zebym mogl robic cos ciekawego i nie byc w strasie, ze jakis Chinczy pracuje wiecej niz ja,
czyli nauka i normalne zycie, a nie szmal. Wkurzaja mnie nowi co przychodza na postdoca zapatzreni w siebie, ambitni, po trupach byle wyplynac, a najlepiej kosztem innych. Nie chodzi im o to zeby sie sprawdzic, zeby samemu zrobic cos ciekawego (a nie zerowac na innychl) ale zeby pokazac ze sa lepsi od innych, no i oczywscie chodzi im o szmal. Naiwny jestem?
Moze.

No wlasnie jak to wyglada w Stanach atmosfera w pracy?
Oczywscie zdaje sobie sprawe, ze Ci co sami wygryzaja innych, ciagna z naiwnych i uwazaja, ze liczy sie tylko sukces, a nie srodki jakimi sie go osiagnie, napisza, ze Stanch jest wspaniale ale moze ktos pokusi sie o obiektywna ocene i moze nie tylko swojego lab?

tygrysek
Posty: 13

Post#25 » 26 sie 2005, pt, 22:37

Witam,

Mariusz pisze:Panowie, poza tym o czym my tu rozmawiamy, pieniadze, pieniadze, pieniadze, czy tylko to sie liczy?


No coz. Ktos zapytal jak to jest finansowo wiec sluze odpowiedzia. Ale zgadzam sie - kasa to nie wszystko. Ja wybierajac postdoka kierowalem sie przede wszystkim tematem/projektem i prestizem miejsca - to pozniej procentuje. Nie zaluje decyzji, ale wiem, ze mialbym o wiele lepiej finansowo wybierajac pozycje gdzie indziej. NIe czarujmy sie - fascynacja praca nie zastapi obiadu. Poza tym, nie jest wcale milo patrzec jak wszyscy z labu gdzies tam jada a ty siedzisz jak kolek bo dla ciebie cena biletu i pobyt gdzies tam to ogromny wydatek. Moim zdaniem trzeba to dobrze wywazyc i dlatego staralem sie podzielic swoimi doswiadczeniami z mlodszymi ode mnie zeby wam pomoc w podjeciu rozsadnej decyzji. No dobra - dosc o przyziemnych sprawach :-)

No wlasnie jak to wyglada w Stanach atmosfera w pracy?


Atmosfera zalezy tylko od ludzi, ktorzy w danym miejscu pracuja. Ponownie, to tylko moje prywatne obserwacje, nie ma czegos takiego jak jednolite spojrzenie na stany. To dotyczy wszystkich aspektow zycia i pracy. Ja moge powiedziec tylko o tych miejscach, w ktorych mialem okazje pracowac, badz pracuja tam moi znajomi ale sa to miejsca dosc wyjatkowe i nie ma tu zadnej ogolnej reguly. Ja siedze obecnie w stosunkowo malym labie (ponizej 10 osob) i nie ma zadnej wielkiej rywalizacji ani nic niesympatycznego sie nie dzieje. Mialem okazje pracowac z wieloma nacjami i swoje zdanie na ten temat tez mam wyrobione (nie bede sie specjalnie dzielil bo mi admin wstawi bana za bycie rasista i zgredem :-D ). Niestety sa miejsca gdzie konkurencja jest bardzo widoczna i atmosfera gesta. To dotyczy na ogol duzych labow (20 osob i wiecej) gdzie zawsze zdazy sie czarna owca (lub kilka). Tak, generalnie konkurencja jest duza. Nieporownywalna do zadnej, z ktora mialem do czynienia w Polsce (bylem tez w kilku osrodkach). Trzeba pamietac, ze tu post-dock to szansa na osiagniecie najlepszych mozliwych wynikow w danej dziedzinie. Tzn. max pracy, max publikacji/patentow i osiagniec wszelkiego rodzaju. Taki "skok" do przyszlej kariery, pozycja, ktora ma Ci zagwarantowac przyszle powodzenie, projekty, granty, prace etc... Dlatego cisnienie jest duze. Dlatego tez zdaza sie, ze ktos moze po prostu wykorzystac twoje wyniki i opatentowac/opublikowac pierwszy. Mi sie nigdy nie zdazylo ale to nie znaczy, ze nie istnieje. Dlatego tez ludzie pracuja duzo. Duzo tzn min tydzien pracy to 60godz. Wszyscy, ktorych znam i ktorym zalezy na wynikach pracuja znacznie wiecej... Wszyscy publikuja/patentuja b dobrze i b wysoko. Kilka papierow w najlepszych czasopismach etc... Tu kolesie w czasie robienia doktoratu maja wiekszy dorobek niz niejeden profesor u nas. Nie mowie o ilosci tylko o jakosci. Tzw "doniesien zjazdowych" nikt tu nie bedzie liczyl ani publikacji w jakis tam uczelnianych gazetkach. Podobnie, chociaz inaczej bylo w kaliforni (pracowalem na ucsd). Cisnienie i praca tak samo tyle tylko, ze ocean bardzo blisko i w labie mozna bylo trzymac deske i jak kumplel zadzwonil, ze sa dobre fale to heja... ;-) ale potem z powrotem do labu i do nocy... Ale to tak na prawde zalezy tylko od ciebie. Zadaj sobie pytanie - czy chcesz posiedziec przez kilka lat i cos tam porobic czy wykorzystac okazje na maksa - i zrob jak uwazasz. Mi sie wcale praca przez 7 dni w tygodniu nie podoba, ale to moj wybor i moje zyski/straty. Zobaczymy jak to bedzie pozniej...Moze bede plakal ? :-( Ale to tylko moje prywatne doswiadczenia i wiem, ze sa one rozne od moich znajomych pracujacych w innych czesciach stanow.

node
Posty: 11

Post#26 » 26 sie 2005, pt, 22:45

Dla mnie najwazniejszy jest temat pracy -- musi byc praktyczny i pozycja musi gwarantowac niezaleznosc. Ale wiem ile jestesm wart na rynku pracy i nie pozwole sprzedac skory za pol darmo. Prestiz miejsca czesto idzie razem z pieniedzmi, i teraz za 30K nie pracowalbym na MIT.

Kolega boi sie pracowitosci Chinczykow... he he... mnie to Chinczycy podziwiali za pracowitosc. Z reszta, az przykro sluchac takich opinii o Chinczykach...

A po to sa dobre zarobki w Europie, bo od czasu do czasu chce spedzic weekend we dwoje w Paryzu.

A atmosfere pracy zalezy przede wszystkim od samej grupy. Ogolnie w USA cenie wysoka etyke pracy (uczelnie) i skupienie na tym co sie robi a nie rozgrywkach personalnych. Owszem wywala sie ludzi lekka reka, ale tylko tych ktorzy nie nadaja sie do swoich stanowisk... przynajmniej z tego co widzialem. Fair enogh for me.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#27 » 31 sie 2005, śr, 04:57

Wystarczy mi.
Bez komentarza.
Kazdy z forum moze poczytac i ocenic.


Mi sie konczy okres wakacyjny, wiec nie bede mial czasu na spory czy przytakiwanie.

A jeszcze jedno jak mi ktos napisal , ze Stanach jest jak w Polsce jest tez historia, no to prosze mi znalezc rynek Wroclawski, Krakowski, taki jak w Montpellier, nie badzmi smieszni moze jest i kultura ale to nie Europa i nikt mi nie powie, ze sie myle.

:)

Monika
Posty: 3

Post#28 » 10 sty 2007, śr, 14:54

Mariusz napisal::*****No i dodam, ze oczywiscie mozna bez najomosci nawet w mojej dzialce bo znam takie rpzyklady, ale sa one zdecydowanie rzadkie. Poza tym znajomosci czasami sa dosyc ciekawe, podam przyklad od siebie: zatrudniono tu czlowieka ktory pracowal kiedys we wrocku, zatrudniono doktorantke bo tez byla z mego bylego instytutu, mozna powiedziec, ze zalatwili sobie tu staze czy studia bez znajomosci, tylko ze jakoby posrednio sie zalapali na to ze ja znalem ich szefa, wiec ja za nich reczylem, to co to nie jest po znajomosci?********

Uwierz mi, ze Twoja obecnosc w tym labie na pewno nie byla powodem aplikowania wlasnie tam, a juz tym bardziej mozliwoscia ewntualnej "protekcji"!!! Bo profesor na pewno idioty nie zatrudni, chocbys nie wiem jak sie za nim wstawial.
Czy mozna reczyc za kogos, kogo sie nawet na oczy wczesniej nie widzialo? Skoro tak, to powinienes rowniez ponosic konsekwencje w razie gdy ktos nie ma ochoty dluzej z Toba wspolpracowac.
Proponuje rowniez zajac sie praca, a nie wypisywaniem bzdur na forum i postow smierdzacych niechecia wobec osob o kolorze skory innym niz Twoja.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Postdoc na poręczenie

Post#29 » 11 sty 2007, czw, 05:02

Monika pisze:Czy mozna reczyc za kogos, kogo sie nawet na oczy wczesniej nie widzialo? Skoro tak, to powinienes rowniez ponosic konsekwencje w razie gdy ktos nie ma ochoty dluzej z Toba wspolpracowac.
Każdy ponosi konsekwencje za swoje poręczenie. Taką ceną w przypadku poręczenia za niewłaściwą osobę, jest fakt, że nasze słowo nie będzie już miało takiej mocy, a więc jeśli będziemy chcieli wypromowac kogoś dobrego, to nam się nie uda.
Dlatego nikt nie proteguje osób zupełnie obcych. Nawet gdy się kogoś nie zna osobiście, to zwykle ma się pełny "wywiad" na temat danej osoby.


Proponuje rowniez zajac sie praca, a nie wypisywaniem bzdur na forum
Ostrzegam, że rzucanie oskarżeń bez przykładów i merytorycznych dowodów, może skończyć się cenzurą postów a nawet zbanowaniem.
To jest Forum naukowe i należy podejśc do krytyki innych Forumowiczów, w sposób wyważony i obiektywny.
Jesli zarzucasz komuś, że pisze bzdury, to MUSISZ podać przykład i omówić, gdzie dany Forumowicz mija się z prawdą lub zdrowym rozsądkiem.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#30 » 11 sty 2007, czw, 06:15

canceled
Ostatnio zmieniony 12 sty 2007, pt, 08:07 przez Mariusz, łącznie zmieniany 7 razy.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#31 » 11 sty 2007, czw, 06:21

canceled
Ostatnio zmieniony 12 sty 2007, pt, 08:07 przez Mariusz, łącznie zmieniany 2 razy.

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

UWAGA UWAGA

Post#32 » 11 sty 2007, czw, 09:10

UWAGA
Zeby pozniej nie bylo ciagania mnie po sadach :)
W swoich postach opisuje zdarzenia bliskie autentycznym ale nie trzymam sie scisle historii faktow bo nie pisze o konkretnych osobach, czesto mieszam historie roznych osob, upraszczam, pisze opowiesci uslyszanych od innych osob itd. Tak, ze jestem niewinny :) i nie chce zeby ktos bral do siebie personalnie moje opowiesci, bo obawiam sie scigania przez Mosad :)
To tak na przyszlosc jesli ktos z moich znajomych poczuje sie urazony i pomysli, ze wlasnie do niego pije i go obrazam.
Ostatnio zmieniony 12 sty 2007, pt, 09:21 przez Mariusz, łącznie zmieniany 2 razy.

Monika
Posty: 3

JESLI POSTDOC BLOKUJE AMBICJE DOKTORANTA!!!!!!!!!!

Post#33 » 12 sty 2007, pt, 02:32

Alchemik napisal:****Jesli zarzucasz komuś, że pisze bzdury, to MUSISZ podać przykład i omówić, gdzie dany Forumowicz mija się z prawdą lub zdrowym rozsądkiem.******

Drogi Adminie, tak sie sklada, ze jednak mam powody by tak pisac. Bylam z Mariuszem jak i z jego zona w tym samym labie i pewnie to ja jestem osoba, ktora On polecil szefowi i ktora wysadzila pol pietra... Mariusz nie maa chyba takiej sily, by moc polecac kogos szfowi, bo boi sie nawet zapytac profesora o urlop (od kilku lat!).
Niemniej jednak bylabym tam dluzej kontynuujac doktorat (chyba nikt nie zrezygnowalby ze stypendium JSPS jakie mialam przyznane), gdyby nie podstepne gierki obu pseudonaukowcow za moimi plecami, szkoda, ze tzw. patrioci okazuja sie byc Toimi wrogami, tylko po to, zeby mydlic oczy profesorowi i zaslaniac wlasne nierobstwo!!! Wiekszosc postow byla napisana w czasie, kiedy bylam i pracowalam z nimi w Japonii, teraz wiem, nad czym spedzali cale godziny przed komputerem.
Dlaczego nagle Mariusz zmienil swoj profil i wyrzucil zdjecie?? Zarowno pierwsze jak i drugie (chyba dla konia mam wiekszy szacunek).
Forum czytam od dosc dawna, jednak nie od tak dawna, by moc zapobiec rezygnacji z doktoratu w Japonii...
Mariusz chcial przykladow, to ma - dla mnie najwieksza porazka byli wlasnie ONI - czyli Polacy. O ile zrozumienie mentalnosci Japonczykow zabralo mi troche czasu, o tyle zachowania moich rodakow nie moge pojac!!!! I nie ja jedna... Zarowno Polacy jak i obcokrajowcy. Chetnie zaprosze innych na forum, nie po to, zeby sie klocic, ale po to, zeby nikt wiecej nie wypisywal bzdur na forum, ani nie byc goloslownym. Dlaczego bedac w JAponii, nawet nie raczyl mi powiedziec o istnieniu forum???? Prosze tylko Mariusza, zeby nie pisal na forum tych wszystkich klamstw... Moge podac wiecej przykladow, jesli to forumowiczow interesuje... Jesli szanowny administrator zechce mnie zbanowac - prosze bardzo. Podalam konkretny przyklad, jako prawdziwa osoba, ktora nie bedzie chowac sie za jakimis pseudonimami. Nie jest to na pewno historia stworzona od zaslyszanych osob!!!

Mariusz
Posty: 276
Kontaktowanie:

Post#34 » 12 sty 2007, pt, 05:48

Dlaczego nie poinformowalem Cie o forum, a po co?
Nawet zona o nim nie wie, a tym bardziej nie wie tego co tu pisze, bo to moja prywatne dywagacje, moge sobie tu popisac co mi slina na jezyk przyniesie, jak juz zastrzegalem nie pisze o nikim konkretnym choc podobienstwa moga byc.

I raczej nie wroce do tego tematu, nie odpowiem na nastepne posty, niech Ci nawet bedzie, ze Ty masz racje.
Zegnam, bo tez ostatnio nie mam za wiele czasu na udzielanie sie w forum.

PS. Skasowalem swoje poprzednie posty, ten tez moge skasowac.
Bo forum nie jest miejscem batalii miedzy ludzmi i klotni personalnych.
Jesli uwazasz, ze w jeszcze jakims poscie pisze cos gdzie wydaje Ci sie, ze pisze o Tobie tez moge skasowac.

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Konflikt

Post#35 » 12 sty 2007, pt, 19:19

Kochani!


Nie wykonujcie panicznych ruchów. Szkoda Mariuszu, że skasowałeś swoje wypowiedzi. Jeśli były błędne, to wystarczyło przyznać się do tego błędu i dopisać (czerwonym kolorem) informację w tych postach, że się np. rozpędziłeś w opisie jakiejś osoby.
Postarajmy sie działać dojrzale bez żadnej frustracji.

Jesli szanowny administrator zechce mnie zbanowac - prosze bardzo.
Ale sznowny administrator nie chce nikogo wyrzucać i banować. Chodzi tylko o to, byśmy tu rozmawiali jak naukowcy - nawet w sprawach kofliktów interpersonalnych.

Jest rzeczą wiadomą, że większość konfliktów wynika z błędnej komunikacji międzyludzkiej. Czyli nawet, gdy spotkają się dwie w miarę dobre i porządne osoby, to w wyniku pewnych kompleksów, lęków lub niezrozumienia, te osoby nie mogą się dogadać i maja błędne mniemanie o tej drugiej osobie. Dodatkowo częstym czynnikiem jest to, że nasze lęki powoduja, że żarty lub niewinne wypowiedzi traktowane są jak atak.
A jak już ktoś czuje się zagrożony, to przestaje być obiektywny i często wyolbrzymia wady tej drugiej osoby, przez którą czuje się atakowany.

Dlatego wyluzujcie i nie róbcie gwałtownych ruchów i wzajemnych oskarżeń. Pamiętajcie, że każdy inaczej odbira rzeczywistość. To co dla jednego jest drobiazgiem, dla innych może być wielkie i poważne...
Wyjasnijcie sobie na spokojnie co macie na wątrobie.

Niech punktem wyjścia w waszej dyskusji będzie założenie, że wina jest po waszej stronie. Przeanalizujcie własne poczynania i znajdźcie swoje błędy. Przekażcie taki rachunek sumienia drugiej osobie i porównajcie.
Może się okazać, że wzajemna niechęć wzięła się z przypadku lub z przyczyny, którą można usunąć lub ewentualnie zrozumieć.

Jako ludzie dojrzali MUSICIE dążyć do rozwiązywania wszelkich konfliktów, to jest właśnie wyznacznikiem tego, że jesteście cywilizowanymi ludźmi.
I nie chodzi tylko o to, by dla świętego spokoju przyznać publicznie, że się mylicie, a w głowach nadal jesteście przekonani o własnej racji. To nie jest cywilizowane podejście (szczególnie u naukowców).

Do waszych dyskusji możecie posłuzyć się tym forum (w dziale off-topic) lub też możecie pisać do siebie na priva (PM).


P.S. Moniko, jesli chcesz kogoś cytować to użyj funkcji QUOTE lub fragment czyjejś wypowiedzi umieść pomiędzy takimi znacznikami:

Kod: Zaznacz cały

[quote]treść cytowanej wypowiedzi[/quote]
lub
[quote="autor_cytowanej_wypowiedzi"]treść cytowana[/quote]
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Awatar użytkownika
Asteria
Posty: 35

Post#36 » 12 sty 2007, pt, 23:25

Alchemiku, Tobie jako obserwatorowi tej sytuacji i klotni wszystko wydaje sie latwe; nie Twoja rola rozgrzeszanie i pouczanie obu stron. Pisze jako bierny obserwator (albo raczej obserwatorka). Jesli na swojej skorze nie przezyjesz podobnej sytuacji, nie zrozumiesz, ze opowiadanie historii o kims na publicznym forum jest bardzo krzywdzace dla tej osoby, jesli pisze sie rzeczy nieprawdziwe. Czytam to forum od jakiegos czasu, glownie ze wzgledu na to, ze osoby uczesticzace w dyskusjach wydaly mi sie na poziomie, a studia czy praca w japonii to byo kiedys moje marzenie. I jesli to prawda, co jest w tej dyskusji, ciesze sie, ze nigdy przenigdy nie trafilam na taki stosunek swoich rodakow za granica, co do mojej osoby. Moze psychologiem nie jestem, ale ze wszystkich tych postow uklada sie prosto krotka historia i moral na przyszlosc: nie licz na Polaka za granica, bo jeszcze Ci zycie struje. To moze byc juz tylko nauczka, aby nie dac sie zwariowac i byc silniejszym w przyszlosci... I uwazam, ze jesli Mariusz mial prawo pisac na forum o kims, z kim pracowal i tym samym kogos obrazil, to i Monika ma prawo wyrazc swoj zal i zlosc, ze wydawaloby sie inteligentni ludzie zachowuja sie jak ......

Pamiętajcie, że każdy inaczej odbira rzeczywistość. To co dla jednego jest drobiazgiem, dla innych może być wielkie i poważne...


Alchemiku, bardzo dobrze napisane. Mariuszu, dla Ciebie to chyba byl drobiazg, o ktorym szybko zapomniales. Dla kogos drugiego niestety nie... Czy tak zachowuje sie prawdziwy naukowiec, a przede wszystim czlowiek...?

Awatar użytkownika
Asteria
Posty: 35

Klamstwo ma krotkie nogi

Post#37 » 13 sty 2007, sob, 00:02

A tak w ogole, Mariuszu, czemu skasowales swoje posty? Czyzbys sie czegos bal??? Podobno to forum. A moze dopiero teraz ugryzles sie w jezyk, ze cos nie tak napisales?

Awatar użytkownika
alchemik
Site Admin
Posty: 585
Kontaktowanie:

Wszyscy jesteśmy dobrzy?

Post#38 » 13 sty 2007, sob, 18:31

Ja powiem tak: Asterio - nie oceniaj człowieka po poście jego adwersarza.
Nie wiemy co tam się stało i kto zawinił. A może były jeszcze jakieś osoby trzecie które zawiniły, a wszystko poszło na Polaków?
A może to splot nieporozumień, leków, strachów, wzajemnych oskarżeń, spirali zemsty, nienawiści, kłamstwa.

Tego nie wiemy i dlatego trudno jest stanąć po którejś ze stron. Mariusz być może niepotrzebnie skasował swoje posty, ale jeśli tym samym chce zażegnać konflikt, to chyba lepiej, niz gdyby uparcie drażnił się z drugą stroną.
Być może jego przykład miał być bezosobowy, bo przecież w tych postach nie atakował konkretnie jakiejś osoby z nawziwska, a tylko podawał przykład jakie mogą się zdarzyć przygody podczas postdoca.
Myślę, że w tych postach były zawarte informacje wypływające z dobrych intencji przekazania swojej wiedzy. A czy ta wiedza była kompletna i czy Mariusz dokładnie wie co siedzi w mózgu Moniki... to trudne do ocenienia.

Ponieważ Mariusz pisze na tym Forum dłużej, to dał się poznać jako chętny do pomocy innym człowiek. Ale czy w Japonii nie stał się zawistnym agresorem, który całą konkurencję kosi? Tego nie wiem.

Jeżeli Monika chce coś napisac od siebie, to również ma prawo, ale nalezy trzymać się zasady neutralności i maksymalnego obiektywizmu.
Tylko rzetelne dowody na złe działania Mariusza mogą być tu podawane. Bo plotki, przypuszczenia itp. to nie jest dobry materiał dowodowy, szczególnie, że na postdocu w Japonii było pewnie mnóstwo ludzi z różnych krajów i kto wie, czy to nie jakiś Chinczyk był sprawcą całego zamieszania :)

Człowiek to jest taka maszynka, że zawsze szuka winnego poza sobą. Mało tego, mechanizm obronny działa w ten sposób, że namierzany jest potencjalny winny i staje się on kozłem ofiarnym i nawet jesli nie było pewności co do jego winy, to nasza podświadomość generuje nam wszelkie poszlaki, by uznać tego człowieka za winnego. Po jakimś czasie nasza pewnośc, że ta osoba była winna jest już 100% i żadne dowody nie są w stanie tego obalić (bo przecież dowody mogą byc sfingowane, filmy zmontowane, nagrania fałszywe, a świadkowie przekupieni).
Ten mechanizm jest ewolucyjnie zrozumiały, gdyz inaczej przez całe zycie człowiek zamęczałby się zadaniem poszukiwania winnego i udowadniania jego winy. A siedzące w nas zwierze działa prosto: jesli ktoś wydaje się winny, to lepiej go wyeliminowac, niż cierpieć niepewność.
Szybkie znalezienie winnego daje ukojenie nerwom i sprawia, że nie czujemy winy w sobie.
Teoretycznie więc, osoby, które popadły w konflikt, powinny udac się do poradni (chocby małżeńskiej) w celu wyleczenia się z nienawiści i kompleksów.
Oczywiście zakładam, że mamy do czynienia jednak z ludźmi dobrymi, którzy nawet jeśli zrobili cos złego, to przez przypadek. W końcu plotkowanie to miły wypełniacz rozmowy, a to, że czasem taka plotka może być dla kogoś dużym ciosem, to już jest niezamierzony skutek uboczny.
Podohbnie jest z pijanymi kierowcami - nie chcą oni perfidnie doprowadzic z premedytacją do czyjejś śmierci, nie można więc uważać ich za ludzi złych, a najwyżej za głupich lub nieodpowiedzialnych.

nie Twoja rola rozgrzeszanie i pouczanie obu stron
A dlaczego nie moją rolą jest pouczanie, skoro mam w tym względzie jakąś wiedzę i przemyślenia? Jeśli moje pouczenia są błędne, to proszę o wykazanie, gdzie się mylę, gdyż chętnie przyjme krytykę, by móc nauczyć się czegos nowego.

Jesli na swojej skorze nie przezyjesz podobnej sytuacji, nie zrozumiesz, ze opowiadanie historii o kims na publicznym forum jest bardzo krzywdzace dla tej osoby
Przeżyłem coś podobnego i wybaczyłem osobie, która pisała o mnie błędne i fałszywe rzeczy. Przyjąłem bowiem, że czyni to nie jako zła osoba, lecz z nieświadomości.
Oczywiście zawsze jest w ludziach jakis diabełek, który korzysta z okazji, ale nie stanowi on w ludzkich decyzjach więcej niż ok. 10% (oczywiście mówię o normalnych i ogólnie dobrych ludziach). Jeśli nawet osoba, która nieprzychylnie o mnie pisała czuła do mnie jakąś zawiść lub zazdrość, to nie były to główne cechy tej osoby, a jedynie drobne podszepty "diabełka", które można zignorować, jesli przyjmie się założenie, że ogólnie jest to dobra i wartościowa osoba.
Dlaczego miałbym się na nią obrażać? Co daje "obrażenie się"? Podobnież obrażają się tylko głupcy... :)

Wedle mojej teorii społeczeństwo można podzielić na 4 kategorie: mądrzy i głupi oraz dobrzy i źli.
Najwięcej ludzi to ludzie dobrzy, ale niestety głupi. Stąd mimo ich dobra, twki w nich strach i lęk i podejrzewają innych o to, że są źli.
Na domiar złego, media straszą nas morderstwami, gwałtami, wojnami, oszustami itd. stąd ludzie zaczynaja bać się innych ludzi.
Zrozumienie, że większość ludzi jest dobra, poprawi nasze relacje z nimi.
Oczywiście trzeba uważać na tych złych, ale nie tracąc przy tym potencjalnych przyjaciół z grona ludzi dobrych.
Lepiej bowiem 10 razy stracić majątek gdy zaufa się niewłaściwej osobie, niż raz przez nieufność stracić okazję na prawdziwą przyjaźń.
Nie boję się motyla Lorenza...
Ale kto powiedział, że ten motyl jest tylko jeden?

Wróć do „Staże podoktorskie (postdoc)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron